W 2006 roku film "Miasto gniewu" otrzymał Oscara za najlepszy film. Zwyczajowo nagrodę tę otrzymuje producent. Tu zaczął się problem, bo obraz miał aż sześciu producentów, a według zasad, tylko dwóch z nich ma prawo do pozłacanej statuetki.
Sprawa oparła się o sąd, który ostatnio wydał ostateczną decyzję. Jeden z pokrzywdzonych - Bob Yari pozwał Gildię Amerykańskich Producentów oraz Amerykańską Akademię Filmową.
Proces przegrał z kretesem. Sąd przyznał rację Akademii, która, jak napisano w orzeczeniu, sama ustala zasady przydzielania najważniejszych nagród filmowych.
Statuetki powędrowały do Paula Haggisa, który napisał scenariusz, wyreżyserował i wyprodukował film oraz do Cathy Schulman. Pozostała czwórka producentów, oprócz satysfakcji i kilku milionów dolarów na koncie, została z pustymi rękami.
Do reszty Oscarów, które otrzymał film, nikt nie rościł sobie pretensji. Pozostały one w rękach tych, którym zostały wręczone.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|