"W ciemności" Agnieszki Holland sensacją w Toronto

| Aktualizacja:

Pokaz filmu Agnieszki Holland "W ciemności" podczas 36. Międzynarodowego Festiwalu Filmowym w Toronto spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności. Film opowiada prawdziwą historię Leopolda Sochy, który ukrywał w kanałach Lwowa grupę Żydów.

wróć do artykułu
  • ~Syf i żenada Pani Holland
    (2011-09-14 10:32)
    nie róbcie ludziom wody z mózgów. Nikt na ten film w Polsce nie pójdzie a już na pewno nikt tego nie będzie oglądał w Europie. ... no może w klubach filmowych???
  • ~Kuba
    (2011-09-14 10:45)
    wspóczuje ci kolego.
  • ~Mosiek_Obrzesek
    (2011-09-14 13:18)
    Kshandall!
    Kto temu człofiekofi posfala na phisanie takhich szeczy
  • ~grin
    (2011-09-14 13:39)
    No naturalnie , przecież jest o żydach, a jeżeli będzie zawierał jeszcze antypolskie wtręty to Oskar murowany
  • ~List otwarty
    (2011-09-14 15:44)
    Droga Agnieszko,
    wybacz poufały ton, ale znając się ponad 30 lat chyba możemy sobie mówić publicznie po imieniu. Poznaliśmy się przy okazji kina moralnego niepokoju, Ty je odważnie tworząc, a ja zażarcie broniąc. Nabrałem wtedy szacunku nie tylko dla Twego talentu, lecz także charakteru.
    Twój pierwszy film kinowy "Aktorzy prowincjonalni" wykorzystujący wątki "Wyzwolenia" Stanisława Wyspiańskiego dowiódł, że masz polskie serce. "Gorączka" ostrzegając Solidarność przed daremną rewolucją pokazała, że masz mądrą żydowską głowę. Jest to zapewne zasługa Twoich rodziców - polskiej matki i ojca Polaka żydowskiego pochodzenia Potrzeba w kraju takich twórców, aby byli uczciwymi pośrednikami w rosnącym konflikcie polsko-żydowskim. Potrzeba ludzi z Twoim autorytetem znających obie strony sporu, którzy mogą wzbudzić u każdej zaufanie i pomóc we wzajemnym zrozumieniu.
    Aparat państwowy PRL ciężko skrzywdził Twojego ojca, ale to nie powinno być przyczyną resentymentu wobec Polaków. Czyż Twój ojciec nie skrzywdził nas biorąc udział w narzucaniu komunizmu? Skoro PRL urządził czystkę antysemicką w roku 1968, czemu w polskim kinie nie pojawiło się pytanie, skąd się wzięli Żydzi w aparacie partyjnym i państwowym i co robili 20 lat wcześniej? Wśród wypędzonych byli oprócz niewinnych - również nasi okrutni prześladowcy. Czemu więc Marzec 68 jest uważany za przykład ciemnego polskiego antysemityzmu, a nie za bunt polskich uczniów wobec żydowskich nauczycieli komunizmu w celu zajęcia ich posad, albo rewanż, albo - kara w ujęciu filmowców wrażliwszych moralnie?
    Dzisiaj Polacy są oskarżani o udział w Zagładzie lub obojętność wobec tamtej niemieckiej zbrodni. Oskarżyciele przemilczają, że inaczej niż w Europie zachodniej, w Polsce groziła śmierć całej rodzinie za ukrywanie Żydów. Mimo to tysiące Polaków zdobyło się na bohaterstwo, w tym Twoja matka "Sprawiedliwa wśród narodów świata". Czyż nie zmyli z nas hańby za tych, którzy współpracowali z Niemcami przy Zagładzie? Obecnie z cofniętego w rozwoju przez komunizm kraju - samozwańczy spadkobiercy chcą wycisnąć miliardy dolarów odszkodowań za mienie ofiar Zagłady zmarłych bezpotomnie, choć według prawa takie mienie przechodzi na skarb państwa. Taki jest kontekst oskarżenia o udział Polaków w Holocauście, które ostatnio wyszło z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Czy rezultatem ma być wywołanie u Polaków poczucia winy i zgody na bezprawną wypłatę? A co się stanie, jeśli nastąpi inna, gwałtowna reakcja?
    Gdy Europa wypędzała Żydów, przygarnęła ich Polska dając stosunkowo dobre warunki bytowania. Teraz płaci rachunek za tamtą wielkoduszność. Historia nieraz pokazała, że brak powściągliwości i pycha mają katastrofalne skutki. Trzeba więc położyć kres prowokacjom: poniżaniu flagi narodowej, czy religijnego symbolu polskości, jakim jest krzyż dla wielu Polaków, a to tylko niektóre przykłady. Trzeba działać, zanim znowu dojdzie do nieszczęścia. Żaden naród nie toleruje bez końca upokorzeń na własnym terytorium.
    Agnieszko,
    Twoje miejsce w tym konflicie nie jest po żadnej stronie, ale pomiędzy nimi jako pośrednik godny zaufania. Masz tę rolę do odegrania jako prezydent Polskiej Akademii Filmowej. W przeciwnym razie wyrządziłabyś szkodę środowisku filmowemu w Polsce. Publiczność musi mieć pewność, że reprezentujesz polską instytucję kulturalną, która zgodnie z naszą najlepszą tradycją służy tolerancji narodowej i wyznaniowej, zamiast podsycać tego rodzaju waśnie. Liczę na Twój rozum i twardy charakter. Bo trzeba mieć charakter, żeby w międzynarodowym świecie filmu pamiętać o Polakach.
    Twój wielbiciel talentu,
    Krzysztof Kłopotowski Nowy Jork
  • ~Emigrant
    (2011-09-14 15:41)
    Kim jest Agnieszka Holland ?
    Specjalna komisja powołana przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego podjęła decyzję, że najnowszy film Agnieszki Holland "W ciemności" będzie polskim kandydatem do filmowej nagrody Oscara za 2011 rok. Ten werdykt bulwersuje, bo opis fabuły nie pozostawia złudzeń, że i tym razem nasz kraj zostanie przedstawiony w niekorzystnym ujęciu. Główny bohater Leopold Socha jest Polakiem pracującym w lwowskim getcie. Nie interesuje go los Żydów, ale za wysokie wynagrodzenie pomaga uciekinierom z getta ukryć się w kanałach, co miesiąc bezwzględnie egzekwuje zapłatę. Socha powoli - jak pisała "Gazeta Wyborcza" - "coraz mniej widzi w nich jednak Żydów, a coraz bardziej ludzi" ("GW", 12 lipca). Szczególnie bulwersująca jest końcówka filmu, w której poznajemy główne przesłanie - ocaleni z getta wychodzą po zakończeniu okupacji z kanału, a Socha triumfalnie obwieszcza sąsiadom: "To moje Żydy!". "Wyborcza" z satysfakcją podsumowuje tę scenę jednoznacznie: "Jest w tej deklaracji coś wzruszającego i obrzydliwego zarazem. Tak jak w całej tej postaci". Przekaz filmu Agnieszki Holland jest więc oczywisty - Polacy wprawdzie pomagali Żydom, ale czynili to z motywów finansowych. W dodatku po wojnie obrzydliwie szczycili się tym i próbowali uzyskać z tego tytułu korzyści, jeśli nie materialne, to przynajmniej społeczne uznanie.

    Z rodziny "postępowców" i ideowych komunistów
    Agnieszka Holland urodziła się w 1948 r. w Warszawie, jest córką Ireny Rybczyńskiej i Henryka Hollanda, wieloletniego działacza komunistycznego.
    Matka, chociaż była w AK, po wojnie krytykowała podziemie niepodległościowe: "Mama miała za sobą udział w Powstaniu Warszawskim, doświadczenie dla niej dramatyczne. Była zdecydowanie antysanacyjna, antylondyńska, właśnie z powodu Powstania. W głębi duszy chyba nigdy nie była komunistką, ale była bardzo lewicowa, w duchu Żeromskiego. Holocaust był dla niej straszliwym szokiem. Pozostawił w niej trwały uraz, głębokie poczucie winy. Chociaż nie miała powodu. Jako szesnastoletnia bodaj dziewczyna razem z przyjaciółką uratowała rodzinę żydowską. Ma swoje drzewko w Izraelu. Antysemityzm, z którym spotkała się w swoim oddziale, a nawet w dowództwie AK, straszliwie obrzydził jej tych ludzi. Stała się wielką filosemitką".
    Irena Rybczyńska pracowała w Naczelnym Komitecie Wykonawczym Stronnictwa Ludowego. Była również dziennikarką - redaktor naczelną pisma "Wolna Wiciowa Gromada", redaktor naczelną "Nowej Wsi", w latach 1949-1950 pracowała w redakcji oświatowej Polskiego Radia. Drugim mężem Rybczyńskiej był Stanisław Brodzki, który w czasie wojny był m.in. redaktorem naczelnym "Biuletynu Wolnej Polski" - pisma prosowieckiego Związku Patriotów Polskich. W latach 1946-1947 był attaché prasowym przy polskim konsulacie generalnym w Jerozolimie. W okresie stalinowskim Brodzki pracował jako dziennikarz w wielu reżimowych czasopismach - m.in. był kierownikiem działu zagranicznego gazety "Głos Ludu", kierownikiem działu kulturalnego "Trybuny Ludu". W 1956 r. został wybrany na prezesa stowarzyszenia dziennikarzy, ale zrezygnował z tej funkcji po zamknięciu tygodnika "Po Prostu".
    Komunistyczną działalność Henryka Hollanda opisali dr Krzysztof Persak z IPN oraz prof. Jerzy Robert Nowak. Persak w książce "Sprawa Henryka Hollanda" pisze: "Od dwunastego do czternastego roku życia Holland należał do lewicowej syjonistycznej organizacji skautowej Haszomer Hacair, a w 1934 r. związał się z ruchem komunistycznym, wstępując do Rewolucyjnego Związku Młodzieży Szkolnej, który był przybudówką Komunistycznego Związku Młodzieży Polski. Rok później został przyjęty do KZMP".
    Sama Agnieszka Holland, odpowiadając na pytanie, czy "ojciec był człowiekiem ideowym", stwierdziła: "Tak. Należał do wierzących. Przeszło mu szybko, jak zupa się wylała, ale w owym czasie był ideowym żydowskim komunistą. (...) Był od zawsze lewicowcem. Najpierw związał się na trochę z Korczakiem, jako ******** pisywał do "Małego Przeglądu". Później otarł się o anarchistów, a w końcu trafił do Związku Młodzieży Komunistycznej. Miał dziewiętnaście lat, właśnie zdał na medycynę, kiedy zaczęła się wojna. Uciekł do Rosji. Wstąpił do Armii, najpierw Czerwonej, a potem do Berlinga. Pobyt w Rosji oceniał pozytywnie. Tak przynajmniej mówiła matka, bo on raczej nie opowiadał mi o sobie. (...) Ojciec, jak wielu polskich Żydów po wojnie, stłamsił w sobie żydowskość i wydaje mi się, że to go blokowało emocjonalnie. Miał duże problemy emocjonalne, głównie z tego powodu".

    W aparacie propagandy
    W czasie wojny Henryk Holland najpierw współpracował we Lwowie z sowieckimi gazetami - "Czerwonym Sztandarem" i "Młodzieżą Stalinowską". Związał się z prosowieckim Związkiem Patriotów Polskich, wziął udział w zjeździe ZPP. W stopniu porucznika wstąpił do dywizji im. Tadeusza Kościuszki, był instruktorem w Wydziale Polityczno-Wychowawczym.
    W PRL Holland pracował w komunistycznym aparacie propagandowym. Tworzył i wchodził w skład wielu redakcji, bardzo aktywnie uczestniczył w stalinowskich nagonkach prasowych, które usprawiedliwiały represje wobec przedwojennej elity, Kościoła katolickiego, żołnierzy podziemia i środowisk opozycyjnych. Atakował wewnątrzpartyjnych oponentów, przedstawicieli nauki z rodowodem "sanacyjnej Polski" (np. filozofów ze słynnej lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej).
    W grudniu 1944 r. wstąpił do PPR, w kwietniu 1945 r. został redaktorem naczelnym komunistycznego tygodnika "Walka Młodych", którym kierował do września 1947 roku. W 1948 r. został członkiem Rady Naczelnej i Zarządu Głównego Związku Młodzieży Polskiej, rok później wszedł w skład komitetu redakcyjnego "Trybuny Wolności". Był korespondentem na najsłynniejszym stalinowskim procesie pokazowym - węgierskiego komunisty László Rajka, byłego ministra spraw wewnętrznych. Uczestniczył również w kampanii przeciw tzw. odchyleniu prawicowo-nacjonalistycznemu w Polsce, atakował Władysława Gomułkę.
    Jednocześnie studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Uczestniczył w nagonce na słynnego filozofa - profesora Władysława Tatarkiewicza. Był sygnatariuszem listu otwartego w sprawie tolerowania przez prof. Tatarkiewicza "wrogów Polski Ludowej" (innymi sygnatariuszami listu byli m.in. żona Hollanda - Irena Rybczyńska, Bronisław Baczko, Leszek Kołakowski). Po liście prof. Tatarkiewicz został usunięty z uczelni.
    W październiku 1950 r. Holland rozpoczął studia doktoranckie w partyjnej szkole - w Katedrze Historii Filozofii Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR. W 1953 r. zaatakował nieżyjącego od 1938 r. słynnego filozofa - profesora Kazimierza Twardowskiego.
    Agnieszka Holland tak wspomina tamte lata: "Mieszkania przydzielono ZWM-owcom. Mój ojciec był dość ważną szychą w Związku Walki Młodych. Wokół mieszkali sami znajomi. Prowadzili bujne życie alkoholowo-towarzyskie. Do nas, dzieci, docierały jego echa. Odgłosy burzliwych romansów, wybuchy rozpaczy, samobójstwa. Tylko dozorczyni była wybitnie antyreżimowa. Było to dla mnie ważne odkrycie. Kiedy umarł Stalin, wszyscy w naszej kamienicy płakali, moi rodzice nie płakali, ale byli przygnębieni. Zeszłam piętro niżej - mama Joasi leżała chora w łóżku i szlochała. Zeszłam jeszcze niżej do Ewki, córki dozorców - która też była moją koleżanką - a tam świętowano. Zrozumiałam wtedy po raz pierwszy, że rzeczywistość jest skomplikowana i wieloznaczna. Pamiętam też, jak do mojej niani przyjechała jej ukochana siostra - Antosia. Akurat byli u nas goście, a Antosia prasowała i waliła mocno żelazkiem w deskę do prasowania. Ojciec pyta: "Co Antosia tak wali?". A ona: "Stalina po łbie walę". Straszny skandal zrobił się z tego powodu".
    Po październiku 1956 r. Holland poparł Gomułkę, związał się w PZPR z tzw. puławianami. Wkrótce zaczął krytykować Gomułkę. Zachodnim dziennikarzom ujawnił tekst "tajnego referatu" Chruszczowa oraz szczegóły obrad XX zjazdu KPZS. W związku z tym znalazł się pod obserwacją Służby Bezpieczeństwa. W trakcie rewizji mieszkania przeprowadzonej 21 grudnia 1961 r. przez SB wypadł z okna, ginąc na miejscu. Krzysztof Persak na podstawie dokumentów odnalezionych w IPN stwierdził, że było to samobójstwo - Holland, znajdujący się w trudnej sytuacji osobistej, załamany perspektywą czekającego go procesu i kilkuletniego więzienia, nie wytrzymał nerwowo i korzystając z nieuwagi funkcjonariuszy SB, wyskoczył z szóstego piętra, ponosząc śmierć. Dowodem na to był odnaleziony przez Persaka zapis podsłuchu w mieszkaniu Hollanda w czasie rewizji.
  • ~Krzysztof Kłopotowski
    (2012-01-04 21:10)
    Ktoś wpisał bez mojej wiedzy mój list otwarty do Agnieszki Holland, który opublikowalem kilka lat temu z innej okazji. Wprawdzie podtrzymuję treść listu, ale podkreslam, że nie napisałem z powodu filmu "W ciemności", ktorego nie widzialem.