Obsada: Meiko Kaji, Toshio Kurosawa, Masaaki Daimon, Miyoko Akaza.

Reklama

Legendarny film, który był jedną z najistotniejszych inspiracji Quentina Tarantino do nakręcenia „Kill Billa”. Te inspiracje widać gołym okiem. W kompozycji kadrów, w cytowaniu konkretnych scen, w grze rekwizytami, operowaniu kontrastem krwistej czerwieni i śnieżnej bieli, ale także na poziomie samej fabularnej konstrukcji. Tytułowa Lady Snowblood urodziła się w więzieniu, przez mistrza sztuk walk została wyszkolona na perfekcyjną zabójczynię żyjącą jedynie pragnieniem zabicia trzech osób odpowiedzialnych za śmierć ojca i pohańbienie matki.

Film, który cieszy się w Japonii statusem kultowego, powstał na podstawie popularnej mangi Kazuo Koike („Crying Freeman”) i Kazuo Kamimury. I to się czuje. Wszystko tu jest grą, pozą, celebracją, spektaklem umowności, teatrem zderzającym kobiecą niewinną delikatność z brutalną krwawą orgią. Z kolejnych ofiar krew tryska prawdziwymi fontannami, nie usiłując udawać naturalistycznej konwencji. Przeciwnie sztuczność podkreślana jest wręcz ostentacyjnie podzieleniem akcji na rozdziały. Słowem, chodzi o stylizację, o wizualne piękno, o nastrój i w końcu o samą operową tragedię zemsty, nie o realizm. Oglądając „Lady Snowblood” lepiej można więc zrozumieć dlaczego wielbicielom azjatyckich filmów gatunku „Kill Bill” wydał się stylistycznym plagiatem.

Ocena: 4.

Wojtek Kałużyński

Dystrybutor: Blink.