"Moim głównym celem zawodowym jest zagrać kogoś, kto nie jest ani mroczny, ani nawet odrobinę depresyjny. Kogoś, komu nie chce się płakać ani krzyczeć. Ale jedyne, co dostaję, to strasznie poważne scenariusze!" - mówi Jennifer Connely, której żaden reżyser nie dał do tej pory roli w komedii.

Nie ma co się dziwić - w końcu sławę przyniosły jej występy w zaangażowanych dramatach. Było ich sporo, bo zaczynała młodo i ambitnie. W wieku 12 lat zadebiutowała u samego Sergia Leone. W gangsterskiej epopei "Dawno temu w Ameryce" (1984) zagrała nastoletnią Deborah. I choć na ekranie gościła jedynie przez kilkanaście minut, jej występ został dostrzeżony, a scena, w której pozwala podglądać się jednemu z kolegów, weszła do historii kina.

Oklaski zebrała za dorosłą rolę lesbijki w "Studentach" (1995) Johna Singletona i kochanki "Pollocka" (2000) w reżyserskim debiucie Eda Harrisa. Jako narkomanka w kontrowersyjnym obrazie Darrena Aronofsky’ego „Requiem dla snu” (2000) była tak przekonująca, że zaczęła dostawać wyłącznie podobne propozycje. Skorzystała z tej złożonej przez Rona Howarda, który zaprosił ją do udziału w „Pięknym umyśle” (2001). Jako żona chorego na schizofrenię genialnego matematyka Johna Nasha (Russell Crowe) została obsypana nagrodami, wśród których znalazły się Złoty Glob i wymarzony Oscar. Po raz drugi na statuetkę Akademii Filmowej miała szanse, grając w znakomitym "Domu z piasku i mgły".

"Przede mną jeszcze wiele filmów, ale miło, że ludzie zwrócili uwagę właśnie na ten. Warto było się starać i odpuścić jogę oraz codzienne bieganie. Moja bohaterka była fanką fast foodów, więc zbyt dobra sylwetka do niej po prostu nie pasowała" - opowiadała.

37-letnia gwiazda przyznaje, że w kwestii wizerunku sama jest sobie winna. Po występach, których tytułów woli nie pamiętać (sensacyjnym "The Hot Spot", na planie którego związała się z Donem Johnsonem czy "Człowieku rakiecie", po którym została dziewczyną Billa Campbella), propozycje ról w mniej ambitnych produkcjach odrzucała bez chwili zastanowienia. "Robiłam to podświadomie" - przyznaje. - "Dlaczego? Chyba się ich bałam. Ale teraz postanowiłam, że dam szansę komediom. Wierzcie mi, potrafię być zabawna!"

Póki co, Hollywood jej nie wierzy. Z małym wyjątkiem. Za komediowy talent Jennifer ręczy mąż Paul Bettany, który raz już dla niej stracił głowę. Angielski aktor w zielonookiej brunetce zakochał się na planie "Pięknego umysłu". Razem wychowują dwóch synów - czteroletniego Stellana i dziewięcioletniego Kaia z poprzedniego związku Connelly z fotografem Davidem Duganem.

Ile wspólnego ma Jennifer Connelly, jaką znamy z filmów z prawdziwą panią Bettany?
Jennifer Connelly: Niewiele. Jestem dość spokojna, nawet kiedy się denerwuję. A może szczególnie wtedy. I już jako mała dziewczynka byłam zafascynowana mrocznymi aspektami rzeczywistości i często myślałam o śmierci. To było dosyć makabryczne. Pamiętam, że przed jakąś podróżą napisałam do mojej małpki list, w którym zapewniłam ją, że jeśli coś jej się przydarzy, np. zostanie rozerwana podczas kontroli bagażu albo podczas prześwietlenia, to odejdę razem z nią, bo nie potrafiłabym bez niej żyć. Jednak, gdy dorosłam, wyszłam za przezabawnego Paula Bettany’ego, więc chyba nie mogę być taka drętwa?!

Podczas waszego ślubu byłaś ubrana na czarno. To jedna z tych rzeczy, przez które ludzie postrzegają cię jako kobietę gnębionę przez demony. Masz w sobie coś, co jak magnes przyciąga mroczne scenariusze.
Chyba tak, choć wolałabym, żeby ludzie myśleli o mnie jako o osobie zabawnej, a nie posępnej zołzie! Marzy mi się rola w dobrej komedii romantycznej. Z drugiej strony, nie wiem, czy będę miała okazję zagrać w tego rodzaju filmie. Będąc reżyserem dobierającym obsadę do swojej komedii, też nie dzwoniłabym do Jennifer Connelly. Więc pewnie trochę jeszcze potrwa, zanim zobaczycie mnie w tego rodzaju filmie.

Może będzie to jakaś europejska produkcja?
Bardzo chciałabym podszkolić swój francuski. Może tam?

Jaki humor najbardziej odpowiada Jennifer Connelly?
Ostatnio bardzo podobała mi się „Ucieczka od życia” z Susan Sarandon i sarkastycznym Kieranem Culkinem. Ale lubię również zakręcone kino Wesa Andersona, a za pracę z braćmi Coen dałabym się pokroić.

To prawie jak w horrorze. Przed "Dark Water - Fatum" strasznych filmów unikałaś jak ognia.
Horrory zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie, bałam się ich. Zanim przyjęłam tę rolę, obejrzałam japoński oryginał i muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałam nic równie przerażającego. Zawsze uważałam się za osobę, która po prostu nie gra w horrorach, ale po tym seansie uznałam, że sporo tracę, rezygnując z tego gatunku. Potem z mężem zaczęliśmy urządzać sobie nocne festiwale horrorów i takie klasyki jak "Dziecko Rosemary" czy "Nie oglądaj się teraz" dołączyły do moich ulubionych filmów.

Połączyła was praca nad "Pięknym umysłem"...
Ten film zmienił wszystko. Byłam już mocno zmęczona Hollywoodem, a dzięki Oscarowi zaczęłam dostawać ciekawsze propozycje. Poczułam, że mam jeszcze wiele do zaoferowania. No i zakochałam się w Paulu. Bywam strasznie niezdecydowana i doprowadzam tym wiele osób do szewskiej pasji. Jednak co do wyboru męża decyzję podjęłam błyskawicznie. Od razu wiedziałam, że chcę spędzić z nim życie.

Co powinno odziedziczyć po nim wasze dziecko?
Jego penisa!

W jednym z wywiadów na to samo pytanie Paul odpowiedział, że - owszem - jego penisa, ale twój rozum i urodę.
No tak, tej odpowiedzi już nie przebiję. To zabawne, ale Paul był lekko wstrząśnięty, kiedy urodził się Stellan. Mały nie miał brwi, miał za to bardzo jasne włosy i zadarty nosek, więc nie był podobny do żadnego z nas. Mąż modlił się, żeby mu włosy ściemniały i stał się podobny do niego. Ciekawe, dlaczego?

Podobno rodzicielstwo pochłonęło Paula tak bardzo, że zaczął żałować, iż sam nie może karmić piersią.
Raz nawet przyłapałam go na próbach takiego karmienia. Tłumaczył, że gdzieś usłyszał, że jeżeli coś stanie się matkom, to ojcom w piersiach pojawia się mleko. Więc zaczęłam się nawet lekko obawiać o swoje bezpieczeństwo.

Jak żyje się w związku z kimś, kto ciągle żartuje?
Może i żartuje, ale poza domem! W domu trzyma mnie na krótkim łańcuchu. Tego się po nim nie spodziewaliście? A tak na serio, to trochę świntuszy, lecz jest przy tym przemiły.

Czy chciałabyś mieć więcej dzieci?
Zobaczymy. Problem w tym, że Paulowi marzy się jeszcze... dziewiątka. On chce, żebym permanentnie była w ciąży. Kiedy wróciłam ze szpitala po porodzie i następnego dnia usłyszałam zalotne "Kochanie....?", kazałam mu iść w diabły.

Mieszkacie jednocześnie w Londynie i Nowym Jorku.
Kai chodzi do nowojorskiej szkoły, tam mieszka jego ojciec. Ale mamy też mieszkanie Paula w Londynie, w kółko więc podróżujemy. Dobrze, że nasze dzieci będą odczuwały wpływy obydwu kultur - amerykańskiej i brytyjskiej. Zresztą osiedlenie się na stałe w jednym z tych krajów byłoby dla nas na razie technicznie niemożliwe.

A co z twoim lękiem przed lataniem? Nie utrudnia transatlantyckich podróży?
Kiepsko sobie radzę w samolocie. Nie jestem przesądna i podchodzę do życia dosyć realistycznie, ale przed podróżą zawsze całuję samolot na szczęście. Niewiele to pomaga. Dalej jestem chora ze strachu i przez pierwsze 10 minut lotu obsesyjnie czekam na dźwięk jakiegoś przedmiotu wpadającego do silnika. To taki mój prywatny horror.