W zabawie wzięło udział ponad milion internautów. Wybierali spośród 16 kandydatów, a "kampania wyborcza" trwała niecały miesiąc. Harrison Ford zgarnął ponad 24 procent głosów. "Wygląda na to, że wszyscy szukają mocnego przywódcy. Nasi czytelnicy wypowiedzieli się za głosem serca w obliczu kryzysu finansowego" - skomentował Scott Robson z Moviefone.
Drugie miejsce w rankigu filmowych prezydentów zajął czarnoskóry (!) Morgan Freeman, który ratował ludzkość przed zmierzającą w stronę Ziemi kometą w "Dniu zagłady". Trzeci był kochliwy Michael Douglas z filmu "Prezydent - miłość w Białym Domu", a czwarty Bill Pullman, który w "Dniu niepodległości" zasiadł za sterami wojskowego samolotu, by osobiście naparzać agresywnych kosmitów .
Trzeba przyznać, że głosujacy wykazali się obywatelską postawą. Zdecydowanie odrzucili kandydatów umysłowo lub moralnie nie dorastających do przewodzenia światowemu mocarstwu, takich jak erotoman Billy Bob Thornton z romantycznej komedii "To właśnie miłość" czy damski bokser Gene Hackman z "Władzy absolutnej". Ostatnie miejsce w rankingu zajął Jack Warden, który w komedii "Wystaczy być" namaścił na swojego następcę ewidentnego idiotę.
A oto pierwsza dziesiątka najlepszych filmowych przywódców Ameryki: