W zaprojektowanym z minimalistyczną elegancją pudełku znalazły się: wyróżniony na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty przez jury Międzynarodowego Konkursu „Filmy o Sztuce” niezwykły dokument o Hitchcocku „Dubel” w reżyserii Johana Grimonpreza, łączący animację z filmem aktorskim „Las” Piotra Dumały, filmowa autobiografia jednej z weteranek Nowej Fali Agnes Vardy pt. „Plaże Agnes”, szwedzki „Burrowing” w reżyserii dwóch debiutantów Henrika Hellströma i Fredrika Wenzela, uhonorowany na ENH nagrodą publiczności „Tlen” dramaturga Iwana Wyrypajewa na podstawie jego głośnej sztuki pod tym samym tytułem oraz obsypany rozmaitymi statuetkami od BAFTY po Europejskie Nagrody Filmowe i Złotą Kamerę za najlepszy debiut w Cannes „Głód” Steve’a McQueena, który na wrocławskim festiwalu otrzymał grand prix dla najlepszego filmu oraz nagrodę krytyki.

Ukazanie się kolekcji DVD jest zwieńczeniem ambitnego projektu prowadzonego przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty od początku tego roku: wszystkie filmy odbyły tournee po studyjnych kinach w mniejszych i większych miastach Polski, były też pojedynczo wprowadzane do dystrybucji. Projekt ambitny, bo wszystkie wymienione tytuły, choć tylko „Głód” McQueena można z czystym sumieniem nazwać skończonym arcydziełem, to kino artystyczne najwyższych lotów, które naprawdę rzadko gości na dużym ekranie.

Trudno zrecenzować tę niezwykłą selekcję jako całość. Po pierwsze wszystkie wchodzące w jej skład filmy z założenia wymykają się łatwym podsumowaniom, stanowiąc artystyczną szpicę w skonwencjonalizowanym i podporządkowanym rozrywce kinie współczesnym. Po drugie każdy z nich jest tak inny, odrębny i oryginalny, że z całą pewnością zasługuje na osobną analizę – co też czyniliśmy przy okazji ich kinowych premier, a na co nie ma miejsca w tym tekście.

Spróbujmy jednak spojrzeć na to, co owe filmy łączy, nawet jeśli będziemy musieli się posłużyć dość ogólnikowymi stwierdzeniami. Rzeczywiście, każdy z tych filmów, choć różnią się formą, gatunkiem, nastrojem, sposobem realizacji, można opatrzeć kilkoma wspólnymi epitetami: „nietypowy”, „nieoczywisty”, „poetycki”, „osobisty”, „wielopoziomowy”, czasem „kontrowersyjny” czy „trudny w odbiorze”. Roman Gutek od lat konsekwentnie promuje kino, które budzi emocje, zaprasza do dyskusji, wywołuje skrajne reakcje.

Taki na pewno jest „Tlen” Wyrypajewa ze znakomitymi Karoliną Gruszką i Aleksiejem Filimonowem w rolach głównych. Autor, jeden z najważniejszych współczesnych rosyjskich dramaturgów, nazywany z pewną emfazą nowym Dostojewskim, przedstawia brutalną historię miłosną z mordem w tle w postaci 10 teledysków prezentowanych w quasi-interaktywnej konwencji strony internetowej. Aktorzy rapują czy też melorecytują napisane w biblijnej manierze teksty, ilustrowane materiałem filmowym.

Wyrypajew eksperymentuje z formą, łączy w jednym romans, horror, komiks i sztukę wideo. Jednych zachwyca, innych odrzuca, jednak zmusza do sformułowania swojej opinii, nawet jeśli będzie ona negatywna. Eksperyment formalny to też hasło łączące wszystkie zgromadzone w kolekcji filmy. Niezgoda na filmowy banał, na skonwencjonalizowanie filmowego języka sprawia, że twórcy tych obrazów z upodobaniem łamią gatunkowe reguły.

Jak Agnes Varda, która w autobiograficznym dokumencie „Plaże Agnes” inscenizuje własne wspomnienia i sceny z nakręconych wcześniej filmów, czy jak Johan Grimonprez, który do filmowej biografii Hitchcocka wprowadza niepokojącą postać sobowtóra. Uwielbiający zabawę w filmowy dym i lustra twórca pojęcia McGuffina na pewno byłby tym pomysłem zachwycony. Złamaniem reguł jest również minimalistyczna i estetyzująca stylistyka użyta przez StevenaMcQueena w jego opowieści o głodowym strajku irlandzkich więźniów politycznych. Użycie tak poetyckiej formy w kontekście kina stricte politycznego stwarza zupełnie nową jakość, niepokoi i zarazem przenosi ciężar na bardziej uniwersalny grunt, wolny od doraźnych konotacji.

„Głód” jest wybitnym filmem, jednak obejrzenie go wymaga hartu ducha, łączy się bowiem z poważnym bólem. Zgromadzone w tej kolekcji filmy to nie jest kino dla przyjemności – autorzy wolą zmęczyć widza, wybić go z utartych ścieżek, zirytować, zmusić do konfrontacji. Nie wszystkie muszą się podobać – z trudem wyobrażam sobie osobę, której odpowiada zarówno zadziorny „Tlen”, jak i melancholijne „Burrowing” – jednak wszystkie w nas zostaną. Te obrazy będą w nas kiełkować miesiącami, może latami. Kolekcja nowohoryzontowa to nie jest bowiem lekkostrawne kino do natychmiastowego zapomnienia.