Dziennik Gazeta Prawana logo

O zamachu, którego nie było

13 października 2007, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Duński film "AFR" był jednym z najciekawszych wydarzeń wrocławskiego festiwalu Era Nowe Horyzonty. Obraz Mortena Hartza Kaplersa to sfingowany dokument traktujący o śmierci duńskiego premiera Andersa Fogha Rasmussena. W rozmowie z DZIENNIKIEM reżyser opowiada o swoich obawach przed pierwszym dniem zdjęciowym, manipulacjach i wolności wypowiedzi.

Co jest fikcją, a co prawdą w twoim filmie?

Jak w życiu - trudno je od siebie odróżnić. Z jednej strony w "AFR" fikcją jest wszystko, z drugiej - bohaterami są postaci z pierwszych stron duńskich gazet, w tym przede wszystkim premier, politycy, członkowie duńskiego parlamentu. Film opowiada o zabójstwie premiera Rasmussena i o tym, co wydarzyło się przed zamachem. Oczywiście premier Rasmussen żyje, sprawuje swój urząd i ma się dobrze. Podobnie ja - w filmie gram rolę domniemanego zabójcy. I jak widać, również mam się nie najgorzej.

Jakie były twoje obawy w trakcie pracy nad filmem?

Bałem się, że eksperyment nie powiedzie się, a co gorsza - nigdy go nie ukończę. Ale gdy już go skończyłem, przestałem się obawiać czegokolwiek. Początkowo też miałem opory natury moralnej. W końcu jednak zrozumiałem, że nie bacząc na konsekwencje, ten film musi powstać. Chciałem pokazać, że politykami można manipulować, wykorzystując najbardziej prymitywne, paradziennikarskie metody. Media też dają się manipulować. A przecież to te grupy najskuteczniej wywierają nacisk na społeczeństwo. Politycy robią to na co dzień. Mój kraj jest w stanie wojny z Irakiem, bo ktoś wmówił nam, że Saddam Husajn był w posiadaniu broni nuklearnej. To kłamstwo, jak się później okazało, wykorzystywane dla konkretnego celu, a co gorsza - dystrybuowane w mediach, najczęściej bez świadomości konsekwencji. To tylko jeden przykład, jak łatwo nas oszukać. Duńczycy wprawdzie nie nabrali się do końca na mój film, znają większość tych postaci i wiedzą, że wiele z tego, co pokazałem, nie mogło się wydarzyć. Ale uwierzyli w detale, a zatem zasiałem w nich niepokój. Widz wie, że ogląda kłamstwa, ale zaczyna w nie wierzyć. O to chodzi, musimy być czujni i podchodzić do wszystkiego krytycznie.

Jak odbierają twój film Duńczycy? Traktują go jako prowokację?

Duńczycy zobaczyli "AFR" dopiero po tym, jak wygrał festiwal filmowy w Rotterdamie. Wcześniej nawet o nim nie słyszeli. Dziś mówi i pisze się o nim bardzo pozytywnie. Oczywiście wciąż zarzuca się mi manipulację.

Manipulacja leży u podstaw tego filmu…

Tak, bo w Danii nie powstanie film, który nie jest wspierany przez Instytut Sztuki Filmowej. Żeby otrzymać od niego pieniądze, napisałem akademicką eksplikację, że cele mam takie, że chciałbym coś tym filmem uzyskać. Następnym razem zapewne nie pójdzie tak łatwo. Później, gdy prawda wypłynęła już na wierzch, nie mogli mi zabrać tych pieniędzy, które już mi dali i które już zdążyłem wydać. Oczywiście, że byli zszokowani. A potem jeszcze bardziej, gdy okazało się, że film pokazywany jest na festiwalach, uzyskał zaskakująco entuzjastyczną krytykę i sympatię publiczności.

Reakcji polityków można się domyślić. Zaprosiłeś premiera Rasmussena na duńską premierę?

Oczywiście, ale się nie zjawił. W oficjalnym liście tylko napisał, że i tak nie miałby czasu, żeby zobaczyć mój film. Przez pewien okres nie było łatwo. W prasie porównywali mnie do Goebbelsa. A ja przecież zrobiłem ten film, by oddać swój głos w sprawie wolności, również wypowiedzi. Ten film to także klasyczne dla kinematografii love story. Co z tego, że homoseksualne, a bohaterem romansu jest premier. Dania to kraj uważany za liberalny. Jestem jednak przekonany, że gdyby premier konserwatywnego rządu okazał się gejem, nie mógłby być premierem. Trudno jest o tym mówić, ale jeżeli chcemy coś zmienić na lepsze, najpierw musimy przyznać się przed sobą, że dobrze nie jest. Wolność słowa i dialog - to podstawa demokracji. Gdybym w to nie wierzył, kupiłbym rewolwer i strzeliłbym sobie w łeb.

Co powinniśmy wiedzieć o duńskiej polityce, zanim obejrzymy twój film?

Nic. To w gruncie rzeczy dosyć uniwersalna historia. A konflikt i romans jest dokładnie wyjaśniony w filmie.

A czy w rzeczywistości możliwa jest przemiana, jaką przechodzi przed śmiercią premier w "AFR"?

Elementem jego przemiany jest organizacja pomocy dla Afryki. Byłoby to z korzyścią dla całego świata, gdyby liderzy państw rozwiniętych zajęli się problemami Trzeciego Świata - głodem, wojnami domowymi, biedą. O tym jest również ten film, o dojmującej biedzie, z której bierze się między innymi terroryzm.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj