W Lublinie dziwnym zbiegiem okoliczności odnajduje się korona Kazimierza Wielkiego. Na tę chęć ma Kazimierz Dolny, niskiego wzrostu kandydat na prezydenta Polski. Jego narodowo-socjalistyczna partia chce przywrócić monarchię. Po co? Bo tak chce niziutki wódz i już.

Ponieważ jednak u Juliusza Machulskiego nic nie jest takie, jakim się wydaje, możemy spodziewać się zwrotów akcji i ciekawych suspensów. Kobiety odgrywają w nich główną rolę, a chęć zemsty okazuje się być ich paliwem do życia (na marginesie – dlaczego ten film nie nazywa się „Vendetta”, skoro miało być na „V”?) .

Volcie” przez klimat, zdjęcia, fabułę i grę aktorską najbliżej do „Vinci”. Mamy tu historię w tle i dzieło sztuki, które ukraść trzeba. A i kadr, w którym ktoś na brukowej uliczce nagle wychodzi z włazu kanału też budzi natychmiastowe skojarzenia.

„Volta” jest też – podobnie jak „Vinci” – bardziej lekkim filmem sensacyjno-przygodowym niż komedią. Podczas pokazu prasowego nie było ani jednego momentu podczas którego sala wybuchłaby zbiorczo śmiechem. Oczywiście: pozycjonowanie go jako dzieło „króla komedii” nieprawdą nie jest, bo Machulski był, jest i będzie nie tylko dla mnie królem polskich komedii, ale… Niedawno oglądałem wywiad z twórcą w TVN, w którym nawet on żachnął się na takie nazywanie go w kontekście „Volty”.

Ostatni film Juliusza Machulskiego to rzecz zbliżona bardziej pomysłem i klimatem do „Ocean’s Eleven”. Zabawne dialogi, gagi tu się oczywiście pojawiają. Jest sporo budzących uśmiech na ustach aluzji politycznych. Są też żarty tracące myszką, jak ten o deklinacji.

Czy w związku z tym „Voltę” trzeba ominąć szerokim łukiem? Nie – to dobre kino rozrywkowe. Angażujemy się w akcję, podziwiamy świetne kreacje Olgi Bołądź, Andrzeja Zielińskiego i Michała Żurawskiego. Doskonale w powierzoną mu rolę wchodzi Jacek Braciak, a w epizodach błyszczą Tomasz Kot i Cezary Pazura.

Machulski mocno pokazuje też nasze czasy. Bohaterowie niby żyją w demokracji, a jednak tęsknią za monarchią. Niby kochają Polskę, ale po polsku mówić nie potrafią.

W tym sosie gubi się też sam mistrz Machulski. Z jednej strony prowadzi z nami inteligentną grę, delikatnie punktując naszą wiedzę lub niewiedzę historyczną, pokazuje jak cudownie można bawić się faktami i jak subtelna jest granica między hipotezą a manipulacją. Z drugiej - do tych mniej wykształconych uśmiecha się aż za mocno m.in. żartując o „mimice dupy”.

Bilans: czy film zobaczyć czy też nie, wypada na plus. Weźcie sobie popcorn, zasiądźcie wygodnie i pomyślcie, co mogłoby być gdyby…

"Volta"; Polska 2017; w kinach od 7 lipca; dystrybucja: Kino Świat