Wojciech Jagielski, wybitny reporter, przez lata pisał relacje z wojennych frontów dla “Gazety Wyborczej”. Jego żona Grażyna kilka razy mu towarzyszyła, potem jednak zajęła się wychowaniem dzieci. I czekaniem: na powrót męża, a może na nadejście najgorszych wiadomości. “Kilka razy dziennie przerabiałam ten moment, kiedy dowiaduję się o jego śmierci. Przestałam wierzyć, że Wojtek wróci. Interesowało mnie tylko, na jakie odcinki podzielić czas dzielący mnie od chwili, gdy się dowiem, że nie żyje. Co będzie dalej, nie potrafiłam sobie wyobrazić” - opowiadała w wywiadzie dla ”Dużego Formatu”.

To nieustanne czekanie na śmierć doprowadziło Jagielską na skraju szaleństwa. Leczyła objawy PTSD, zespołu stresu bojowego, spędziła kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Swoje doświadczenia opisała m.in. w książce “Miłość z kamienia. Moje życie z reporterem wojennym”. To zapis wstrząsająco szczery, zresztą nie mógł być inny, skoro stał się elementem terapii.
W filmie Ewy Bukowskiej nie ma Grażyny i Wojciecha, są Anna i Witold, ale wiele faktów zaczerpniętych jest z biografii Jagielskich. On - niczym żołnierze jadący na kolejne misje - jest coraz bardziej uzależniony od wyjazdów na front. Wraca i znów znika, całymi dniami nie daje znaku życia. Ona zazdrości mężowi wagi jego pracy. Sama chciałaby napisać reportaż o obozach uchodźczych dla Czeczenów, stara się o wywiad z Szamilem Basajewem. W końcu porzuca pisanie. I czeka. Dzwonek telefonu wywołuje u niej lęk, bo jest świadoma, że każdy może oznaczać najgorsze wiadomości. Niepokój przeradza się w depresję, wreszcie w stany psychotyczne.

Bardzo interesujący jest w “53 wojnach” ten kobiecy punkt widzenia - podobnie było również w krótkometrażowym debiucie Bukowskiej “Powrót” (2013, tam jednak do rodziny wracał straumatyzowany wojennymi przeżyciami żołnierz). Grająca Annę Magdalena Popławska jest znakomita, szczególnie w pierwszej części filmu, gdy jej bohaterka musi tłumić w sobie gniew na nieobecnego męża (kompletnie niewykorzystany Michał Żurawski). Jest obecna na ekranie niemal cały czas, a jej stopniowa przemiana wydaje się w pełni wiarygodna. Przynajmniej do pewnego momentu, bowiem z czasem film traci spójność, staje się chaotyczny (co jeszcze dałoby się wyjaśnić narastającym szaleństwem Anny), a co gorsza - niezamierzenie groteskowy. Sceny ze szpitala psychiatrycznego budziły wśród festiwalowej publiczności salwy śmiechu. Na dodatek fabuła raptownie się urywa, zostawiając bohaterów w stanie zawieszenia. Być może dlatego reżyserka zdecydowała się nadać im fikcyjne imiona, sugerując, że ich losy mogły potoczyć się inaczej niż życie Jagielskich. Tyle że w historii Grażyny i Wojciecha są silne emocje, pasja, dramat i nadzieja. Zaś w historię Anny i Witka uwierzyć bardzo trudno.

“53 wojny”, reż. Ewa Bukowska, dystrybucja: Next Film. Premiera kinowa filmu zaplanowana jest na 19 października.