Dziennik Gazeta Prawana logo

Klata Khana

2 czerwca 2008, 12:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Powiedzieć głośno w Polsce, że Bollywood nudzi i irytuje, to prawie to samo, co przyznać się, że głosowaliśmy na Kaczyńskiego. Nie głosowałem na Kaczorów, nie lubię kaczek po indyjsku i "Om Shanti Om" też nie polubię.

Oczywiście, wszyscy macie rację: moi drodzy bollymisjonarze. Brak mi lekkości i poczucia humoru, finezji i sarkazmu. Trudno. Na swoją obronę mogę tylko dodać, że pierwsze pokazywane w Polsce filmy bolly przyjmowałem jako sympatyczną ciekawostkę. Takie wysokobudżetowe disco relax. Raz się uśmiechnąłem, więcej nie. Ale ile można? Przecież te filmy są ciągle tak samo głupiutkie.

Trwające całą wieczność (i dłużące się niczym wieczność) najnowsze bollywidowisko pod tytułem "Om Shanti Om" pod względem niefrasobliwości intelektualnej bije na głowę niemal wszystkich poprzedników. "Om Shanti Om", jak przewrotnie wskazuje tytuł, jest zbudowane z dwóch zazębiających się części: czyli z podwójnego "Oma". Pierwszy Om (Shahrukh Khan) w 1977 r. pręży swoje bicepsy na co drugim planie wielkich bollywoodzkich superprodukcji: jest statystą, który - statystycznie rzecz biorąc - zupełnie niepotrzebnie śni na jawie o świetlanej przyszłości oraz erotycznej teraźniejszości u boku gwiazdy bolly: tajemniczej Shanti. Om numer dwa (w tej roli również Khan) w 2007 r. zasypia wyłącznie w haremie pełnym gotowych na miłosną przygodę dziewcząt, a wszystkie bez wyjątku panienki wyglądają tak, jakby doskonale znały odpowiedź w konkursie audiotele: "Jak łatwo zdobyć tytuł Miss World"? Śliczne dziewczęta tańczą w filmie tak, jak im Om zagra, niestety równolegle grają na jego nerwach liczne demony sprzed trzydziestu lat, a w międzyczasie pojawiają się autotematyczne wtręty z historii Bollywood, gościnne występy gwiazd (koniecznie dotrwajcie do napisów końcowych) oraz tradycyjne tańce w ilościach hurtowych. I kompletnie nic w tym filmie się ze sobą nie zazębia. Logika drwi z fabuły, treść umywa ręce przed sensem, a drastyczne sceny wywołują litość przemieszaną z drwiną.

Na szczęście w roli głównej i podwójnej (Om razy dwa) wystąpił nasz ukochany bollygwiazdor: Shahrukh Khan - wirtuoz tańca, śpiewów, marszczenia czoła i kręcenia pupą. Zaś momentem kulminacyjnym dzieła, które - jak skromnie wyznają producenci - "łączy w sobie wszystko to, co najlepsze w love story, kryminałach, musicalach, thrillerach i dreszczowcach", jest prezentacja nowej wersji klaty bożyszcza. Khan najpierw zostaje pomazany w okolicach pępka olejem silnikowym, następnie nieśmiało prezentuje swoje powaby w powiewającej na wietrze lila koszulce, wreszcie szybko ją zrzuca i - niczym w najpiękniejszej reklamie szamponu przeciwłupieżowego - zanurza się w morzu rozkoszy. Czysta ekstaza. Prawdziwa rozpacz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj