Powiedzmy sobie szczerze: kilka chał obejrzeliśmy do końca tylko dlatego, że grał w nich De Niro. Nawet z najmniejszej roli w najgłupszym filmie świata ten wybitny aktor potrafi stworzyć żywą postać, która nas naprawdę obchodzi. Czy będzie to skłonny do przemocy świrus z "Taksówkarza", zgorzkniały więzienny urzędas w "Stone" czy nadopiekuńczy tatuś z komediowej serii "Poznaj moich rodziców". Jego pełny filmowy dorobek wymagałby wielotomowej analizy, jednak jest kilka typów ról i ekranowych gatunków, na które można podzielić jego filmografię.

Będąc młodym gangsterem

Jako młody Vito Corleone w "Ojcu chrzestnym II" De Niro stworzył kreację nie tylko godną Oscara (otrzymał), lecz także utrwalił pewien konkretny wizerunek mafiosa jako takiego, powielany później w kinie w nieskończoność. Urodzony i wychowany w Nowym Jorku aktor w młodości przyjaźnił się z dzieciakami ulicy, które podrósłszy, stawały się ludźmi z miasta. Jako oddany adept metody Stanisławskiego, która każe budować role na znanych sobie emocjach, na pewno wykorzystywał te doświadczenia w filmach poświęconych mafii, takich jak: "Chłopcy z ferajny", "Dawno temu w Ameryce", "Nietykalni" czy "Kasyno". Nawet w naszkicowanej grubą kreską komediowej "Depresji gangstera" udało mu się uniknąć autoparodii, choć zagrał dość karykaturalnego mafijnego bossa, który postanowił udać się na terapię. Zdarzało mu się też grać niegangstera w filmach o mafii: w "Uśpionych" zagrał księdza, zaś w rewelacyjnym "Prawie Bronxu" (reżyserski debiut De Niro) wcielił się w postać ojca walczącego o syna, który wsiąka w mafijne środowisko.

Otwierać, policja!

De Niro świetnie wypada też w rolach zmęczonych życiem, doświadczonych gliniarzy, którzy od dawna już nie wierzą w sprawiedliwość. W "Dochodzeniu" musi wybierać między zawodową uczciwością a chęcią chronienia własnego syna, w "Cop Land" jako agent wydziału wewnętrznego bada sprawę korupcji w policji, zaś w "Zawodowcach" wraz z Alem Pacino tworzą policyjny duet, balansujący na granicy prawa. Podobny typ roli reprezentuje także kreacja w "Stone", gdzie zagrał więziennego psychologa, który sprzeniewierza się zasadom, wdając się w romans z żoną jednego ze skazańców. I choć jako stróż prawa De Niro jest tak przekonujący, jak to tylko możliwe, to i tak wolimy go jako kryminalnego geniusza i psychopatycznego adwersarza dobrego gliny Ala Pacino w "Gorączce". Co poradzić.


Zły i brzydki

Robert De Niro ma bowiem w sobie mrok, który predystynuje go do grania postaci niepokojących, złych, czarnych charakterów. W swoim dorobku ma też potężną kolekcję typów, które wywołują u widza ciarki na grzbiecie. Brutalny pięściarz we "Wściekłym byku", znęcający się nad pasierbem sadysta w "Chłopięcym świecie", żądny zemsty przestępca w "Przylądku strachu" czy przede wszystkim popadający w coraz głębszą psychozę samotnik z "Taksówkarza". Gdy patrząc w kamerę i mierząc z broni, wypowiada słynną kwestię "Are you talkin’ to me?" ("Mówisz do mnie?"), trudno nie skulić się ze strachu, nawet jeśli siedzimy na własnej kanapie przed telewizorem.

Z kostiumem mu do twarzy

Zaskakująco niewielki wycinek filmografii De Niro stanowią filmy kostiumowe. Zakwalifikowany jako idealny odtwórca ról współczesnych, wewnętrznie skonfliktowanych postaci rzadko ma okazję pokazać inny rodzaj wrażliwości i emocji. Pomijając wystylizowane filmy o mafii, takie jak "Dawno temu w Ameryce" czy "Nietykalni", De Niro w zasadzie nie występuje w obrazach historycznych – wyjątkami wyreżyserowany przezeń "Dobry agent", którego akcja toczy się w czasach zimnej wojny, oraz "Misja", w której wcielił się w XVIII-wiecznego łowcę niewolników. Przed współczesnością udaje mu się niekiedy uciec w rejony fantazji, jak w niezbyt udanym "Frankensteinie" czy o wiele lepszej adaptacji powieści Neila Gaimana "Gwiezdny pył", gdzie przy okazji błyska niebagatelnym talentem komediowym.

Król komedii

Mimo ponurej fizys na dość wczesnym etapie kariery zaczął podejmować się ról komicznych. Jednym z najbardziej udanych komediowych wcieleń jest sfrustrowany stand-uper w "Królu komedii", który nęka telewizyjnego gwiazdora, wierząc, że ten utoruje mu drogę do sław, zaś rola w dystopijnej "Brazil" to kwintesencja czarnego humoru. Niestety o wiele mniej ciepłych słów da się powiedzieć o dwóch częściach "Depresji gangstera" czy trzech "Poznaj mojego tatę", w których De Niro gra podejrzliwego teścia Bena Stillera. "Sylwester w Nowym Jorku", najnowszy obraz z De Niro, który właśnie wchodzi na ekrany kin, to pierwsza w jego dorobku komedia romantyczna. Jedno jest pewne: De Niro będzie dobry. Bo on wszystko zagra.

Swoją aktorską elastyczność aktor najlepiej wyjaśnił podczas wizyty w "Ulicy  Sezamkowej", gdy tłumaczył Elmo, kim jest aktor: "ten, kto używa wyobraźni, by stać się kimś innym. Mogę sobie wyobrazić, że jestem nowojorskim taksówkarzem, upasionym eksbokserem albo kapustą". "Zrób kapustę!" – krzyczy Elmo. Owszem, moc talentu Roberta De Niro pozwala mu zagrać i kapustę.