Dziennik Gazeta Prawana logo

Polski plan doskonały

7 grudnia 2007, 09:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polski plan doskonały
Default
Choć Bartosz Brzeskot stworzył film głównie z cytatów, udało mu się wnieść do polskiego kina nutę świeżości. "Nie ma takiego numeru" to błyskotliwa komedia utrzymana w konwencji gangsterskiej.

W szarym pokoju nieciekawy bohater pije herbatę i przeżywa egzystencjalne dramaty. Jeszcze niedawno z takim obrazkiem kojarzyło się polskie kino niezależne. Jego twórcy starają się opowiadać o tych samych problemach, co "zawodowcy", tyle że metodą chałupniczą. Ostatnio sporo się zmieniło. Tomasz Drozdowicz ("Futro"), Łukasz Palkowski ("Rezerwat") czy właśnie Bartosz Brzeskot udowodnili, że kino spoza nurtu oficjalnego może być przestrzenią wolności, ironii i śmiechu, którymi można odreagować wszechobecną powagę.

"Nie ma takiego numeru" to ukłon w stronę komedii gangsterskiej utrzymanej w stylu noir. Hołd dla filmowego postmodernizmu i jego mistrzów, takich jak Tarantino czy Rodriguez, którzy chętnie podejmują gry z konwencjami, bawią się samą materią kina. Ich pozbawione oryginalnej fabuły obrazy mają w sobie lekkość. Będąc lustrem współczesnej popkultury, sporo mówią nam o nas samych.

Tak też jest z obrazem Brzeskota. Jego pierwsze sceny przywodzą na myśl "Przekręt" Guya Ritchie’go albo "Plan doskonały" Spike’a Lee. Zamknięty w niewielkim pomieszczeniu facet przedstawia się i zaczyna gawędę. Jego historia nie jest może zaskakująca - to opowieść o grupie rzezimieszków organizujących napad na bank. Pojawia się w niej jednak cała galeria barwnych postaci - od hazardzisty-arystokraty, po nieprzebierającą w słowach doliniarę, która w ekspresowym tempie musi nauczyć się savoir-vivre’u.

"Nie ma takiego numeru" naszpikowane jest cytatami z "Wielkiego Szu" czy "Vabanku". Nawet obsada jest tu znamienna. Choć odtwórcy głównych ról to w większości aktorzy mało znani, gościnnie na ekranie pojawiają się Jan Machulski, Jan Nowicki i Mariusz Pudzianowski (sic!). To zestawienie mówi najwięcej o żarcie, jaki z papki zalewającej nasze media robi sobie Brzeskot.

Jego filmowi nie brakuje wad. Momentami siada napięcie, niektóre fragmenty nużą, a kilka scen wydaje się niepotrzebnych. Ale jednocześnie nie widać na ekranie niedostatków budżetu, dopiętego bez pomocy państwa i telewizji, a realizatorom nie można zarzucić braku sprawności. Cieszy też, że rodzimy twórca, inny niż Juliusz Machulski, umie widzów rozbawić, nie obrażając przy tym niczyjej inteligencji. Mrugnąć okiem i śmiać się nie z nas, tylko razem z nami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj