POWRÓT DO BRIDESHEAD
(Brideshead Revisited)
Wielka Brytania 2008; reżyseria: Julian Jarrold; obsada: Ben Whishaw, Matthew Goode, Emma Thompson; dystrybucja: Gutek Film; czas: 133 min
Premiera: 20 marca

„Powrót do Brideshead” to ekranizacja głośnej książki Evelyna Waugha, opowieści o zmierzchu katolickiej arystokracji u progu II wojny światowej. Brytyjski pisarz znany ze swojego sarkastycznego poczucia humoru tym razem zupełnie serio pytał o społeczną rolę arystokracji, podstawy religijnego fundamentalizmu (pod koniec życia autor sam był wyjątkowo gorliwym katolikiem), o ograniczenia, które determinują nasze życiowe wybory. Niestety w wyreżyserowanej przez Juliana Jarrolda ekranizacji poważne zagadnienia bledną wobec wystawnych dekoracji.

Nisko urodzony ateista Charles Ryder (Matthew Goode) rozpoczyna studia w Oksfordzie. Gdy los przypadkowo zetknie go z zepsutym lordem Sebastianem Flyte’em (Ben Whishaw), całe jego przyszłe życie ulegnie zmianie. Charles, zafascynowany ekstrawagancjami nowego znajomego, przyjmuje zaproszenie do jego rodzinnej posiadłości Brideshead. Tam wzajemna fascynacja mężczyzn będzie przybierać na sile, a w ich zmysłowe rozgrywki zostanie wciągnięta także uwodzicielska siostra Sebastiana Julia (Hayley Atwell). Ale Bridshead to nie tylko kolebka łączących studentów skomplikowanych uczuć, to także religijna twierdza trzymana żelazną ręką matki rodzeństwa, Lady Marchmain (Emma Thompson). Jej granicząca z fanatyzmem dewocja z upływem czasu nabiera coraz bardziej niszczycielskiej mocy.

Wszystko, co stanowiło o sile powieści Waugha, w filmie Jarrolda niestety się rozmywa. Trudno emocjonalnie zaangażować się w opowiadaną przez niego historię, tym bardziej że choć akcja obejmuje 15 lat z życia bohaterów, nie sposób dopatrzeć się w nich jakiejkolwiek mądrości zdobywanej z wiekiem. Zupełnie nic nie wskazuje na ich rozwój wewnętrzny, motywacje pozostają niewyraźne, jakby życie toczyło się nieustannie obok nich.

Trzeba jednak „Powrotowi do Brideshead” oddać sprawiedliwość: to dzieło imponujące wizualnie, pięknie wystylizowane i świetnie zagrane. Zwłaszcza Matthew Goode („Watchmen. Strażnicy”), Ben Whishaw („Pachnidło”) oraz oczywiście Emma Thompson dali z siebie wszystko. To ich talent i inteligencja stanowią największą wartość „Powrotu...” i to dla nich warto wybrać się do kina. Bo sam dramat, który ich wszystkich połączył i podzielił, blednie w porównaniu z dekoracjami.

p

Zobacz znakomitą książkę "Powrót do Brideshead" w sklepie LITERIA.pl >