Łatwo tu było o manipulację, o łamiące serca i wyciskające z oczu łzy sceny. Los sześcioletniej sieroty przygarniętej przez ciotkę i wuja zdaje się tematem na scenariusz klasycznego melodramatu w hollywoodzkim stylu. A jednak debiutująca katalońska reżyserka Carla Simón unika podobnych pułapek. Stworzony przez nią portret dziecięcej żałoby jest intymny i poruszający, ale nie obliczony na łatwy efekt i podbój światowych festiwali, choć „Lato 1993” zdobyło przecież już sporo nagród, z wyróżnieniem dla debiutu na Berlinale włącznie.

Skąpane w słońcu pejzaże Katalonii (fenomenalnie sfotografowane przez Santiago Racaja), wakacyjna nuda i zabawy, przecież nawet tytuł filmu budzi raczej ciepłe, nostalgiczne skojarzenia –
dramat Fridy początkowo wydaje się ukryty za fasadą beztroskiej idylli. Lecz to tylko pozory. Smutek i żal, tęsknota i gniew będą musiały wreszcie znaleźć ujście. Sześcioletnia bohaterka nie
rozumie emocji towarzyszących żałobie, nie potrafi o nich rozmawiać z dorosłymi, bliski kontakt nawiązuje tylko z czteroletnią kuzynką, a zwierza się wyłącznie figurze Matki Boskiej, stojącej w wiejskiej kapliczce. Simón, choć siłą rzeczy w swojej opowieści skupia się na Fridzie, czasem przyjmuje także punkt widzenia Esteve'a i Margi, nowych opiekunów dziewczynki. Rozumie ich
troskę i lęk o przybraną córkę, a także bolesne poczucie, że nigdy nie będą w stanie zastąpić jej prawdziwych rodziców.

Warto przy okazji na „Lato 1993” spojrzeć także w kontekście arcydzieł hiszpańskiego kina, zwłaszcza „Nakarmić kruki” Carlosa Saury i „Ducha roju” Victora Erice (dorzuciłbym do nich jeszcze „Labirynt fauna” Meksykanina Guillerma del Toro). Dziecięca bezradność wobec śmierci i samotności była w nich metaforą historycznych traum: wojny domowej i czasów frankistowskiej dyktatury. Carla Simón, niejako w kontrze do wielkich mistrzów, opowiada prostą historię, z której nie musi wydobywać ukrytych znaczeń. Jej sensem są emocje i doświadczenia. Reżyserka nie ukrywa przy tym, że to opowieść autobiograficzna: bohaterowie mają co prawda zmienione imiona, lecz nawet zdjęcia powstawały w tym samym rejonie, w którym wychowywała się Carla. Simón mówiła w wywiadach, że nie jest już pewna, które sceny są jej wspomnieniami, które zaś zna wyłącznie z opowieści rodziny, jednak te strzępki pamięci układa z prawdziwą wirtuozerią. Jej film ujmuje szczerością, jakby był próbą odreagowania tragedii po latach. Próbą dojrzałą, pozbawioną łatwych wzruszeń, banalnego pocieszenia i taniego psychologizowania.

„Lato 1993”, reż. Carla Simón, dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, czas: 97 min