Przebijanie się z własnym krytycznym głosem poprzez gromki chór zachwyconych i uszczęśliwionych oznacza także ryzyko posądzenia o megalomański popis. Łatwo zostanę zakrzyczany. A jednak nie potrafię skłamać, że podzielam euforię filmem Rosy. Uważam, że powstał utwór niespójny, odseparowany nie tylko od niezmiernie ważnego socjologicznego tła i niewiarygodny pod względem psychologii postaci.

Reklama

Historyjka jest nośna i odrobinę jednak sztampowa. Na inteligenckim przyjęciu w inteligenckim krakowskim domu, pomiędzy wódką a zakąską, pani domu (wybitna, godna każdej festiwalowej nagrody kreacja Jadwigi Jankowskiej-Cieślak) odnajduje tajemniczą kasetę wideo. Magnetowid - ustami Ryszarda Filipskiego - opowie jej, że jej udane dotychczas małżeństwo z Janem (Krzysztof Stroiński) było być może ukartowanym zabiegiem politycznym. Jan jako agent bezpieki otrzymał polecenie służbowe, żeby ożenić się z Joanną. A może było jednak inaczej? Gdzie leży prawda?

Pierwsze minuty tego filmu robią piorunujące wrażenie. Wydaje się, że to właśnie to, na co wszyscy czekaliśmy. Film polityczny z wyraźnym, społecznym unerwieniem. Joanna nie wierzy domniemanym faktom - przecież ich małżeństwo było prawie idealne, ale jednak ziarenko zwątpienia zostało zasiane. Dlatego najpierw jakby od niechcenia, potem coraz intensywniej szuka "prawdy" na własną rękę. Zbiera dowody winy albo niewinności męża. Ale znajduje tylko… obłęd. Własny!

Mój problem z filmami Michała Rosy, również z wcześniejszymi - "Co słonko widziało", "Cisza" czy "Farba" - bierze się m.in. z nieufności. Rosa opowiada historie, które są dla mnie zanadto wykoncypowane. Tak jakby nie ufając atrakcyjności samego życia, za każdym razem z objawioną miną sugerował, że za zachowaniami bohaterów kryje się skomplikowana siatka znaczeń. Owa "metafizyka racjonalności" również tym razem poprowadziła reżysera na narracyjne manowce. Film, który w pierwszych minutach wydawał się mocną i przy tym niegłupią historią na bardzo ciekawy i niemal nieopisany przez polskie kino temat, w części drugiej dryfuje w stronę jakiegoś megauogólnienia. Rosie nie wystarczyły rysy w charakterze bohaterów zderzone z trefną historią z logo PRL-u. Reżyser musiał koniecznie poszukać głębiej, a łącząc funkcje psychologa, psychiatry i filmowego omnibusa, na przykładzie Joanny podarował nam popisową lekcję filmowego szaleństwa w kobiecym wydaniu.

Niepostrzeżenie bowiem agenturalna (domniemana) przeszłość Jana zeszła na dalszy plan, na pierwszym zaś planie Joanna stała się agentką własnych oraz cudzych demonów. Realizm pierwszej części filmu został w części drugiej ujęty w poetycki cudzysłów. Niestety, reżyser popełnił przy tym niejeden błąd logiczny. Za łatwo idzie Joannie to filmowe wariactwo. Rezygnacja z pracy na uczelni to taka betka? Nagle pojawia się córka (niezawodna Kinga Preis), ale zaraz znika. Nikt zresztą specjalnie nie stara się kobiecie pomóc: zburzyłoby to przecież fotogeniczne kadry otępienia. A wszystko jest przecież odpowiednio wyrafinowane. Anemiczni przyjaciele Joanny są myślami bardzo daleko, za to filmowy Kraków, dotąd piękniejszy niż na niejednej pocztówce, staje się naraz smutny i - co tu kryć - dosyć paskudny. Również oryginalne upodobanie Joanny do czerwonych dodatków podąża w stronę wszystkich odcieni szarości. Wszystkie te wzorowo zakomponowane zarówno przez scenografa, jak i operatora (brawa dla Jagny Janickiej i Marcina Koszałki) elementy filmowej układanki obnażają jednak słabość narracyjnego punktu wyjścia. Wymuskana pod względem estetycznym "Rysa" przestaje być filmem o polskiej współczesności i zaczyna dryfować w stronę niezbyt oryginalnego, psychologicznego uogólnienia w rodzaju - jedna iskra wystarczy, żeby spłonął cały dom; a jeden (być może nieprawdziwy) donos może zburzyć wszystkie dobre chwile z przeszłości. Za łatwe to, trochę cyniczne i efekciarskie. Czesław Miłosz w jednym ze swoich ostatnich wierszy pisał: "(...) udawałem dąb, a byłem próchno / Jaka mizeria. Ale wybaczona". "Rysa" Michała Rosy udaje wielkość. Wielu już się nabrało. Dla mnie to jednak mizeria. Nie będzie wybaczona.

RYSA

Polska 2008; reżyseria: Michał Rosa; obsada: Jadwiga Jankowska-Cieślak, Krzysztof Stroiński, Kinga Preis; dystrybucja: Fundacja Film Polski; czas: 95 min

Premiera: 19 września