Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niebo istnieje... naprawdę": O chłopcu, który spotkał Boga [RECENZJA]

24 kwietnia 2014, 12:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Niebo istnieje... naprawdę
Niebo istnieje... naprawdę/Sony Pictures
Po uwielbieniu dla wampirów, komiksowych bohaterów czy nowych wersji baśni wielkie studia Hollywood niezwykle czule spojrzały w stronę widza, który identyfikuje się ze swoją wiarą na tyle, aby brać ją pod uwagę podczas wyboru filmu na piątkowy wieczór. "Niebo istnieje... naprawdę" dowodzi jednak, że twórcy "boskiego trendu" nie spodziewają się po swoim odbiorcy wiele więcej.

Trudno dziwić się dystrybutorom, którzy postanowili pokazać światu dramat "Niebo istnieje... naprawdę" w reżyserii Randalla Wallace'a. Film od początku miał zapewnioną mocną pozycję w box office – na jego widownię złożyli się wierni czytelnicy powieści pod tym samym tytułem, w której pastor Todd Burpo i konserwatywna pisarka Lynn Vincent opisali niezwykły przypadek chłopca wybudzonego ze śmierci klinicznej. Po przebudzeniu stwierdził, że w trakcie traumatycznego przeżycia odwiedził niebo (i nie ma wątpliwości, że jest to niebo chrześcijańskie). Książka jest sztandarowym przykładem tzw. value entertainment, czyli rozrywki, jakiej można, a nawet wypada oddawać się, będąc człowiekiem głębokiej wiary. Na rynku amerykańskim cieszy się ona nie tylko wysokimi zyskami, ale także ochroną przed zarzutami o grafomanię czy inne niedociągnięcia warsztatowe. Na podobną reakcję z pewnością liczyli twórcy filmowej adaptacji bestsellera.

W filmie w rolę Todda Burpo, czyli ojca małego bohatera, wciela się znany z "Małej Miss" Greg Kinnear. "Niebo istnieje... naprawdę" śledzi epizody z życia rodziny, która początkowo odrzuca paranormalną wiedzę chłopca, traktowanego przez jednych jak objawienie, przez innych – jak jarmarczny oszust. Dziecko (Connor Corum) twierdzi, że spotkało w niebie swoich przodków i nienarodzoną siostrę, ma także dostęp do duchów zmarłych bliskich ludzi, z którymi ma kontakt na co dzień. Podczas gdy rodzina próbuje racjonalizować niecodzienne zdolności chłopca, w miasteczku rozpętuje się piekło medialne, które stawia jego bezpieczeństwo pod znakiem zapytania. Film utrzymany jest w konwencji ciepłej historii na temat zadawania pytań o "kwestie najważniejsze", z uroczym kilkulatkiem wypowiadającym rezolutne uwagi o życiu i śmierci w tle.

Całą recenzję Katarzyny Grynienko czytaj w portalu Stopklatka.pl>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Stopklatka
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj