Dziennik Gazeta Prawana logo

Luc Besson: Jako dziecko byłem fanatykiem komiksów [ROZMOWA]

29 lipca 2017, 10:18
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Luc Besson w Warszawie
Luc Besson w Warszawie/Shutterstock
Jako dziecko nie byłem fanem komiksów - byłem absolutnym fanatykiem. Kochałem je całkowicie i zupełnie bezkrytycznie. Zwłaszcza "Valeriana" - powiedział  francuski reżyser Luc Besson o swoim nowym filmie "Valerian i Miasto Tysiąca Planet".

Najnowszy film francuskiego reżysera Luca Bessona - autora m.in. "", "" i "" - pt. "" trafił do polskich kin.

Brawurowa produkcja, stworzona na motywach serii komiksów "Valerian et Laureline", wydawanego w latach 60., jest najdroższym filmem w historii europejskiego kina (pochłonął 210 mln dolarów). Obraz opowiada o przygodach pary kosmicznych agentów, odpowiedzialnych za utrzymanie porządku na terytoriach, zamieszkanych przez ludzi. Valerian (w tej roli Dane DeHaan) nie ustaje w swych staraniach, by oczarować partnerkę (Cara Delevinge). W filmie wystąpili także: Clive Owen, Ethan Hawke, Herbie Hancock i Rihanna.

 - Czy jako dziecko był pan fanem komiksów?

Luc Besson: - Nie, nie fanem - absolutnym fanatykiem. Kochałem je całkowicie i zupełnie bezkrytycznie. Zwłaszcza "Valeriana". Laureline była moją pierwszą miłością. Nie należałem do dzieciaków, które szukały w komiksach błędów, wytykały nieścisłości. Z mojej strony mogły zawsze liczyć na bezkompromisową miłość.

- Co takiego ujęło pana w "Valerianie"?

-  Był zupełnie inny niż wszystko, co było wówczas dostępne. Nie było przecież internetu czy telefonów komórkowych. Mieliśmy tylko czarno-biały telewizor z dwoma, trzema kanałami. Koszmar. I raz w tygodniu dostawałeś dwie strony opowieści o tych agentach kosmicznych, podróżujących w czasie i przestrzeni i bijących się z kosmitami. Dla mnie to była jedyna droga ucieczki od tej straszliwej nudy. A dla młodych ludzi wówczas komiks był pewnie tak ważny, jak internet dla dzisiejszej młodzieży. Zabranie mi mojego "Valeriana" byłoby dla mnie-dziecka taką samą katastrofą jak odcięcie od internetu.

- Dlaczego więc dopiero teraz zdecydował się pan na stworzenie filmu na podstawie komiksu?

- Dopiero teraz dysponujemy odpowiednią technologią, po "Avatarze". Od tego momentu nie ma żadnych barier, możesz zrobić wszystko, co sobie wyobrazisz. Potrzebowałem też doświadczenia i przekonania, że będę w stanie to zrobić. Nie było tak, że obudziłem się któregoś ranka i zdecydowałem - o, dzisiaj zrobię "Valeriana". Myślałem o tym od lat, ale byłem przekonany, że nie mam dostępu do technologii, która oddałaby sprawiedliwość komiksowi.

- Czy dostępna technologia nie odciąga przypadkiem twórcy od jego sztuki? Czy nie poświęcamy treści na rzecz efektów?

- Jesteś malarzem - kiedyś miałeś jeden ołówek, dysponowałeś tylko jedną barwą. Potem miałeś dziesięć, a jeszcze potem pięćdziesiąt. Czy zmienia to obiekt, który malujesz? Nie. Ale sprawia, że łatwiej i z większą dokładnością możesz oddać na płótnie czy kartce papieru, co widzisz "okiem wewnętrznym". Teraz dysponujesz po prostu większymi możliwościami, masz pod ręką więcej barw. Technologia sama w sobie - to po prostu narzędzia. Czy nie łatwiej jest opowiedzieć historię, wykorzystując do tego dźwięk? Zdecydowanie. Czy teraz jest jeszcze łatwiej bo dźwięk płynie w stereo? Jasne! Jest łatwiej. Ale wciąż musisz mieć coś do powiedzenia.

 - A sama sztuka komiksu? Sztuka graficznej powieści - czy nie jest marginalizowana, spychana na pozycję niepoważnej, dziecięcej sztuki?

- To po prostu różne formy ekspresji, każda rządzi się swoimi prawami, ale osobiście nie wprowadzałbym jakiejś gradacji sztuk. Literatura jest niesamowita, rzeźbiarstwo jest niesamowite, malarstwo też, architektura i poezja również. Komiks jest ich połączeniem - to literatura i malarstwo razem. Tak jak na piosenkę składa się muzyka i literatura, poezja. A film to połączenie wszystkich tych sztuk z dodaniem muzyki.

 - Czy tworzenie takiego filmu - o którym myśli się, który wyobraża się sobie przez tyle lat - było dla pana szczególnym wysiłkiem? Czy może wręcz przeciwnie? Czy było to ryzyko?

- Jeśli boisz się podejmować ryzyko, nie rób filmów. Nigdy nie myślę w ten sposób, gdy przymierzam się do filmu - czy się uda? A jeśli się nie uda, to co dalej? Założyłem swoją firmę 20 lat temu. Wcześniej jej nie było i jakoś dawałem radę. Jeśli mojej firmy nie będzie jutro, też dam sobie radę. Van Gogh sprzedawał swoje obrazy za jednego franka. Jeśli w ogóle! I jeszcze się z tego cieszył. A większość ludzi nie chciała jego obrazu nawet za jednego franka. Liczy się to, co po sobie pozostawisz. Ja zostawię filmy. (PAP)

Rozmawiał Piotr Jagielski (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj