Darmową wycieczkę do Paryża. Ale nie tylko. Chyba nigdy wcześniej ani później nie jadłam tak pysznego jedzenia jak wtedy we Francji. Odlot.
Wszędzie jestem outsiderem. Odkąd pamiętam, dużo podróżowałam. Nigdzie nie zagrzałam na dłużej miejsca. Dorastałam w Anglii, potem przeprowadziłam się do Australii. Ale nawet na Wyspach
często zmieniałam szkoły. Efekt był taki, że zawsze byłam nowa albo obca. Wiem, co to znaczy, być osobą, która nigdzie nie pasuje, różni się od reszty i nawet to lubi. Dlatego nie mam
problemu z tym, że ktoś mnie nie akceptuje.
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie mam z tym problemu. Bo mam. Bardzo ważne dla aktora jest tych kilka dni lub tygodni, by przygotować się do kolejnej roli. Ale często tej przerwy
niestety nie ma. Wtedy zatrudniam trenera aktorstwa i próbujemy wspólnie, w ekspresowym tempie wcielić mnie w kolejną rolę. Nie zawsze jednak efekt jest taki, jakiego bym sobie życzyła. Zdarza
się, że na planie jestem roztrzęsiona i nie wiem, kogo gram. To minusy ciągłego biegu.
Chodzi o coś innego. Na myśl, że mogłabym nic nie robić, że telefon nie zadzwoni, zaczynam panikować. Po prostu nie wyobrażam sobie siebie bez pracy, bez aktorstwa. Dla mnie harówka, jak to
nazwałeś, jest synonimem życia. Chociaż jednocześnie coraz częściej nachodzą mnie myśli, że należałoby trochę wyhamować. Bo to przecież nie jest zdrowe podejście. Chyba któregoś
dnia będę musiała po prostu się zmusić i pójść na urlop.
Motywy są różne. I u mnie chyba zmieniają się wraz z wiekiem. Kiedyś byłam w stanie zagrać jakąś postać, bo w scenariuszu spodobała mi się zaledwie jedna scena z jej udziałem. Teraz
rozstrzygające jest dla mnie, żeby pracować z reżyserem, z którym czuję się bezpiecznie. Inne czynniki, takie jak reszta obsady czy miejsce, w którym film będzie kręcony, również
nabierają znaczenia.
Cóż, nie zależy mi na tym. Dla mnie najważniejsze jest chyba to, by póki mam możliwości, próbować wszystkich rzeczy, jakie oferuje zawód aktora. Zależy mi na tym, by ludzie kojarzyli mnie
z dobrymi filmami, a nie jako dziewczynę jakiegoś superagenta z wielkobudżetowej produkcji akcji.
Przed sławą? Nie bronię się. Dziennikarze pogodzili się już chyba z tym, że nie zamierzam wchodzić w buty celebrytki, cokolwiek to znaczy.
Staram się nie zauważać, że jest ktoś, kogo interesuje moje życie prywatne. Nie czytam wiadomości o gwiazdach i próbuję się walczyć z pewną autocenzurą – nie podejmuję decyzji
na podstawie tego, jak to zostanie zinterpretowane przez to czy inne pismo. Ignorowanie przynosi najlepsze efekty.