Muzyka
Gdy byłem nastolatkiem, pasjonowałem się zespołem Pink Floyd. Miałem nawet specjalny zeszyt z wycinkami o nich, znałem na wyrywki biografie członków zespołu, nie wspominając o dyskografii. Do tej pory najchętniej wracam do rzeczy poznanych w okresie dojrzewania, w liceum, czyli do U2, Depeche Mode, Massive Attack. Fascynacje nowymi zespołami zwykle są krótkotrwałe. Wyjątek stanowi francuski duet Air. W polskiej muzyce najwyżej cenię Kazika. Za świeżość - ciągle się rozwija. Za oryginalność - nie ulega modom. Za polskość - to jedyny artysta, którego zdrowy patriotyzm kupuję w całości. Wreszcie za szczerość - nikomu nie schlebia.

Kino
Wychowałem się na klasycznym kinie amerykańskim, więc w Polsce wciąż czekam na produkcje takiej klasy, jak "Łowca jeleni", "Dawno temu w Ameryce" albo "Taksówkarz". Filmy głęboko zaangażowane w swoje czasy, potrafiące zmieniać pokolenia widzów. Ze współczesnych rzeczy uwielbiam "Między słowami", "Pod osłoną nieba" i "21 gramów" - kino mocne, a jednocześnie subtelne i inteligentne. W Polsce dawno już takiego nie ma. Mamy sprawnych reżyserów, ale brakuje im wrażliwości.

Pasja
Jako dziecko chciałem zostać architektem. To marzenie nigdy się nie spełni, mogę je tylko naiwnie realizować, stawiając domki z klocków. One nie ograniczają wyobraźni. Moje ulubione serie to Lego Star Wars i Lego Life On Mars. Pierwsza odwołuje się do filmu "Gwiezdne wojny" i zawiera niemal wszystkie obiekty latające, które pojawiły się w trylogii, m.in. X-wing, Y-wing, V-wing, Imperial Destroyer, Tie Fighter, Speeder Bike. Do tego maszyny kroczące, stację pustynną Jabby, masę figurek, droidów, mieczy świetlnych itp. Druga seria to futurystyczna wizja zasiedlenia Czerwonej Planety. Mamy więc różne stacje badawcze, tunele, transportery, specjalne roboty laboratoryjne i zwiadowcze. Jednak największa frajda to seria Lego Technic. Tutaj stajemy się już prawdziwymi konstruktorami i tworzymy maszyny napędzane silnikami, zdalnie sterowane, zasilane bateriami lub akumulatorami.

Idol
Quentin Tarantino we "Wściekłych psach" serwuje długi wywód o tym, czy Madonna jest tylko piosenkarką, czy już ikoną popkultury. Ona z popu robi dobrze przyprawioną potrawę i podaje ją z dużą klasą. Często wspominam wczesną Madonnę i towarzyszącą jej otoczkę skandalu, prostytucji, trudnego dzieciństwa. Wtedy była zwykłą dziewczyną, śpiewającą proste piosenki, które łatwo wpadały w ucho. A dziś to ona tworzy w muzyce trendy, jest zawsze o krok przed wszystkimi. Jej najnowszy show z trasy The Confessions Tour to wspaniałe widowisko. Takiej perfekcji próżno szukać u większości gwiazd. Takiego ogromu pracy także. Ale jest jeszcze coś poza profesjonalizmem. Niezwykła osobowość.

Gry komputerowe
W dzieciństwie miałem kompletnego hopla na punkcie gier: River Raid, Moon Patrol, Mario Bros i absolutnie genialnej Mr. Robot, której dzisiaj już chyba nigdzie nie można dostać. Niestety, nie miałem własnego komputera, więc mogłem bawić się tylko u kolegów. Kiedy pojawiły się pierwsze salony gier, nareszcie można było bez przeszkód oddać się tej słodkiej rozrywce. Na siedem maszyn zręcznościowych, cztery z nich miały moje rekordy. Największą frajdę przynosiła mi gra Jackson. Byłem pionierem nowatorskich rozwiązań. Wymyśliłem sterowanie krzyżowe. Gra miała joystick sterujący po lewej, a strzelanie po prawej stronie. Zmiana rąk znacznie poprawiała sterowność. Wymyśliem też metodę "tyciania", która polegała na tym, że joystickiem nie poruszało się w sposób linearny, tylko delikatnie się go uderzało. Wtedy samolot minimalnie zmieniał położenie, mógł bezpiecznie przelatywać między generatorami zabójczych promieni. Współczesne gry kompletnie mnie nie wciągają.

Książki
"Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa i "Idiota" Dostojewskiego to powieści, które ukształtowały moją wrażliwość i stosunek do świata. Obie czytałem kilkanaście razy. Za każdym razem tak samo głęboko je przeżywałem. Ale są też książki, które przeczytałem w złym momencie życia. Jedną z nich jest "Wstęp do psychoanalizy" Freuda. Sięgnąłem po nią jako nastolatek i wyczytałem, że człowiek jest niewolnikiem popędów, nie może się wyzbyć żądzy i świadomie lub nie realizuje jedynie niskie zachcianki. W takim smutnym i dość ograniczonym obrazie odnajdywałem oczywiście sam siebie i upłynęło dużo czasu, zanim doszedłem do wniosku, że może pan Freud się pomylił. Ostatnio czytam Haruki Murakamiego. Jest świetny

Wysłuchała Ewelina Kustra