Shahrukh Khan gra antypatycznego, sfrustrowanego kalekę,kłębek nerwów. Preity Zinta ("Gdyby jutra nie było", "Veer-Zaara") jako jego żona, gwiazda dziennikarstwa, której praca często przesłania inne aspekty życia. Rani Mukherjee ("Czasem słońce, czasem deszcz", "Bunty i Babli") w roli jego kochanka uwięziona w małżeństwie z mężczyzną, którego nie darzy uczuciem. Weteran hinduskiego kina, Amitabh Bachchan, jako jej ojciec, wieczny uwodziciel słabo radzący sobie z syndromem Piotrusia Pana. Choć w filmie pojawiła się śmietanka hinduskiego kina, już nie jest to roztańczone i wyluzowane Bollywood, jakie znaliśmy. Tania telenowela na smutno może nie sprostać oczekiwaniom polskiego miłośnika produkcji z Indii. Bo choć nie jest pozbawione humoru i elementów musicalu, "Nigdy nie mów żegnaj" bliżej do hollywoodzkiego "Imiennika" niż klasycznej bolly-produkcji.
Podobnie jak Mira Nair, Karan Johar - reżyser i scenarzysta "Czasem słońce..." oraz "Coś się dzieje", osadził akcję w Nowym Jorku, w środowisku hinduskich emigrantów. Jego bohaterowie żyją w tempie naszej cywilizacji i nie mają problemów z aklimatyzacją. Odnoszą sukcesy w życiu zawodowym, mieszkają w designerskich apartamentach, sami też są piękni. Szczęście Deva, piłkarza z wielomilionowym kontraktem, kończy się jednak wraz z kontuzją. Niedoszły gwiazdor na emeryturze nie potrafi poradzić sobie z własną niemocą, potęgowaną błyskotliwą karierą żony w mediach. Złość wyładowuje nie tylko na niej, ale i na synu, w którym nie udaje mu się rozbudzić fascynacji futbolem. Na tym etapie życia Dev spotyka Mayę - piękną nieznajomą w sukni ślubnej. Zdesperowana, zwierza się nieznajomemu: choć mężczyzna, za którego wychodzi, bardzo ją kocha, ona nie potrafi odwzajemnić uczucia. Pech chce, że miłość wkrótce "ulokuje" najgorzej, jak tylko można - w tym żonatym, złośliwym frustracie. Dev nie pozostanie obojętny...
Ponieważ to kino z Indii, bohaterowie do rozwiązania swoich rozterek potrzebują ponad trzech godzin szlochów, żalów rzadko przerywanych tańcem czy śmiechem. Psychologia postaci pozostała na poziomie kiepskiej telenoweli, więc tym razem czas się dłuży.