Pomysł na historię, o której brytyjski filmowiec opowiada w „1917”, narodził się na skutek opowieści, którymi jego dziadek, Alfred H. Mendes, dzielił się z wnukiem, wspominając czasy, gdy jako starszy szeregowy brał udział w I wojnie światowej, spotykając wiele intrygujących osobowości. W 1917 roku Alfred miał dziewiętnaście lat i sam zgłosił się do wojska. Był jednak niskiego wzrostu, w rezultacie na front zachodni trafił w roli posłańca. Mgła unosiła się na ziemi niczyjej – obszarze niekontrolowanym ani przez państwa Osi, ani przez Ententę – prawie na wysokość dwóch metrów, dając młodemu sprinterowi osłonę przed atakami. Wróg go fizycznie nie widział, więc chłopak biegał tak, jakby jego życie od tego zależało. W trakcie wojny Alfred został mimo to postrzelony i potraktowany gazem bojowym, a po jej zakończeniu dowództwo odznaczyło go medalem za odwagę. W kolejnych latach mężczyzna osiadł na stałe w Indiach Zachodnich, gdzie się urodził, a tam spisał dla potomności swe pamiętniki.

Reklama

Dwaj brytyjscy szeregowcy Schofield i Blake, u schyłku Pierwszej Wojny Światowej otrzymują ogromnie ryzykowną misję, od której powodzenia zależy życie ich towarzyszy. Muszą przedrzeć się za linię wroga i przekazać rozkaz odwołujący atak, który w świetle nowych informacji nie ma najmniejszych szans powodzenia. Jeśli nie uda się wypełnić misji, niechybna śmierć czeka ponad 1600 żołnierzy, a wśród nich brata Blake’a.


Sam Mendes (reżyser) o przygotowaniach do filmu:
Wielka Wojna zawsze mnie fascynowała, być może ze względu na dziadka, który mi o niej opowiadał, gdy byłem bardzo młody. A być może również z tego względu, że do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy z tego, czym tak naprawdę jest wojna. Nasz film mówi o tym, że dziś nie rozumiemy dawnego sensu słowa poświęcenie, bo wtedy oznaczało ono ofiarę z samego czy samej siebie, ale w imię czegoś większego od pojedynczego człowieka. Chciałem, żeby widzowie pojęli, jak to kiedyś wyglądało, jak ludzie wtedy myśleli”.


Krysty Wilson-Cairns (scenarzystka) o pracy nad scenariuszem:
Nigdy wcześniej ludzie nie ginęli na taką skalę. W pewnym sensie była to pierwsza mechaniczna wojna, ponieważ przemysł bardzo mocno ją wspierał. Zaczęło się od konnych szarż i ataków piechoty, ale wkrótce wojnę zaczęły prowadzić czołgi, karabiny maszynowe, gaz oraz samoloty. Śmierć na niespotykanym dotąd poziomie. To niesamowite, że przez cztery lata zginęło dziesięć milionów ludzi, ale nikt w tym czasie nie spróbował krzyknąć do swoich i żołnierzy wroga: Dosyć! Starczy już tego!”.