Dziennik Gazeta Prawana logo

"Barbara" w podróży do lepszego świata

9 listopada 2012, 13:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Barbara
Barbara/Media
"Barbara" to jeden z tych filmów, które dają widzowi więcej, niż początkowo obiecują.

Nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie obyczajowa opowiastka osadzona w schyłkowym okresie istnienia Niemieckiej Republiki Demokratycznej okazuje się w praktyce przewrotną pochwałą jednostkowego buntu. Reżyserowi Christianowi Petzoldowi udaje się przy tym uniknąć fabularnego efekciarstwa i psychologicznych uproszczeń ciążących starszemu o kilka lat "Życiu na podsłuchu" Floriana Henckela von Donnersmarcka. "Barbara" w pozbawiony patosu sposób – zaczerpnięty rodem z esejów Havla bądź poezji Barańczaka – odnotowuje istnienie swoistego heroizmu codzienności.

W początkowych partiach filmu Petzold miesza porządki, mnoży skrajności i podkreśla kontrasty funkcjonujące w portretowanym świecie. Wszystko po to, aby wzmocnić wrażenie psychologicznego wyobcowania tytułowej bohaterki. Barbara to atrakcyjna pani doktor, której wyczucie stylu i swoista "potęga smaku" nie licuje z przaśną atmosferą enerdowskiego miasteczka. Kobieta bynajmniej nie przybyła tam jednak z własnej woli. Przenosiny na prowincję stanowią dyscyplinarną konsekwencję zachowania bohaterki, która ośmieliła się wcześniej złożyć podanie o wizę emigracyjną i zgłosić chęć opuszczenia kraju. Barbara robi jednak wszystko, by miejsce zesłania okazało się dla niej wyłącznie stacją przesiadkową w podróży do lepszego świata. Kobieta zdaje się w tym względzie na kochanka z Zachodu oferującego jej wszelką pomoc w ucieczce z kraju.

Większą część czasu bohaterki wypełnia monotonna egzystencja w szarej rzeczywistości autorytarnego reżimu. Rekonstruowana przez Petzolda codzienność nie ma w sobie grozy podkreślanej przez ciosy milicyjnych pięści lub błysk świecących w oczy lamp. Do zaznaczenia negatywnego stosunku wobec komunistycznych realiów wystarczy reżyserowi wyłącznie odtworzenie dominującej w nich atmosfery wzajemnej nieufności. Barbara ma pełną świadomość tego, że – w oczach władzy – każdy jej ruch może stanowić pretekst do zastosowania drobnego szantażu lub zaoferowania zgniłego kompromisu.

Mimo wyrażanej przez siebie powściągliwości kobieta pozostaje wierna lekarskiemu etosowi i za jego sprawą mimowolnie angażuje się w życie otoczenia. Powolne zakorzenianie się w nowym porządku wespół z deklarowaną chęcią wyjazdu stanowią jednak niemożliwą do pogodzenia sprzeczność. Decyzja o emigracji lub pozostaniu oznacza w praktyce konieczność wyboru między mitem a realnością, ucieczką a konfrontacją. Samo pojawienie się takich wątpliwości świadczy o postępującej przemianie Barbary. Tytułowa bohaterka odkrywa w sobie niespodziewaną siłę i nabiera przekonania, że może okazać się większa niż rozczarowująca rzeczywistość. Niewysłowiona wprost, choć wyraźnie bijąca z filmu sugestia każe wierzyć, że właśnie dzięki postaciom pokroju Barbary już niedługo będzie mogło dojść do ostatecznego obalenia opresyjnego systemu. Czy podobny wzorzec nie wydaje się krzepiący w dobie powszechnego rozczarowania zachodnioeuropejskim modelem kapitalizmu?

BARBARA | Niemcy 2012 | reżyseria: Christian Petzold | dystrybucja: Aurora Films | czas: 105 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj