Dziennik Gazeta Prawana logo

Prostackie i efekciarskie "Prawo zemsty"

25 listopada 2009, 15:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wojciech Kałużyński
Wojciech Kałużyński/Inne
Jeszcze jeden poroniony film udowadniający, że system sprawiedliwości jest niesprawiedliwy, ale ci którzy chcą sprawiedliwość wymierzać własnymi rękami są jeszcze gorsi. Tutaj oglądamy to w wersji sensacyjnego produkcyjniaka z domieszką prawniczego thrillera. "Prawo zemsty" od 27 listopada w polskich kinach.
fr_prawo_zemsty_bri_259286a_1035878.jpg
Brian Distance, Jamie Foxx i Michael Irby w filmie "Prawo zemsty". Od 27 listopada w polskich kinach
(aka "Law Abiding Citizen")
USA 2009; Reżyseria: F. Gary Gray; Obsada: Gerard Butler, Jamie Foxx, Colm Meaney; Czas: 108 min; Dystrybucja: Best Film; Premiera: 27 listopada; Ocena 1/6





Oto zwyczajna rodzina zostaje napadnięta we własnym domu przez dwóch oprychów. Zamordowane zostają żona i córka przykładnego obywatela Clyde’a Sheltona (Gerard Butler). Jeden ze zbrodniarzy zostaje skazany, drugi podpisuje ugodę z prokuratorem (Jamie Foxx) i wychodzi na wolność. Żądny zemsty Clyde zastawia na niego pułapkę, sieka na kawałeczki, a potem wymierza karę wymiarowi sprawiedliwości. W kolejnych pomysłowych zamachach ginie sędzia, która wydała wyrok, adwokat, a kolejny na liście jest prokurator, który doprowadził do ugody.

Schematyczne to wszystko i zrobione prawą ręką przez lewe ucho wedle przepisu na „mocne” widowisko z pozorami stawiania ważkich kwestii. Morderstwo musi być zatem wyjątkowo brutalne, ofiary wyjątkowo niewinne, a cała zemsta przebiega wedle genialnie chytrego planu podrasowanego okrutnymi scenkami w stylu gorno. Do tego dochodzą efektownie wybuchające telefony komórkowe, jeszcze efektowniej wybuchające samochody, bomby zegarowe, pojedynek śledczego ze śledzonym i cały zestaw atrakcji mamy już skompletowany. W tle powinny się jeszcze pojawić oskarżycielskie mowy i moralne dylematy. Więc się pojawiają. Ale nic z tego nie działa jak powinno.

Cały scenariusz na kilometr zalatuje wyrachowanym konceptem, w którym chodzi tylko o efekciarskie sztuczki. Napięcia nie ma w całej akcji za grosz, zwroty akcji są żenująco idiotyczne, a nad absurdalnym finałem trudno się w ogóle zastanawiać. Do tego etyczne rozterki bohaterów skonstruowane są tak niezgrabnie, że aktorzy mogliby je właściwie nosić wymalowane na czołach. Przy takim prostactwie nawet prostota takiego choćby „Życzenia śmierci” wydaje się szlachetna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj