Pośród prawie półtora miliarda mieszkańców Chin ona wydaje się tą najbardziej rozpoznawalną (przewodniczący Mao nie bierze udziału w tym rankingu). Można ją spotkać na planach zachodnich megaprodukcji (ostatnio były to "Shanghai” Mikaela Häfströma i "Ripley’s Believe It Or Not!” Spike’a Jonze’a), o co partyjni decydenci nie mają pretensji. Nazywana chińską Meryl Streep - zasiada w jury najważniejszych festiwali filmowych na świecie - i też nikomu we władzach jej kraju to nie przeszkadza...

Ikonie wszystko wolno

Nawet języków nie musi się uczyć. Choć na ekranie, gdy trzeba posługuje się płynną angielszczyzną, w rzeczywistości ma spore kłopoty z tym językiem. Kwestie ze scenariusza wkuwa na pamięć. Wywiadów zaś zawsze udziela po chińsku, w towarzystwie tłumacza. Wieść o niechęci Gong Li do nauki dotarła chyba do studentów Uniwersytetu w Pekinie. Gdy w 2000 roku aktorka wymyśliła, że zrobi na tamtejszej uczelni licencjat z socjologii, podnieśli wielki raban. Podobno studenci obawiali się, że międzynarodowa sława pozwoli jej ominąć standardową procedurę rekrutacji.

Red Hot Chili Peppers w hołdzie pięknej aktorce nagrali piosenkę zatytułowaną „Gong Li”. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej cool? "Spodobała mi się, nawet ją sobie ściągnęłam" - przyznaje sama zainteresowana. Aktorka ma zresztą słabość do muzyki, chciała być nauczycielką tego przedmiotu w szkole podstawowej. Zasilając chińskie kadry pedagogiczne marzyła o pójściu w ślady rodziców. I dopiero, gdy nie powiodło się jej na egzaminach wstępnych do szkoły muzycznej, postanowiła zdawać do aktorskiej w Pekinie. My w każdym razie nie żałujemy. Wolimy, gdy Gong Li wyżywa się po godzinach w klubach karaoke.

Muza Zhanga Yimou

Gwiazdę zrobił z niej Zhang Yimou. Jeszcze na studiach 22-letnia Li zagrała w filmie liczącego już 37 wiosen Zhanga Yimou "Czerwone proso”. Obraz okazał się wielkim międzynarodowym sukcesem. Na Festiwalu Filmowym w Berlinie zdobył główną nagrodę Złotego Niedźwiedzia, a już następnego dnia prasa pisała tylko o nich: Gong Li i Zhanga Yimou - nowym azjatyckim tandemie, który szturmem zdobywa serca kinomanów. Zawodowa znajomość szybko przerodziła się w najsłynniejszy romans Chin.

Tak głośny i tak płomienny, że tym razem nie obyło się bez interwencji Komunistycznej Partii Chin, która nakazała im w 1995 roku się rozstać z powodu jego pozamałżeńskiego charakteru (Zhang miał w tym czasie żonę). Ale oni nic sobie z tego nie robili, nadal żyli i pracowali razem, kręcąc filmy tak znakomite, jak "Zawieście czerwone latarnie” i "Historia Qui Ju” (nagroda dla Gong Li w Wenecji w 1992 roku). Dlatego nagłe rozstanie duetu po siedmiu wspólnych latach i sześciu filmach okazało się dla Chińczyków szokiem.

Tytoniowa królowa

Jeszcze więcej pisano o ślicznej Gong, gdy wkrótce po rozstaniu z Zhangiem Yimou porzuciła panieński stan, poślubiając Ooi Hoe Soenga - singapurskiego biznesmena, grubą rybę w branży tytoniowej. Podobno poznała go podczas kręcenia reklamówki w Hongkongu. Aktorka długo zaprzeczala tym doniesieniom, aż w końcu jakiś brukowiec z Hongkongu opublikował akt małżeństwa pary. Wtedy Gong zorganizowała huczne wesele i gazety znów miały o czym pisać. Nie schodziła z ich czołówek także wtedy, gdy po 10 latach wróciła do Zhanga. Tylko zawodowo, by w jego ostatniej historycznej superprodukcji zagrać tytułową "Cesarzową”. "Dawno temu powiedzieliśmy sobie, że jeśli w przyszłości nadarzy się okazja wspólnej pracy nad dobrym scenariuszem, to nie zrezygnujemy z niej bez względu na to, jak potoczyło się nasze życie prywatne" - tłumaczyła w rozmowie z "Kulturą TV”. Zgadzamy się.