Kiedy słyszysz hasło "lata 80. w muzyce", myślisz...

Czysta radość! Większość przebojów z tego okresu to podręczne wyzwalacze uśmiechu. Co prawda, wielu ludziom lata 80. wydają się przesłodzone i kiczowate, ale mało kto dostrzega różnorodność, którą oferowały. Poza tym w tamtej dekadzie powstała przecież MTV. Bez niej nie byłoby mowy o teledyskach.

Słuchałaś wtedy...

Większości płyt, które mogłam kupić w sklepach. Czasem miałam nastrój na Duran Duran, innym razem, chociaż nie na okrągło, leciała Madonna. Mam w domu wiele nagrań z tego okresu i bardzo często do nich wracam.

Zespół ze słowem "radość" w nazwie...

To Joy Divison (w wolnym tłumaczeniu Oddział Radości - przyp. red.). W latach 80. uwielbiałam ich muzykę, chociaż wbrew nazwie grali smutne, zimnofalowe kawałki. Teraz już raczej z tego wyrosłam, ale przeszłam przez fazę noszenia rozciągniętych swetrów i ciężkich butów.

Muzyka, do której wracasz...

Bardzo lubię Rolling Stonesów i Beatelsów. W ogóle się nie starzeją.

Najlepszy komplement dla wokalisty to...

Jakikolwiek komplement. Wcześniej nikt nie mówił mi, że dobrze śpiewam, więc już dawno temu postanowiłam, że nie będę się z tym obnosić poza domem (śmiech).

Przesłuchanie...

Przed zdjęciami do "Prosto w serce" cierpiałam na brak wiary w moje zdolności wokalne. Jednak scenariusz filmu wymagał, żebym zaśpiewała przebój i to jeszcze w duecie z Hugh Grantem. Zaczęłam trochę marudzić, ale urządzono mi krótką próbę. Okazało się, że nie brzmię tak źle. Na koniec reżyser oświadczył, że mam przestać narzekać i wziąć się do pracy. Przełamałam się, a teraz nawet tęsknie za mikrofonem i studiem nagrań.

Solowy album to dla ciebie...

Nic ważnego. Na razie nie planuję kariery muzycznej. Jestem aktorką i tego się trzymam. Przygoda z tym filmem udowodniła mi jednak coś zupełnie innego: trzeba wierzyć we własne siły i ciągle się rozwijać. Mogę jeszcze dużo osiągnąć, ale muszę przełamywać kolejne bariery. Wyzbyłam się muzykofobii, czas na kolejne wyzwania.

Towarzystwo muzyków...

Jest ciekawe, ale w filmie gram dziewczynę, która pochodzi spoza muzycznego światka. Trafia do niego przez przypadek, kiedy w zastępstwie za koleżankę przychodzi podlać kwiaty w domu gwiazdy pop, o której zresztą prawie nic nie wie. Moja sytuacja prywatna wcale nie ułatwiła mi pracy nad rolą. (Barrymore przez kilka lat była związana z perkusistą Fabrizio Moretti z zespołu The Strokes - przyp. red.) W codziennym życiu nasłuchałam się o problemach znajomych muzyków, a na planie musiałam udawać kompletną laiczkę.

Hugh Grant śpiewa...

Wbrew temu, co mówi, całkiem dobrze. I do tego potrafił rozładować każdą stresującą sytuację na planie. Cały czas mnie rozśmieszał. Gdy się nie śmiałam, obserwowałam, jak pracuje. Warto uczyć się grania w komedii romantycznej od mistrza.