Pokazany projekt to coś w rodzaju satyrycznej scenki rodzajowej rozgrywającej się wokół osiedlowego warzywniaka, będącego centrum lokalnego mikrokosmosu. Przecinają się tam ścieżki wszystkich mieszkańców osiedla, spotykają się tam różni, zwyczajni i niezwyczajni ludzie, by przy okazji konsumpcji alkoholu porozmawiać o rozmaitych sprawach i problemach. Społeczność warzywniaka elektryzuje plotka o grasującym po osiedlu zboczeńcu oraz wiadomość o promocyjnej sprzedaży jednego z rodzajów piwa oferowanego w pobliskim supermarkecie. Obrazy Edwarda Dwurnika tworzą interesujący portret miasta i jego mieszkańców, a opowiedziana historia, choć lekka, ma w sobie mroczną tajemnicę.



Skąd wziął się pomysł na tę artystyczną współpracę?
To był pomysł pana Andrzeja Barańskiego, który od niemal 40 lat próbował do takiej współpracy doprowadzić. Już w 1971 roku, kiedy miałem swoją pierwszą wystawę u Janusza Boguckiego w Galerii Współczesnej, pan Andrzej powiedział, że powinniśmy wspólnie zrobić film o moich obrazach, czy też na podstawie moich obrazów. Jego zdaniem, zwłaszcza obrazy z serii "Podróże Autostopem" aż się prosiły, by po tym pejzażu miejskim poprowadzić kamerę i w ten sposób go ożywić. Zresztą kiedy w latach 70. urządzałem w domu prywatne wernisaże i pokazywałem przyjaciołom te "Autostopy", odbywało się to w taki sposób, że odsłaniałem fragmenty płócien albo dawałem gościom tuby, przez które sami oglądali obraz. To wodzenie wzrokiem po płótnie przypominało pracę kamery, dawało złudzenie ruchu. Tak się bawiliśmy. Miałem też w ciągu tego czasu rozmaite propozycje od innych reżyserów, ale w końcu to pan Andrzej Barański przyniósł konkretny scenariusz, scenopis i namówił mnie do współpracy.

Jak wyglądały poszczególne etapy prac?
Najpierw zrobiłem 20 prototypów postaci, trochę wzorowanych na postaciach znanych już z moich obrazów i kilka akwarel z pejzażem. Potem mniej więcej rok to wszystko leżało, aż wreszcie ruszyła produkcja w Studiu Miniatur Filmowych i udało nam się projekt doprowadzić do końca. Trochę mnie to nawet zdziwiło, bo myślałem, że tradycyjna animacja się skończyła, że teraz już tylko robi się ją na komputerach, a tu okazało się, że nie. Okazało się też, że te przygotowane przeze mnie obrazy nie wystarczą - musiałem malować poszczególne ujęcia, zbliżenia, detale. W rezultacie na potrzeby filmu namalowałem około 400 akwarel i gwaszy, które zostały następnie zaanimowane w ten sposób, by zachować nie tyle prymitywizm, co pewien rodzaj niedoskonałości. Chcieliśmy osiągnąć efekt "niechlujstwa" charakterystyczny dla mojej plastyki. Niestety, ograniczenia budżetowe sprawiły, że wbrew zakładanej koncepcji głos podkładał tylko jeden aktor.

Miasto od zawsze było tematem pańskich obrazów. Czy takie zwykłe blokowisko też jest interesujące dla malarza?
Bardzo! To znaczy, kiedy takie blokowisko jest oddawane do zamieszkania, to nie jest specjalnie ciekawe, bo jest proste, czyste, nudne: ulice, małe drzewka. Ale po pewnym czasie nabiera plastyczności, czyli zostaje zniszczone, pomalowane, rozkopane. Kiedy wchodzą w nie mieszkańcy ze swoimi problemami, którzy może nie są piękni, ale za to interesujący, to blokowisko robi się właśnie piękne. Piękno jest w zanieczyszczeniu, w zniszczeniu nawet.

Faceci spod budki z piwem to bohaterowie naszych czasów?
Właściwie tak, choć są to też po części wspomnienia z czasów peerelowskich, kiedy ta budka z piwem była swojego rodzaju symbolem. Teraz jej miejsce zajął warzywniak, który pełni te same funkcje. Podeszliśmy do tych naszych bohaterów ze sporą sympatią, zresztą opowiadanie pana Jaworskiego, na podstawie którego powstał scenariusz, miało właśnie taki charakter - kpiący, ale przyjazny.

Jeszcze jeden przejaw peerelowskiej nostalgii?
Trudno mi mówić za pana Jaworskiego czy Barańskiego, ale ja nigdy nie miałem sentymentu do PRL-u. Może dlatego, że nadal w nim żyjemy - nadal jesteśmy umoczeni w tamtych układach i mentalności. Wciąż jesteśmy w państwie socjalistycznym.

Podobno to nie ostatnia współpraca panów - zamierzacie zrobić pełnometrażową animację?
Tak, choć na razie nie mogę zbyt wiele powiedzieć o tym projekcie, zdradzę tylko, że rzecz się będzie działa w szalecie miejskim. Bohaterowie będą się nawzajem podglądać i walczyć o pracę babci klozetowej. Był zresztą na ten temat film Romana Polańskiego, który nakręcił etiudę w szalecie publicznym na krakowskich Sukiennicach.

Edward Dwurnik (ur. 19 kwietnia 1943 r. w Radzyminie), polski malarz i grafik; obecnie mieszka w Warszawie. Planował studia w łódzkiej filmówce. W wielu wywiadach podkreślał, że ważnym doświadczeniem w jego życiu artystycznym było odwiedzenie wystawy Nikifora w 1965 roku. W tym czasie powstały jego najsłynniejsze obrazy: "Podróże autostopem", "Warszawa", "Portret". W latach 1970-1971 namalował Drogę (Dziesięć stacji świeckiego ukrzyżowania). Nagrodzony m.in. Nagrodą Kulturalną "Solidarności" (1983), Nouvelle Biennale de Paris (1985), nagrodą Olimpiady Sztuki w Seulu (1988) i Nagrodą Fundacji Sztuki Współczesnej (1992).