– To była niezwykła przygoda, uwielbiam każdą jej sekundę. Ale myślę, że czas ustąpić miejsca komuś innemu – powiedział twórca "Skyfall" i "Spectre", dwóch najbardziej kasowych Bondów w historii, o czym poinformował "The Hollywood Reporter". Zdaniem Sama Mendesa nadszedł czas, by za kamerą serii stanął ktoś inny, bo on chce już opowiadać widzom nowe historie. Fani Bonda na następcę Brytyjczyka typują Martina Campbella, reżysera "Golden Eye" i "Casino Royal".

W przypadku Daniela Craiga oficjalne słowa jeszcze nie padły. Jednak aktor, który zagrał już w czterech filmach o przygodach Jamesa Bonda, już przed premierą "Spectre" mówił, że jest zmęczony rolą 007. Głośno było szczególnie o jego wywiadzie dla magazynu "Time Out", w którym oświadczył, że ma dość Bonda i że "raczej podetnie sobie żyły niż zagra w kolejnej części przygód tajnego agenta w służbie Jej Królewskiej Mości" (za co zresztą dostał zakaz wypowiadania się aż do wejścia filmu na ekrany). Domysły i plotki dodatkowo podsycił Mark Strong, przyjaciel Craiga i ojciec chrzestny jego najstarszego syna mówiąc, że Daniel "ma dość tej postaci". Wreszcie sam aktor przyjął rolę w miniserialu na podstawie powieści "Purity" Jonathana Franzena (w Polsce znanej jako "Bez skazy"), przez co dla słynnego szpiega może zabraknąć miejsca w jego grafiku. Według "Daily Mail" 48-letni Brytyjczyk nie dał się skusić nawet 68 mln funtów (ok. 400 mln zł), bo na taką sumę opiewa kontrakt na dwie kolejne odsłony cyklu.

Kto nowym Bondem? Giełda nazwisk trwa. Największe szanse na angaż ma ponoć Tom Hiddleston, który prowadzi rozmowy w tej sprawie z producentami. W wyłonieniu kolejnego odtwórcy słynnej roli miała pomóc kampania pod hasłem #NextBond, tymczasem w plebiscycie nieoczekiwanie wygrała gwiazda serialu "Z archiwum X" – Gillian Anderson. Aktorce ta możliwość przypadła do gustu, bowiem na swoim koncie na Twitterze umieściła stworzony przez fanów plakat: – Nazywam się Bond. Jane Bond. Dziękuję za wszystkie głosy! Nie wiem, kto jest autorem tego plakatu, ale go kocham! – napisała Anderson. Wśród potencjalnych następców Daniela Craiga w 25. obrazie cyklu wymieniani sią również Damian Lewis (znany m.in. z serialu "Homeland") oraz Idris Elba (słynny ”Luther") – ten ostatni byłby pierwszym czarnoskórym Bondem w historii.

– To nie jest demokracja. Barbara Broccoli zdecyduje, kto będzie następnym Bondem, po prostu – skomentował te spekulacje Sam Mendes, przypominając, że najważniejszy głos ma producentka serii. A my przypomnijmy, że zarówno sam Mendes, jak i Daniel Craig, swoje odejście zapowiadali już po "Skyfall", lecz potem zmienili zdanie. Teraz też wszystko się jeszcze może zdarzyć. Byle kasa się zgadzała. Najnowszy film o przygodach 007, zatytułowany roboczo "Bond 25", będzie miał premierę w 2018 roku.