Od tamtej pory w 2003 roku Medem zrealizował kontrowersyjny, fatalnie przyjęty w Hiszpanii dokument o konflikcie w kraju Basków „La Pelota vasca. La piel contra la piedra” i zamilkł. Powrócił bodaj najbardziej osobistym ze wszystkich swych dotychczasowych filmów dedykowanym swej zmarłej siostrze Anie. To właśnie autentyczne, naiwnie kolorowe obrazy namalowane przez siostrę Medem pokazuje na ekranie jako prace filmowej bohaterki. Młoda malarka z jaskini na Ibizie, gdzie mieszka z ojcem, przenosi się do Madrytu. Uczy się malarstwa, przeżywa pierwszą namiętną miłość, po czym za sprawą hipnozy cofa się do swych poprzednich wcieleń, w których niezmiennie ginie tragiczną śmiercią jako młoda kobieta. Wszystko w tej pokręconej, kompletnie zaskakującej fabule naznaczone jest transgresją. Cudownie nieskażona córa natury nasiąka kulturą, jej równie czysty kochanek zmienia się w syna, mamy tu dwie figury ojca: dobrego starotestamentowego patriarchy i dominującego samca, mamy przerażający symbol brutalnej męskiej władzy, matkę nadopiekuńczą i matkę władczą wpisaną w jedną postać mecenaski sztuki w jak zwykle znakomitej interpretacji Charlotte Rampling. Mieszają się miejsca, języki, czasy, aspekty. Nieprzypadkowo Anna najczęściej podczas hipnotycznych seansów wciela się w saharyjską Berberyjkę – przedstawicielkę matriarchalnej społeczności, w której to kobiety kształtują i przenoszą kulturowe wzorce. Nie chodzi jednak wyłącznie o tęsknotę za matriarchatem, nie o feministyczny kontekst, choć Linda, przyjaciółka Anny, powtarza jej do znudzenia, że wszyscy mężczyźni to gwałciciele. Właśnie ewolucja kategorii męskości jest u Medema w centrum zainteresowania. Kobiecość jest stała, męskość przez wieki objęta systemem tabu, zakazów i nakazów, od niedawna zyskała szansę na wyrażanie się w emocjonalności, empatii, zdobyła prawo do okazywania słabości. Medem zdaje się mówić, że dopiero odkrycie wewnętrznej kobiety i wewnętrznego dziecka nadaje męskości pełnię. I pozwala nawiązać dialog. Dążenie do porozumienia, partnerstwa przenika zresztą cały film. Nawet sceny erotyczne Medem stara się pozbawić męskiego fetyszyzmu, pokazując je z perspektywy wzroku obojga partnerów. Na przemian wędrujemy w górę nagiego kobiecego ciała albo tkwimy pod falującym męskim torsem.

Reklama

Takich znaczących przesunięć punktu widzenia jest tu więcej. Medem produkuje też paletę symbolicznych obrazów. Jednym z kluczowych są drzwi. Anna maluje je obsesyjnie na ścianach swej jaskini i pracowni w Madrycie, ciągle powtarza się motyw otwierania tych nieistniejących drzwi i przechodzenia przez nie w otchłań wizji oglądanych wciąż zmieniającymi się oczyma. Chaotyczne wizje Anny, podczas których mówi nieznanymi sobie językami i udziela informacji na obce sobie tematy, stają się metaforą wykraczania poza czas i przestrzeń, zachętą do nowego, holistycznego spojrzenia na niby-zmieniające się kulturowe wzorce i ludzką naturę. Potrafią te wizje porwać i zachwycić, z ich spójnością jest już jednak różnie. Momentami Medem popada jednak w banał, z przesadną naiwnością powtarza w kółko to samo, poezja kadrów służy sama sobie, retoryka zamienia się w manierę, a symbole stają się znakami elastycznie poddającymi się dowolnym interpretacjom. Trudno to przełknąć w całości. Bo ostatecznie, choć Medem potrafi uwodzić, chce powiedzieć i wyrazić za wiele, by to wszystko mogło się zmieścić w obrębie filmowego kadru.

Chaotyczna Anna

(Caótica Ana)

Hiszpania 2007; reżyseria: Julio Medem; obsada: Manuela Velles, Charlotte Rampling, Bebe, Nicolas Cazalé; dystrybucja: Vivarto; czas: 118 min

Premiera: 15 sierpnia