Medycy: wszyscy do zwolnienia

To, że lekarz lekarzowi nierówny, a nawet ci najlepsi mają problemy z komunikacją z pacjentami i obrastają w grubą skórę, to nic nowego. Ja sama wiem, że za nic nie chciałabym mieć tak obciążającej psychicznie i fizycznie pracy, choć jest ona pożyteczna jak mało która. "Botoks" środowisko lekarzy pokazuje zaś jako siedlisko patologii. Wszystkich. Bez wyjątku. Ćpanie, seks, gwałty, zaniedbania, a wręcz celowe narażanie na śmierć. Biorąc pod uwagę, że np. w zeszłym roku w szpitalach leczyło się w ramach NFZ 5,5 mln Polaków, aż dziw, że średnia długość życia rośnie, a kraj się nie wyludnił. Gdyby ktoś poważnie chciał potraktować obraz przedstawiony w filmie, niezbędny byłby chyba Rok Zerowy w wydaniu Czerwonych Khmerów i pozbycie się wszystkich lekarzy z dnia na dzień. Kto by nas jednak leczył? To chociaż nie dawajmy im żadnych podwyżek - "Botoks" będzie nas przekonywał, przecież i tak biorą w łapę lub "zlewają" pracę.

Podobnie jest z obrazem innych zawodów medycznych. Jest on, mówiąc delikatnie, nieco oddalony od rzeczywistości. Ratownikiem - wbrew temu, co sugeruje film - nie może zostać od ręki każdy żul. Pokazywanie w ten sposób ludzi ratujących innych za 2-3 tys. zł miesięcznie jest po prostu słabe, bo dla zdecydowanej większości to misja. Podobnie jest z farmaceutami - trzeba mieć skończone studia na tym kierunku na akademii medycznej, ewentualnie tytuł technika farmacji, by móc pracować w aptece. To są profesje ściśle kontrolowane przez wiele instytucji. Narodowy Fundusz Zdrowia, Główna Inspekcja Farmaceutyczna, Najwyższa Izba Kontroli i inne - mówiąc dosadnie - "trzepią" apteki i placówki medyczne, nakładając surowe kary nawet za drobne przewinienia. A już za przyjęcie do pracy osoby bez uprawnień odbiera się kontrakt lub zamyka placówkę. Nie ma zmiłuj.

Ciąża: umrze matka czy dziecko

Wbrew temu, co sugeruje film, kobiety w Polsce ekstremalnie rzadko umierają przy porodach. Dochodzi do tego zaledwie 4-5 razy na 100 tys. porodów i tej wartości nie udaje się zmniejszyć nie tylko w Polsce. Chodzi głównie o osoby chore, czasem wcześniej nieobjęte opieką (np. z hemofilią czyli zaburzoną krzepliwością krwi, ciężkim nadciśnieniem tętniczym, uszkodzoną wątrobą). Dodam od razu, że odnotowaliśmy też wielki skok cywilizacyjny jeśli chodzi o śmiertelność niemowląt.

Legalne aborcje masowo dostępne? Co za bzdura

Kolejny rozjazd między "Botoksem" a rzeczywistością: legalnych aborcji w polskich szpitalach nie dokonuje się masowo. Rocznie w całym kraju dochodzi od kilkuset do około tysiąca (zależnie od roku) zabiegów przerwania ciąży. Zatem jedna z bohaterek, młoda lekarka, raczej nie wykonała ich sama ok. 800. Jest też w filmie czytelne nawiązanie do nagłośnionej nie tak dawno historii płodu jakoby płaczącego po przeprowadzeniu aborcji. Wersja ta nie została jednak potwierdzona.

Mam poczucie, że nikt tak jak Vega, mówiąc dosadnie, choć nie tak dosadnie jak aktorzy "Botoksu", nie zrobił dobrze ruchom pro life i obecnie rządzącej partii. Już widać recenzje, że bez retuszu pokazał piekło aborcji w polskich szpitalach. Choć - trzeba przyznać - pada też jedno zdanie, że alternatywą dla odmowy aborcji dzieci z zespołem Downa powinna być ich adopcja przez przeciwników usuwania ciąży.

Jeszcze inna nieprawda: nie ma możliwości przyjmowania porodu bez wykonania badania USG. W ostatniej chwili sprawdza się m.in. ułożenie dziecka, łożyska, więc nie ma możliwości, by dopiero w czasie porodu zauważono drugie dziecko. I to nawet jeśli kobieta wcześniej się nie badała.

Jak zrobić i zarejestrować lek? To takie proste

W filmie mowa jest o wprowadzeniu na rynek nowego leku, wszystko jedno z czego - nawet z cukru pudru. Tymczasem  tak naprawdę do zakwalifikowania substancji jako lek nie wystarczy opinia jednego lekarza czy po protu widzimisię koncernu farmaceutycznego, ale trwające z reguły kilka lat badania kliniczne, analizy składu itp. Suplementy to niestety inna bajka i należałoby to Polakom uświadamiać. Ale w filmie mowa jest o lekach. Mamy więc kolejny zgrzyt. Relacje firmy farmaceutyczne - lekarze ucywilizowały się wiele lat temu. Sporo firm publikuje informacje o tym, ile pieniędzy i na co przekazały medykom.

Takich ewidentnych przekłamań w tym filmie jest cała masa. Oczywiście"Botoks" ma służyć rozrywce, szokować, to nie dokument. Ale poza tym, że nie jest dobrze zrobiony, to kłamiąc szkodzi. Tym bardziej, że we wszystkich zwiastunach podkreślana jest informacja, że film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. I jestem przekonana, że jako negatywny przykład będą go przywoływać różni zwolennicy podawania witaminy C czy wywaru z kory dębu na raka. Wszak cała medycyna oparta na wiedzy to szwindel...

Trzymając się poetyki filmowej: zrobiono też dobrze klinikom chirurgii plastycznej. Choć pokazano w jednej "konowała", to wniosek jest jeden - z każdego mogą zrobić bóstwo. I to bez blizn.

Na zakończenie

Gdy oglądam filmy np. o wikingach, czasach prohibicji w USA, mafii we Włoszech, nie mam wystarczającej wiedzy, by ocenić, na ile autorzy mijają się z prawdą. Tu gonienie za skandalem i całkowite ignorowanie rzeczywistości, przepisów, statystyk, o których choćby w wąskim zakresie ekipa filmowa "Botoksu" powinna wiedzieć, drażni. I to bardzo.