W takiej baśniowej scenerii dziewiczej wyspy, niczym unowocześniony Robinson Crusoe, żyje sobie biolog morski (Butler) z córką o imieniu Nim (Breslin nominowana do Oscara za tytułową rolę w rewelacyjnej „Małej Miss”). Gdy papa pracuje, dziewczynka bawi się z fokami i jaszczurkami, nurkuje, wspina po palmach i zaczytuje w ukochanych przygodowych powieściach o herosie Aleksie Roverze. Wieczorami pichcą sobie przy ognisku gulasz z domieszką robaków i są szczęśliwi. Żeby nie było – mają też w pełni wyposażoną kuchnię i stały dostęp do internetu. Jest więc trochę jak na wakacjach all inclusive ze sprawdzonym biurem podróży.

W tym samym czasie w swoim ekskluzywnym apartamencie w San Francisco zupą z puszki raczy się Alexandra Rover, cierpiąca na nerwicę natręctw i manię prześladowczą autorka wspomnianych książek (Jodie Foster). Akurat brak jej weny, wydawca ciśnie w sprawie kolejnego tomu serii, a ona boi się wyjść po listy do skrzynki i każdą czynność poprzedza dokładnym umyciem rąk w płynie odkażającym. Elementem komediowym miały być chyba sceny podkreślające nieprzystosowanie tej dziwaczki i samotnicy do otaczającego ją świata. Wyszło slapstickowo, a Jodie przewracająca się na bieżni wygląda po prostu głupawo, a nie zabawnie (ale muszę przyznać, że scena, gdy opędza się od sprzedawców szczoteczek do zębów, jest udana).

Losy całej trójki w paradzie kontrolowanego szaleństwa splotą się, jak na współczesne czasy przystało, najpierw online, a potem w realu. Będą przygody jak z Indiany Jonesa, będzie trochę survivalu jak z oryginalnego Robinsona Crusoe, będą przytulanki z foką w falach, jak w „Uwolnić orkę” i wiele wzruszeń związanych z pokonywaniem własnych słabości. A internetowy modem nie zawiedzie nawet w czasie potężnej burzy.

Producent przedstawia „Wyspę Nim” jako kino familijne. Wygląda jednak na to, że to pojęcie nie jest aż tak pojemne, jakby tego chciał. Produkcją zachwycone są pięcio- czy siedmiolatki (wedle zeznań redakcyjnych koleżanek i kolegów, którzy zaserwowali tę przyjemność swoim dzieciom), przypuszczam, że i uczniom wczesnych klas podstawówki to kino może przypaść do gustu. Starsi, którym nie wystarczy, że jaszczurka zagra na bębnie, a foka w amerykański futbol, mogą się po prostu trochę nudzić. Nawet mając przed oczami liczne ładne ujęcia wody w bezkresnym oceanie, piękne rozgwiazdy wyrzucone na brzeg czy zieleń tropikalnej dżungli jak z egzotycznej baśni (w rzeczywistości to wybrzeża Australii).

Z aktorskiego trio: Jodie Foster, Gerald Butler i Abigail Breslin, najlepiej radzi sobie dwunastolatka, której świeżość i bezpretensjonalność (zachęcam do obejrzenia odcinka „The Tonight Show with Jay Leno” z jej udziałem, dziewczynka jest naprawdę bystra!) dodaje dynamiki całej historii i pozwala odciągnąć uwagę od grymasów Foster i pozbawionego większych emocji występu Butlera.

Produkcją filmu zajęło się studio Walden Media, której do tej pory z powodzeniem wypuściło na rynek familijne hity typu „Mostu do Terabithii” czy słynne „Opowieści z Narnii”. Tym razem wyszło im trochę słabiej. Gdybym mogła zabrać tylko jeden film na bezludną wyspę – raczej nie byłaby to „Wyspa Nim”.

WYSPA NIM (Nim's Island)

USA 2008; reżyseria: Jennifer Flackett, Mark Levin

obsada: Abigail Breslin, Jodie Foster, Gerard Butler; dystrybucja: Monolith; czas: 96 min

Premiera: 19 września