Góra atrakcji na ''Górze czarownic''
Najnowszy film Andy'ego Fickmana to porządnie zrobione, nieszkodliwe, familijne science fiction ze standardowymi atrakcjami. Nie udaje, że jest czymś więcej niż bezpretensjonalną młodzieżową rozrywką - dlatego ogląda się go wręcz z uznaniem dla stylu, z jakim udało się historyjkę wpisać w paranormalne ramy.
- Zmarnowany potencjał ''Zapowiedzi'' z Cagem
- Obca cywilizacja uratuje Toma Cruise'a
- Naiwny kosmita przygląda się światu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Góra Czarownic" (aka "Race to Witch Mountain")
USA 2009; reżyseria: Andy Fickman, David Jensen; obsada: Dwayne Johnson, Carla Gugino, Annasophia Robb, Alexander Ludwig; dystrybucja: Forum Film; czas: 98 min; Premiera: 1 maja
p
Sara i Seth z pozoru wyglądają na parę zwyczajnych nastolatków. W rzeczywistości są przybyszami z innej planety, których statek został uwięziony przez tajną rządową agencję we wnętrzu Góry Czarownic. Niezwykłym dzieciakom, którym depczą po piętach nie tylko rządowi agencji, ale i ściga ich galaktyczny superzabójca, pomaga taksówkarz z Las Vegas.
Tak oto zaczyna się zabawa z przygodowo-fantastyczną konwencją oparta na powieści Aleksandra Keya i jej pierwszej ekranizacji – „Ucieczce na Górę Czarownic” z 1975 roku. I chociaż dość przewidywalna to rozrywka, ściągająca ostentacyjnie raz z „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”, innym razem z „Archiwum X”, to nakręcona jest solidnie, z werwą i ujęta w bardzo pomysłowy i momentami nieco pastiszowy nawias.
Zaskakująco przyzwoicie wypada Dwayne „The Rock” Johnson. Jako twardziel o szlachetnym sercu jest wystarczająco wiarygodny, by utrzymać galopującą w szaleńczym tempie akcję na swoich pokaźnych barach. Udało się też scenarzystom kilka filmowych dowcipów, choćby ten, by część akcji rozegrać na zlocie ufologów i fantastów pośród zwariowanych naukowców tudzież kosmicznych dziwolągów znanych z kina science fiction. A, że film Andy’ego Fickmana nie udaje, że jest czymś więcej niż bezpretensjonalną młodzieżową rozrywką, ogląda się go nie tylko bez żenady, ale wręcz z uznaniem dla stylu, z jakim udało się całą historyjkę wpisać w paranormalne ramy, a zarazem rozmontować popkulturowy sztafaż.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!