Dziennik Gazeta Prawana logo

Emocjonalna tyrania kapitalnej "Służącej"

16 lipca 2009, 13:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wojciech Kałużyński
Wojciech Kałużyński/Inne
Kompletnie zaskakujący, nagrodzony w Sundance komediodramat z Chile "Służąca" żongluje nastrojami, tematami, emocjami i skutecznie wywodzi na konwencjonalne manowce. Obraz 17 lipca wchodzi do polskich kin.
(aka "La Nana")
Chile 2009; reżyseria: Sebastian Silva; obsada: Catalina Saavedra, Claudia Celedon, Alejandro Goic; dystrybucja: Manana; czas: 95 min; Premiera: 17 lipca

p

Wychowywała czwórkę ich, teraz już dorastających albo dorosłych dzieci, gotuje, podaje do stołu, sprząta i prowadzi całe gospodarstwo od dwudziestu lat. Coraz częściej jednak niedomaga, mdleje. Pani domu decyduje więc, że zatrudni jej kogoś do pomocy. Raquel, która czuje się niemal członkiem rodziny swych chlebodawców, reaguje przerażeniem i robi wszystko, by pozbyć się z domu niechcianych pomocnic: najpierw młodej Peruwianki Mercedes, a potem doświadczonej gospodyni Soni. A to wyrzuci kota przez mur, a to zamknie drzwi do domu, a wszystko tak zaaranżuje, by wyglądało na przypadek. Jej przywiązanie do rodziny nie wynika wyłącznie z oddania, ale z chęci zdobycia pozycji.

Raquel, choć uległa wobec gospodarzy, terroryzuje dzieci, pozwalając sobie na coraz większe złośliwości. Bo, chociaż gospodarze traktują ją z szacunkiem, to jest w nim sporo protekcjonalnej wyższości. Owszem, świętują jej urodziny, certolą się z jej humorami, znoszą kaprysy, ale bariera między państwem a służbą jest jednak jasno wytyczona, obecna w gestach, słowach. A Raquel walczy o to, by podział ról zmienić, chce się poczuć kimś więcej niż tylko służącą. Panicznie boi się utraty pozycji, chce wszystko kontrolować i nad wszystkim panować, co przybiera formy zachowań nie tylko cokolwiek neurotycznie zabawnych, ale też coraz bardziej niebezpiecznych.

Kiedy jednak wydaje się, że oglądamy komediodramat o psychopatycznej służącej, która w końcu albo wszystkich sterroryzuje, albo zostanie spacyfikowana i zależnie od wybranej kontynuacji twórcy uraczą nas jakimś tanim przesłaniem, wraz z kolejnym zasłabnięciem i zatrudnieniem jeszcze jednej pomocnicy - beztroskiej Lucy, wszystko nagle się zmienia. Znaki się nagle odwracają, huśtawka stanów emocjonalnych i psychicznych buja się przez kompletnie odmienne rejestry, antypatia zamienia się w empatię, neuroza w poczucie krzywdy.

Sebastian Silva całą tę historię odkrywania człowieka, w kimś ostentacyjnie niesympatycznym, hermetycznie zamkniętym opowiada niejako symetrycznie. Każe widzowi przechodzić te same zmiany perspektyw, które narzuca pozornie liberalnym gospodarzom. Czyni to w kameralnej formule, z pomocą niemal dokumentalnej, niby obiektywnej kamery, buduje dramaturgię prostymi, ascetycznymi środkami, co paradoksalnie tym skuteczniej pomaga mu precyzyjnie wodzić na manowce, wytrącać z bezpiecznych przyzwyczajeń i oswojonych konwencji. Owszem, Raquel zasmakowała wolności, ale nie potrafi z niej w pełni korzystać. Jej wyzwolenie sprowadza się do wejścia w cudzą skórę, przejęcia nie swojej tożsamości. Podszyte smutkiem jest to optymistyczne przesłanie. Jak to w życiu, więc tym bardziej się w nie wierzy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj