Dziennik Gazeta Prawana logo

Barbie w sklepie fantasy

11 lipca 2008, 17:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Barbie w sklepie fantasy
Inne
Islandzki patent na rehabilitację Prawdziwej Blondynki. Pomysłowo krzepiący, ale utopiony w landrynkowym pastiszu.

„Astropia” może zdrowo pokrzepić odmieńców wszelkiej maści, a tym, którzy ucieczki od własnego nieprzystosowania szukają w zmyślonych fantastycznych światach, leje miód na serca. Tyle że tego miodu jest tu odrobinę za dużo. Oto pusta laleczka Barbie, gdy policja aresztuje jej chłopaka prymitywa za finansowe machlojki, usiłuje stanąć na własnych nogach. Trafia przez przypadek do sklepu odwiedzanego przez grupkę zakręconych miłośników science fiction, horroru, mangi i fantasy. Cukierkowa blondyna całe dnie spędzająca dotąd na rozmowach z przyjaciółkami, wertowaniu czasopism o modzie i zakupach ani trochę do środowiska outsiderów z pozytywną szajbą nie pasuje. Ma za to inne walory przyciągające do niszowej mekki nowych klientów. A do tego z czasem alternatywne rzeczywistości zaczynają ją coraz bardziej fascynować. Zwłaszcza seanse fabularnej gry, w której wciela się w wojowniczkę gromiącą wielkim mieczem hordy złych, stają się dla niej odskocznią od świata, w którym była tylko zabawką, zakładniczką męskiego szowinizmu.

Przyznam, że pastiszowa antywidowiskowość scen fantasy wygląda na ekranie dość rozbrajająco. Problem w tym, że sekwencje te zostały obciążone misją ratowania pozornego dramatu toczonego na jałowym biegu, a przy tym rozmieniającego na drobne wszelkie zalążki realnych konfliktów na atrakcje rodem z taniego komiksu. Zamierzona komiksowość ostentacyjnie jest zresztą przez reżysera podkreślana zatrzymanymi planszami z dymkiem. Poza tym nic specjalnego się nie dzieje. Rzeczywistość nie stwarza outsiderom szczególnych opresji, oni też się specjalnie przeciw niej nie buntują. Ot, wegetują sobie spokojnie na marginesie, przeżywając niegroźne perypetie. Nawet banda zbiegłych złoczyńców bardziej jest groteskowa niż złowroga, a finałowe starcie z nimi z pastiszu staje się czystą parodią. Nie bardzo tylko wiadomo czego, bo autorom pomysły skończyły się, zanim film zdążył się na dobre rozwinąć. Ograniczają się więc do rzucenia w próżnię kilku kultowych tytułów, opowiedzenia paru dowcipów i zamknięcia tego wszystkiego w cokolwiek egzotycznych ramach skandynawskiego ekscentryzmu. Ma to swoisty urok niegroźnego dziwactwa, ale starcza go tylko na sympatyczną komedię, z której nie wynika nic poza puszczaniem oka do fanów fantastyki i marnym pocieszeniem dla Prawdziwych Blondynek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj