W drugiej połowie obrazu Ewa Bem z zadumą stwierdza, że miała przeczucie, że ceną za taki talent musi być coś strasznego. I rzeczywiście - Wojciech Młynarski siedzący na krześle obok szyby w jednym z stołecznych wieżowców, mający za sobą panoramę Warszawy ze spokojem tłumaczy, że cierpi na chorobę dwubiegunową.

- Kiedy byłam dzieckiem, tata bardzo często wyjeżdżał na koncerty – opowiada Paulina Młynarska. - Ale bardzo często „wyjeżdżał” wcale nie na koncerty. Po prostu był wtedy leczony. To było przed nami jako dziećmi skrzętnie ukrywane – tłumaczy córka Wojciecha Młynarskiego, opowiadając, że o chorobie ojca dowiedziała się przypadkiem, z podsłuchanej rozmowy telefonicznej.

Zdania wypowiadane przez dzieci w filmie nakazują zadać sobie pytania, jak dużą cenę płaci rodzina genialnego twórcy. Jan Młynarski mówi o rzadkich kontaktach z ojcem, z gorzkim uśmiechem wspomina, że nie można było skrytykować ojca twórczości. Paulina mówi o tym, że jako czterolatka była zmuszana do umiejętnego pointowania, a Agata wprost stawia pytanie „Jak ten szorstki facet potrafił pisać tak czułe i liryczne teksty?”, a we fragmencie archiwalnego magazynu telewizyjnego żona wyrzuca Wojciechowi, że wcale na zimowych czasach, o których pisał, nigdy nie byli.

W kontraście do takich scen pokazany jest – uczciwie, bez przekoloryzowania – autentyczny geniusz poety. Widzimy i wielkie wykonania, ale i zapomniane wydarzenia, które wywołują uśmiech na twarzy – jak moment, w którym Młynarski podczas programu telewizyjnego na żywo tworzy nowy wiersz „Nieszczęścia chodzą parami”.

Piosenka finałowa” momentami bardzo wzrusza – mocnym akcentem jest przypomniane wspólne wykonanie utwory przez Jonasz Koftę, Agnieszkę Osiecką i Wojciecha Młynarskiego na festiwalu w Opolu w 1977 roku. Wspomnienia tego wydarzenia, wypełniają dużą część dokumentu, stając się przez to zarazem portretem czasów, kroniką polskiej muzyki i poezji. O Młynarskim w filmie mówią wielcy, m.in. Janusz Gajos, Krystyna Janda, Irena Santor, Włodzimierz Korcz. Z materiałów archiwalnych warto zwrócić uwagę na piękne wypowiedzi Janusza Gajosa.

Nie zabrakło najważniejszych dla Młynarskiego utworów – specjalne miejsce zajęło „ Jeszcze w zielone gramy”. Siedząca obok ojca Janusza Zuzanna Głowacka wskazywała w ciekawy sposób na pokazanie naszej natury, specyficznego polskiego optymizmu, porównując słowa piosenki do pierwszych wersów hymnu.

Bez koloryzowania mówi o sobie też sam mistrz. Wyznaje, że po latach ciężko mu było odnaleźć w swoich tekstach błysk sprzed lat. Jedne jego z ostatnich zdań, te o nadziei pokazują, że do końca chciał pracować tak ciężko, jak się tylko dało.

Film „Młynarski. Piosenka finałowa” poprzez obecność wielu szczerych i gorzkich słów nie sprawi, że nagle zaczniemy do jego nagrań podchodzić inaczej. Wielkość jego dzieł jest niepodważalna. A Młynarskiego dzięki obrazowi warto lepiej poznać.

„Młynarski. Piosenka finałowa”; Polska 2017; reżyseria: Alicja Albrecht; dystrybucja: Best Film, w kinach od 3 listopada 2017 roku.