Dziennik Gazeta Prawana logo

Minimalny minimalizm Luca Bessona

29 grudnia 2009, 16:22
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Animacja  quot;Artur i zemsta Maltazara quot;, reż. Luc Besson
Animacja quot;Artur i zemsta Maltazara quot;, reż. Luc Besson/Inne
Kontynuacja aktorsko-animowanej familijnej produkcji Luca Bessona pozbawiona tego wszystkiego, co decydowało, że pierwsza część była aż "taka sobie". "Artur i zemsta Maltazara" od 1 stycznia w polskich kinach.
pk081208_009_196080a_1033497.jpg
Wojtek Kałużyński o animacji "Artur i zemsta Maltazara"

(aka "Arthur et la vengeance de Maltazard")
Francja 2009; reżyseria: Luc Besson; obsada: Freddie Highmore, Ron Crawford, Penny Balfour, Mia Farrow; czas: 95 min; dystrybucja: Monolith; Ocena 2/6
fr_artur_i_zemsta_m_257893a_996508.jpg
Animacja "Artur i zemsta Maltazara", reż. Luc Besson
fr_artur_i_zemsta_m_257894a_996601.jpg
Animacja "Artur i zemsta Maltazara", reż. Luc Besson



Jak to w sequelu, Luc Besson postawił na pomnożenie atrakcji. Wszystkiego miało być więcej: akcji, przygód, efektów, dowcipu. Po raz kolejny się jednak okazało, że czasem więcej znaczy mniej. Bo przy okazji zagubił Besson to, co było największym atutem „Artura i Minimków", czyli aurę beztroskiej dziecięcej przygody, ciekawie zaprogramowane postaci i urok magicznego alternatywnego świata. Besson za bardzo tu kombinuje z wizualnym stylem, a całą intrygę opowiada byle jak i konstruuje tak, jakby miała stanowić jedynie preludium do następnej części „Artur: Wojna dwóch światów".

Nic tu się właściwie nie zdarza. We wstępie dostajemy pogłębiony portret niezbyt rozgarniętych rodziców Artura, dowiadujemy się o jego ekologicznej inicjacji w murzyńskich rytuałach, znów spotykamy troskliwą babcię (Mia Farrow), pojawia się też mityczny dziadek (Ron Crawford). Sam Artur (Freddie Highmore) przeniesiony do świata Minimków przenosi się tam tylko po to, by się dowiedzieć, że nikt go nie wzywał, a całą aferę uknuł obalony z tronu Maltazar.

Nie ma w tym ani ekstrawagancji pierwszego filmu, ani dziecięcej naiwności, ani mrocznych komplikacji. Jest za to dość fantazyjny, ale mechanicznie liniowy animowany bieg z nieważkimi przeszkodami wymieszany z groteskowymi i cokolwiek infantylnymi aktorskimi perypetiami. Nie dość, że niezbyt oryginalna to historia, bo całymi garściami czerpie z popularnych baśni i mitów, to na dodatek całkowicie pozbawiona wdzięku, a za to siląca się na toporny humor dla dorosłych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj