"Środa..." zapewne miała być rozedrganym portretem wielkiego miasta oraz pokolenia młodych warszawiaków. Pacek tak tłumaczył przesłanie: "Dwoje młodych "powstańców" w dzisiejszej stolicy - mieście z biało-czerwoną dziurą w brzuchu - rozciągniętym między współczesnością a historią, między życiem a śmiercią". W tej opowieści o dniu, jaki spędza wspólnie dwoje obcych sobie dwudziestoparolatków, sam reżyser widzi nawiązanie "Do utraty tchu" Godarda. Ja bym przywołał pretensjonalny czeski "Restart", gdzie zagubieni zakochani miotają się po Pradze. Niedaleko stąd również do "Portretu podwójnego" Mariusza Fronta, gdzie Pacek miał epizodyczną rólkę. Teraz zostawił udaną karierę dokumentalisty (m.in. gęsto nagradzany obraz dzieci ulicy "Jestem zły"), podążając drogą "reżysera osobnego".

Reklama

"Co to w ogóle ma być? Pan wpisuje się w nurt kultury, która zajmuje się sama sobą. To jest mało sympatyczne" - mówił proroczo w "Portrecie..." Zanussi. W debiutanckiej "Środzie..." dominuje krzyk, chaos i wielkie słowa. Przy okazji reżyser podpina się pod modną także w popkulturze (komiksy, gry miejskie, muzyka Lao Che) tematykę Powstania Warszawskiego, wplatając tu i ówdzie wypowiedzi kombatantów. Nie uznając tak banalnych środków konstruujących fabułę, jak psychologia bohaterów, przyczynowo-skutkowy ciąg zdarzeń, wstęp i zakończenie, nie udało mu się zrobić drugiej "Warszawy" Gajewskiego, portretu zaginionego miasta, które odrasta, lecz odrosnąć nie może. Drogę przez mękę łagodzą stylowe zdjęcia Godfrejowa, śledzącego rozedrganą kamerą dwoje debiutujących na ekranie absolwentów PWST w Krakowie. "Środy..." nie należy oglądać, tylko ją odczuwać. Choć trwa ledwie ponad godzinkę, ja niestety szybko straciłem cierpliwość.

Środa czwartek rano

Polska 2007; Reżyseria: Grzegorz Pacek; Obsada: Paweł Tomaszewski, Joanna Kulig; Dystrybucja: Fundacja Film Polski; Czas: 71 min

Premiera: 8 lutego