Obraz Hannesa Holma został m.in. nagrodzony jako najlepsza europejska komedia, mimo że producenci oraz dystrybutorzy pozycjonują produkcję jako dramat. I rzeczywiście – losy tytułowego mężczyzny imieniem Ove czasem zmuszają do wybuchów śmiechu, ale przede wszystkim poruszają. Bo Ove to człowiek charakterologicznie nieprzystosowany do zmieniającego się świata, który najchętniej albo dbałby o porządek na osiedlu (starając się, by jedynymi zmianami, które były dopuszczalne, to nowe marki szwedzkich samochodów) albo zamknąłby się w czterech ścianach z ukochaną żoną. Tej już nie ma, co dodatkowo powoduje problemy ze zrozumieniem rzeczywistości. Kiedy Ove bowiem codziennie sprzątał pociągi, ona czytała "Mistrza i Małgorzatę" i pozwalała zrozumieć to, co dla wychowanego w małym miasteczku prostolinijnego i niezwykle uczciwego mężczyzny jest zbyt trudne.

Film posiada fabułę złożoną z opowieści dziejących się w teraźniejszości oraz retrospekcji. One dla zrozumienia świata Ove są najistotniejsze, a podczas oglądania części scen bez chusteczek się nie obędzie.

Obraz ani przez chwilę nie wywołuje przesytu, nie męczy zbyt skomplikowanym poprowadzeniem akcji – wszystko jest jak w „Forreście Gumpie”, do którego film Holma był porównywany. Bo na różne sposoby pokazuje w jaki sposób nieprzystosowany do życia człowiek może radzić z dynamicznym światem. Z tym, jak można go przyjmować, gdy tęsknota i ból zastąpi miłość i chęć istnienia. I z tym, jak można odnaleźć okruchy wspaniałych, choć i bolesnych chwil podczas rozmów z sąsiadką, która jest- o, zgrozo - ciężarną imigrantką z Iranu lub z gejem, któremu trzeb udzielić nagłej pomocy.

Holm zadaje też pośrednio pytania o rolę seniorów w naszym świecie. O to, po co i dla kogo mają żyć. O to, w jaki sposób podchodzić do ich zgorzknienia. To jest kraj, to jest świat dla starych ludzi - zdaje się z uśmiechem mówić Holm, który ze swego filmu robi przypowieść o zmieniającym się otoczeniu, o symbolach świetności, które są lekceważone nie tylko przez coraz to młodsze pokolenia, ale także przez jego rówieśników. Ale pozostawia nas też z dylematami. Co zrobić z tymi, którzy nie są „ludźmi sukcesu”, którym wszystko w życiu nie wychodzi, którzy być może przeszkadzają i denerwują. Jak zaktywować do działania kogoś, kto otwarcie mówi, że czeka już tylko na śmierć.

Patrząc na Ove odnajdziemy siebie samych. Naszą złość na współmieszkańca osiedla, na zmiany w otoczeniu, na gnający świat. Złość taką, że kiedy Ove stwierdza, że może by warto się powiesić, odkłada to na później, bo najpierw trzeba opierzyć sąsiada. Bo źle zaparkował cholernik jeden…

"Mężczyzna imieniem Ove"; Szwecja 2015; reżyseria: Hannes Holm; w kinach od 14 lipca 2017 roku