Najpraktyczniej by było być tak bogatym. Ale postawiłbym raczej na jego samodyscyplinę. Jej zdecydowanie mi brakuje.
Tak, „Mroczny rycerz” był dla mnie zdecydowanie największym wyzwaniem. „Batman – Początek” zrobiliśmy z największym rozmachem, na jaki mogliśmy sobie pozwolić. A teraz musieliśmy się zmierzyć z projektem, który miał być jeszcze większym przedsięwzięciem. Chcieliśmy zwiększyć liczbę bohaterów, zależało nam, aby przesunąć trochę środek ciężkości, jeśli chodzi o gatunek filmu, i spojrzeć na Gotham jak na wielkie płótno, na którym namalujemy tę w zamierzeniu uniwersalną historię. Teraz „Batman” jest bardziej dramatem kryminalnym, czymś w rodzaju „Gorączki” Michaela Manna. Takimi filmami się inspirowaliśmy. Jednym z bohaterów jest Gotham City, stąd nasza decyzja o filmowaniu w formacie IMAX, żeby je było jak najlepiej widać.
Przede wszystkim musieliśmy zadać sobie pytanie: kim one teraz są. Patrząc przez pryzmat filmu „Batman – Początek”, zastanawialiśmy się, kim są ikony: Batman, Joker i Harvey Dent, co sobą reprezentują dla dzisiejszej widowni. Wydaje mi się też, że Gotham City z „Mrocznego rycerza” jest bardziej realistyczne niż we wcześniejszych Batmanach. Film jest też wyjątkowo bliski estetyce oryginalnego komiksu.
Zakończenie „Batmana – Początku” wyraźnie wskazuje na to, że to zamknięta całość. Jednak zależało mi też na daniu widzom poczucia, że skoro ikona już powstała, jest w pełni uformowana, jej historia może toczyć się dalej. Tamtą opowieść nazwałbym kulminacją procesu twórczego postaci Batmana. I w tym sensie to zakończenie było otwarte. Tak jest i tym razem. Chciałem, żeby film sam w sobie był kompletny, ale nie zamykam mu drogi do kontynuacji. Najważniejsze było stworzenie napięcia na linii Batman – Joker.
Na początku wprowadzenie tej postaci w filmie nie było dla mnie oczywiste. Obawiałem się, że ryzykujemy stworzenie produktu za bardzo sequelopodobnego. Ale dziś jestem zadowolony z efektu, ta postać musiała się tu znaleźć przez wzgląd na zakończenie poprzedniej części. Przed rozpoczęciem zdjęć dużo rozmawiałem z Heathem o tym, jaka to postać, co robi z tym człowiekiem w masce klauna strach przed anarchią, chaosem i obezwładniająca chęć wywalenia wszystkiego i wszystkich wokół w kosmos.
Gdy rozmawialiśmy o scenariuszu, Michael Caine powiedział mi coś bardzo ciekawego: „Ameryka widzi siebie jako Supermana. Cały świat widzi ją jednak jako Batmana”. Coś w tym jest. Batman jest uosobieniem paradoksu związanego z siłą. Stawia pytania o to, jak kierować posiadaną władzą oraz kiedy przekracza się limit swoich kompetencji, kiedy łamie się prawo. Wewnętrzna walka ciemnych impulsów ściera się z chęcią utrzymania porządku. Chęć zemsty za śmierć rodziców miesza się z altruistyczną chęcią niesienia pomocy ludziom. To dlatego według mnie Batman jest najbardziej skomplikowanym z superbohaterów. I przez to najbardziej interesującym. Jest w tej postaci coś monastycznego. To Rachel jest uosobieniem tego, co Batman mógłby mieć, gdyby nie był tym, kim jest. I tego, co stracił.
W kulturze amerykańskiej chyba tak. Superbohaterowie to tam ktoś na równi z greckim czy rzymskim herosem. Jakimś co najmniej Herkulesem. Ale to mnie właśnie w Batmanie najbardziej pociąga – on nie jest bogiem, nie ma boskich właściwości ani władzy absolutnej. Ale jest ludzkim herosem, również w sensie walki z własnymi ograniczeniami.
Niespecjalnie je czytywałem jako mały chłopiec. Dlatego teraz oprócz korzystania z pomocy mojego brata Jonathana ściśle współpracowałem z Davidem Goyerem przy tworzeniu scenariusza, bo on ma w temacie spore doświadczenie, sam też rysował komiksy. Ja zawsze od książek wolałem filmy. Pierwsze „Gwiezdne wojny”, przygody Bonda czy Indiany Jonesa. To oni tworzyli mój świat.