Dziennik Gazeta Prawana logo

Uśmiech Hugh Granta wciąż zniewala

12 października 2007, 16:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Całe szczęście, że Hugh Grant starzeje się z takim wdziękiem, iż wciąż może grać wiecznych chłopców, bo inaczej angielska szkoła romantycznej komedii ległaby w gruzach. Taki wniosek płynie z filmu "Prosto w serce".

Uśmiech Granta wciąż działa zniewalająco i na ekranowe partnerki, i na płeć piękną przed ekranem. Wystarczy, by stać się głównym składnikiem filmowej potrawy. Tym razem chodzi o komedię typowo brytyjską z ducha, z polotem przeszczepioną na amerykański grunt.

Pomysł był taki, by obsadzić Granta w roli popularnego w latach 80., dziś nieco podupadłego gwiazdora muzyki pop Aleksa Fletchera. Nie trzeba wielkiej zgryźliwości, by w tej sytuacji dopatrzeć się aluzji do kariery samego Granta. Nie jest z nim tak źle, jak z jego bohaterem, który odcina kupony od dawnej świetności, występując w klubach dla ryczących czterdziestek albo uświetniając uroczystości otwarcia supermarketów, ale złośliwe komentarze o sławie, popularności i rozrywkowym biznesie kryją wyraźnie autoironiczny podtekst.

>>> Kliknij, aby kupić ten film w cenie 39,00PLN. <<<

"Prosto w serce" od początku do końca jest zbudowane na autoironii i modzie na lata 80. Czasy panowania zespołów Wham! i Frankie Goes To Hollywood okazują się, w zderzeniu ze współczesnością, epoką popkulturowej niewinności. Oto Alex dostaje propozycję od gwiazdy "większej niż Britney Spears" napisania muzyki do piosenek na jej trasę koncertową.

I komponuje, a podczas pracy wpada do jego mieszkania Sophie - dziewczyna od podlewania kwiatków, która na poczekaniu wymyśla rymy do melodii. I tak rodzi się autorska spółka, co do której od początku nie mamy wątpliwości, że przekształci się w coś więcej. Bo przecież nie po to angażuje się Drew Barrymore, by przez cały film podlewała plastikowe kwiaty.

Po drodze on musi uporać się z pogardą dla własnego konformizmu, a ona z traumą wobec pewnego pisarza, który z jej życia uczynił temat popularnego bestsellera. Niby wszystko jasne, a jednak budzi emocje. Kibicuje się przede wszystkim znakomicie dobranej parze. Grant jest świetny, gdy parodiuje styl wideoklipów z lat 80. albo kiedy niezgrabnie usiłuje wpasować się w nową sceniczną modłę.

Barrymore w swej nieśmiałej, kokieteryjnej niechęci do sławy pasuje do niego jak ulał. Chwyta się w lot satyrę na kult gwiazdorstwa, okultyzmu i buddyzmu sprzedawanych przez show-biznes. W dodatku miło jest posłuchać wcale nie tak kiczowatych popowych przebojów retro. I to być może najważniejszy powód, dla którego w całą tę historię można uwierzyć.

Choć Alex i Sophie nie przekraczają granicy bajkowego świata romantycznej komedii, to przynajmniej piszą naprawdę niezłą piosenkę. Gdyby była kiepska, cały pomysł na film trafiłby szlag. A tak manifest wiary w to, że taka muzyka (i takie kino) ma sens, bo ludzie tego potrzebują, brzmi (i wygląda) całkiem wiarygodnie.


>>> Kliknij, aby kupić ten film w cenie 39,00PLN. <<<

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj