Dziennik Gazeta Prawana logo

Czar bańki mydlanej

28 marca 2008, 15:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czar bańki mydlanej
Inne
Po wybitnym debiucie bardzo trudno spełnić oczekiwania widzów. Ale można zachować pokorę. Zwiagincew zrobił film napuszony, w którym stara się widza przekonać, że odkrył prawa rządzące światem.

"Wygnanie" od pierwszych scen sprawia wrażenie obrazu, który miał być arcydziełem. Fascynują w nim perfekcyjne, wystudiowane kadry, dostojna muzyka, intrygujący nastrój. Wielkie przestrzenie kontrastują tu z ciemnymi, niepokojącymi wnętrzami, dynamika ze statyką, światło z cieniem, a brutalność z delikatnością. Wszystko kryje w sobie tajemnicę, którą widz pragnie zgłębić. Ale gdy już to zrobi, czar pryska jak mydlana bańka.

O ile w debiutanckim obrazie Zwiagincewa "Powrót" nie było jednej zbędnej sceny, a każde słowo wydawało się ważne, "Wygnanie" jest udziwnione i wydumane. Odludna wieś, małżeństwo z dwojgiem dzieci. Żona mówi mężowi, że zaszła w ciążę, lecz dziecko jest "nie jego". Mężczyzna wybacza, ale żąda aborcji. Wybucha piekło, a jedno nieszczęście, jak w dominie, pociąga za sobą następne. Andriej Zwiagincew kreśli dramat niespełnień i zranionych uczuć. Przygląda się współczesnej rodzinie. Dokonując jej wiwisekcji, oskarża całe rosyjskie społeczeństwo. Obnaża powielany z pokolenia na pokolenie wzór prawdziwego mężczyzny - twardego, bezkompromisowego samca zdobywcy, znaczącego swój teren i kobietę. Tworzy studium oddalania się ludzi od siebie i zasklepiania we własnej samotności. Przy okazji odwołuje się do Biblii, do arcydzieł światowej literatury, malarstwa, wreszcie kina (choćby w bardzo czytelnych aluzjach do dzieł Tarkowskiego), a jego film zamienia się w pokaz intelektualnej i emocjonalnej hochsztaplerki.

W nachalnym dążeniu do uniwersalizmu twórca mnoży alegorie, tracąc z pola widzenia prawdę o człowieku. Drażnią w "Wygnaniu" niekonsekwencje psychologiczne. Niewiarygodna jest już sytuacja wyjściowa, w której ciężarna kobieta, nawet przygnębiona erozją swojego małżeństwa, stosuje wobec męża dziwną grę, nie bacząc na jej konsekwencje, potem zaś kończy ze sobą, osierocając dwoje dzieci. Rażą też w "Wygnaniu" pęknięcia estetyczne. Dzieci rozmawiające o tym, jak obmierzły jest świat dorosłych czy pretensjonalne odczytywanie listu św. Pawła o miłości to zwyczajny kicz.

Mam wrażenie, że na nowym obrazie Zwiagincewa odbiło się rozdarcie rosyjskiego kina, gdzie z jednej strony powstają dziesiątki produkcji komercyjnych, bezlitośnie powielających kalki z Zachodu, z drugiej zaś - projekty trudne, adresowane do widza o sporym wyrobieniu i nie mniejszej cierpliwości. Zwiagincew wpisał się w ten drugi, artystowski nurt. I jeszcze starał się przeskoczyć własny "Powrót". Nie udało się. "Powrót" tchnął prawdą. "Wygnanie" tylko udaje arcydzieło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj