Adam i Goria - główni bohaterowie "Człowieka z magicznym pudełkiem" - spotykają się w jednej z warszawskich korporacji. Jest 2030 rok. On jest człowiekiem znikąd i ma amnezję, ona jest nowoczesną kobietą swoich czasów. Pomimo dzielących ich różnic rozkwita między nimi romans. W tym czasie Adam odkrywa w swoim mieszkaniu stare radio, które nadaje audycje z lat 50. i... emituje fale umożliwiające teleportację. Mężczyzna przenosi się w przeszłość i "utyka" w 1952 roku. Za nim - w niebezpieczną podróż, która ma sprowadzić go z powrotem - rusza Goria.

Na pomysł filmu Bodo Kox wpadł, gdy w trakcie porządków w mieszkaniu wziął do rąk stare radio. - Pomyślałem sobie, co byłoby, gdybym mógł się przenieść w przeszłość; w czasy, kiedy je wyprodukowano. Wtedy bardzo interesowałem się teoriami spiskowymi na różne tematy, w tym jaka może być nasza przyszłość. W filmie w jakimś stopniu pokazuję swoją wizję - powiedział.

- Rzeczywistość, którą zobaczymy na ekranach - jak dodał Bodo Kox - to obraz świata "po dużym konflikcie".  - W świecie Gorii i Adama coś się wydarzyło, może była wojna, teraz trwa kryzys. To prekognicja tego, w którą stronę może się rozwinąć aktualna sytuacja na świecie. Tak może wyglądać świat za piętnaście lat, jeśli nic się nie zmieni - wyjaśnił. - Chciałem powiedzieć trochę o zagrożeniach współczesności, ale nie planowałem tworzyć nazbyt strasznej, dramatycznej przestrogi. Nacisk w filmie będzie położony na romans, chociaż w czasach kryzysu - podkreślił.

Opowieść, jak wyjaśnił producent Roman Jarosz z Alter Ego Pictures, choć przeniesie się na chwilę w lata 50., nie będzie się jednak koncentrowała w tamtych czasach. Dla Adama - jednego naukowców pracujących nad uruchomieniem polskiej telewizji - to będzie miało znaczenie: z jakich jest czasów i kim jest. Z tego bierzemy początek, ale nie będziemy tego drążyć. Przeszłość i przyszłość będą tylko wpływać na siebie - dodał.

- Człowiek z magicznym pudełkiem nie będzie produkcją historyczną ani futurystyczną, a opowieścią o miłości, która jest, była i zawsze będzie taka sama - podkreślił producent. - Film pokaże nam, że niezależnie od tego, gdzie w czasie aktualnie jesteśmy - to znaczy kiedy żyjemy - zawsze jesteśmy tacy sami. Adam i Goria będą przykładami, że to nie czasy nas determinują, a nasze wychowanie i wartości - dodał.

Zdaniem Olgi Bołądź, odtwórczyni roli Gorii, zaletą filmu może być - co, jak zauważyła, jest rzadkie w polskim kinie - podjęcie tematu, jak nasz świat może wyglądać za kilkanaście lat.  - Myślę, że Bodo Kox wyróżniony za ten scenariusz w konkursie ScriptTeast im. Krzysztofa Kieślowskiego w Cannes, to odpowiednia osoba do stworzenia takiego filmu - dodała. Jest osobowością odważną i w tekście, i w swojej wyobraźni - podkreśliła.

 - Bodo postanowił w stechnicyzowanym mieście przyszłości zderzyć kobietę urodzoną po 2000 roku, należącą do pokolenia hashtagów, Tindera i emotikonek, z facetem z pokolenia Kolumbów, który ma nieco anachroniczne podejście do kobiet. Adam znajduje się w świecie, który jego generacja wyobrażała sobie zupełnie inaczej - skomentowała Bołądź.

Bołądź, jak powiedziała PAP, w pracy nad filmem inspiruje się m.in. obrazami Tima Burtona. Sama historia przypomina jej jednak mit o Orfeuszu i Eurydyce i tę jego część, w której mężczyzna schodzi za ukochaną do piekła - i nie może się odwrócić.

Piotr Polak, filmowy Adam, na planie "Człowieka z magicznym pudełkiem" myśli z kolei o "Seksmisji" i "Zakochanym bez pamięci". Swojego bohatera widzi jako zagubionego w rzeczywistości, nieokreślonego oraz "spokojnego i stonowanego obserwatora". Zdaniem Polaka jego bohatera w świecie przyszłości najbardziej mogłyby zaintrygować relacje międzyludzkie oraz, w ogóle, inni ludzie.  - Adam sądzi, że są dziwni i zupełnie nie rozumie chociażby ich sposobu wypowiadania się - slangowo, przez skróty myślowe - mówił Polak.  - Pociąga go Goria - nowoczesna, prąca do przodu, pragnąca sukcesu i, co bardzo podoba się Adamowi, bezpośrednia i ostra - dodał.

Na ekranie zobaczymy także Arkadiusza Jakubika, Wojciecha Zielińskiego, Agatę Buzek, Sebastiana Stankiewicza, Helenę Norowicz, Bartosza Bielenia i Bartka Firleta.

Nad filmem pracują również m.in. Dominik Danilczyk - operator debiutujący w pełnym metrażu; Wojciech Żogała - scenograf nagrodzony m.in. na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 2014 roku za wystrój w "Bogach" Łukasza Palkowskiego, Katarzyna Adamczyk - kostiumografka, która pracowała z Bodo Koxem przy jego poprzednim filmie, "Dziewczynie z szafy"; Agnieszka Hodowana - charakteryzatorka, która pracowała przy filmie "Body/Ciało" z Małgorzatą Szumowską oraz "Demonie" z Marcinem Wroną.

Zdjęcia zakończą się w połowie grudnia. Premiera jest przewidziana na przełom 2017 i 2018 roku.