Dziennik Gazeta Prawana logo

Rachel Weisz: Filmy są jak pomarańcze

14 kwietnia 2008, 16:35
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Rachel Weisz, piękna Brytyjka o węgierskich korzeniach, filmem "Na pewno, być może" wraca do kina rozrywkowego, dzięki któremu zdobyła sławę. "Kulturze TV" opowiada, dlaczego zdecydowała się znów zagrać w komedii romantycznej.

Zazwyczaj produkcje tego typu opierają się na prostym schemacie: bohaterka spotyka kogoś, zakochuje się, a potem żyją razem długo i szczęśliwie. A tu moja postać - Summer - nie jest słodką lalą z romansu, to zabawna dziewczyna, która lubi eksperymentować ze swoim życiem, potrafi być bezpośrednia, niepokorna. Dla Brytyjki wychowanej na grzeczną dziewczynkę wczucie się w taką rolę było dużym wyzwaniem.

Jeśli chodzi o sprawy osobiste, to nie miałam w życiu zbyt wielu doświadczeń, które powodowały, że muszę coś zacząć od nowa. Natomiast w pracy mam wrażenie, że wciąż dostaję kolejną szansę, na którą nie zasługuję. Kiedy 15 lat temu, by utrzymać się, musiałam podjąć kilka dodatkowych prac, to nie brałam pod uwagę takiej kariery. Jak można marzyć o Oscarze, dorabiając w trupie teatralnej dającej przedstawienia w londyńskich pubach? Poważnie rozważałam wtedy powrót na studia prawnicze.

Oczywiście, do dziś onieśmielają mnie sławni ludzie. Spociłam się niedawno podczas spotkania z Timem Burtonem i Heleną Bonham Carter. Boję się spotkań z ludźmi, których pracę szczególnie cenię. A potem przeżywam szok, gdy okazuje się, że moi ulubieni aktorzy to zwyczajne osoby.

To tak, jakby porównywać jabłka i pomarańcze. To niemożliwe. "Mumia" powstała tylko w jednym celu – aby dostarczyć rozrywki ludziom, którzy po całym dniu mają ochotę wieczorem zrelaksować się w kinie. Z kolei "Wierny ogrodnik" ukazujący ciemne interesy firm farmaceutycznych w Afryce miał pobudzać do refleksji. Niektórzy aktorzy stawiają sobie za punkt honoru utrzymanie równowagi między rozrywkowymi i poważnymi filmami, w których grają. Ja nie.

To lepsze niż rekalmowanie szminki. Wielu twórców wspiera dziś organizacje humanitarne czy społeczne, choć nie zawsze są ich członkami. Ja swoje przekonania trzymam z dala od mediów.

Takim filmem był z pewnością prowokujący seksualnie dramat "Kształt rzeczy" nakręcony w 2003 roku przez Neila LaBute’a. Grałam w nim studentkę Akademii Sztuk Pięknych, dziewczynę o anarchistycznym usposobieniu, zafascynowaną malowaniem penisa. W Stanach widzowie byli moją wyzwoloną postacią zaszokowani, ludzie na pokazie pokrzykiwali: "Co za suka!". Za to kiedy w Anglii wystąpiłam w tej samej roli w teatralnej wersji, reakcje były bardzo przychylne. Publiczność uznała, że moja bohaterka jest w porządku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj