Charlize Theron wyznacza granice miłości
Wielokrotnie nagradzany meksykański scenarzysta Guillermo Arriaga debiutem reżyserskim chciał się zmierzyć tematami na wagę tragedii greckiej. Swoim zwyczajem w „Granicach miłości” zamieszał z czasem i przestrzenią, ale tym razem miał do zaoferowania wyłącznie pustą formalną zabawę... W kinach od 23 października.
- "Granice miłości"
- "Granice miłości" tylko dla wybrańców
- Charlize Theron przestała wierzyć w miłość
- "500 dni miłości"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Granice miłości" (aka "The Burning Plain")
USA 2008; reżyseria: Guillermo Arriaga; obsada: Charlize Theron, Kim Basinger, Joaquim de Almeida, Jennifer Lawrence; dystrybucja: Best Film; czas: 106 min; Premiera: 23 października; Ocena 3/6
Twórczość scenariopisarska Arriagi zawsze budziła moje wątpliwości. Z jednej strony świetne „Trzy pogrzeby Melquidesa Estrady” i „Amorres Perros”, po
drodze umiarkowane „21 gram”, a w przeciwnym narożniku pretensjonalny „Babel”. Mimo wszystko byłam ciekawa jego debiutu reżyserskiego: amerykańska
koprodukcja, w obsadzie Charlize Theron i Kim Basinger, a fabuła romansowo-kryminalna.
Niestety „Granice miłości” poszły w tym samym niedobrym kierunku, który wyznaczył „Babel” – alineranych, nadętych i niewiele znaczących
zabaw pod płaszczykiem pseudofilozoficznych dywagacji o nieprzewidywalnych kolejach ludzkiego losu. Zabrakło wyszukanej i oryginalnej koncepcji, które stanowiły o sile najlepszych scenariuszy
Meksykanina. Pozornie niezależne historie w przewidywalny sposób zaplatają się w całość, krążącą banalnie wokół tematu potrzeby miłości i możliwości odkupienia win.
Film, przypominający koślawą kopię greckiej tragedii, ma jedną zaletę – grę Charilze Theron.
Znakomita aktorka wciela się tu w postać Sylvii, świetnie prezentującej się i pozornie szczęśliwej sommelier eleganckiej restauracji. Szybko dowiadujemy się, że w życiu osobistym układa
się jej gorzej – każdą noc spędza z innym facetem, nie czerpiąc z tego zbyt dużej przyjemności.
Równolegle do jej wątku odkrywamy losy młodej dziewczyny Mariany, której matka (Kim Basinger) zginęła w wybuchu przyczepy kempingowej, kiedy zabawiała się z kochankiem. Dość łatwo
domyślamy się, do czego doprowadzą spotkania Mariany z synem mężczyzny, z którym sypiała jej matka. Nietrudno się też domyślić, że Sylvia i Mariana to ta sama osoba...
Przez trzy kwadranse Arriaga miesza czasy i szyki, próbuje nas zwodzić, rozdzielając na siłę opowiadane historie. Gdy opadają zasłony dymne, okazuje się, że story jest w gruncie rzeczy
banalne, a opowiedziane bez chronologicznych wygibasów, byłoby smutnym romansidłem. Optymistyczna puenta filmu tonie w banałach o nadziei i możliwości naprawienia błędów z
przeszłości.
Scenariusz „Granic miłości”, które w pierwszej wersji nazywały się „Cztery żywioły”, powstawał przez piętnaście lat. Wedle słów autora zrodził
się z chęci opowiedzenia historii, w której istotną rolę odegra przyroda i otoczenie bohaterów, a ich nastrój i stosunek do życia będą się zmieniać w zależności od tego, w jakiej
przestrzeni się znajdują. Podporządkowując tej zasadzie całą koncepcję filmu, Arriaga popada jednak w sztuczność, uprasza pewne rzeczy tak, by pasowały do koncepcji, niby podpatrzone życie
zamienia w chłodną kalkulację. I nie byłoby w tym nic złego, wszak sztuka nie jest prostym zwierciadłem rzeczywistości. Jednak Arriaga próbuje nam wmówić, że jest inaczej.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!