"21 x Nowy Jork" to zebrane losy ludzi podróżujących i mieszkających w Nowym Jorku. Opowieść to magnetyczna, wciągająca i hipnotyzująca. Ogromna w tym zasługa klimatu, jaki wytworzył Piotr Stasik - reżyser i autor zdjęć do spółki z Karolem Rakowskim, którego minimalistyczne kompozycje dopełniały efektu.

Ciężko się nie zgodzić z opiniami, że film poprowadzony jest odważnie, by nie rzec: brawurowo. Z opowieści o miłości, o pragnieniach i tęsknotach teoretycznie bardzo prosta droga  prowadzi do banału, otarcia się o kicz. Tymczasem dokument "21 x Nowy Jork" mimo pozornej powierzchowności ocen i poglądów wygłaszanych przez bohaterów filmu stanowi zaskakująco dogłębny, momentami ciepły, a innymi razy przerażający obraz kondycji naszego człowieczeństwa. Stasik pokazuje, jak na każdym kroku wodzeni na pokuszenie sami sobie wyznaczamy granice naszej moralności. Reżyser robi to jednocześnie nie oceniając, nie ferując łatwych i tanich wyroków.

Pokusy, pożądanie, poszukiwania natury to domena mroku, który zdaje się film dominować. Montażowe zabiegi i niezwykłe kadry - to kręcenie telefonem jadącego w drugą stronę pociągu, utalentowani b-boye tańczący na suficie metra, przezroczyste, naruszające nasz spokój kreacje nadodważnych kobiet i nieustanna podróż każe zastanowić się nam nad tym gdzie są granice, gdzie jest koniec poszukiwań. Te zdają się nie mieć końca. Mikrokosmosy losów tworzą makrokosmos, w którym z jednej strony nie ma elementów niezastąpionych, z drugiej - bez napływu ciągle to nowych ludzi: freaków, których równoważą ludzie pragnący spokoju, zamykający się w swoich smutnych samotniach, bądź pragnący pielęgnować swoje trzyletnie szczęście w miłości, organizm ów żyć by nie mógł

Skupienie się na losach ludzi dopiero po chwili refleksji zmusza nas do przemyśleń o tytułowym Nowym Jorku. W dokumencie miasto pociąga, ale i przeraża, pokazuje swe szanse ale i zapala bardzo dużo ostrzegawczych kontrolek.

Jest też opowieścią uniwersalną. Te same istorie usłyszymy zapewne w wielu innych kosmopolitycznych miastach świata, ale że Nowy Jork jest dla widzów cały czas seksowny, to i szanse na to, że magiczną opowieść Piotra Stasika zobaczy trochę więcej osób niż tylko grono fanów polskiego dokumentu wzrastają. O odbiór się nie boję, czego dowodem (już) uznanie na licznych festiwalach.

Warto.