Decyzja o realizacji drugiej części "Trainspotting" nie była zaskoczeniem. Danny Boyle od dawna nosił się z tym zamiarem, pierwsze przymiarki do sequela robił już dobre dziesięć lat temu. Najpierw powstał oryginalny scenariusz, potem na potrzeby filmu scenarzysta John Hodge (współpracujący z Boyle’em od czasu jego debiutanckiego "Płytkiego grobu") skorzystał z "Porno" Irvine’a Welsha – powieściowej kontynuacji "Trainspotting". Tylko czy powrót do świata Marka Rentona i jego kumpli jest w ogóle możliwy? I po co w tym grzebać?

Najbardziej oczywistą odpowiedź daje w filmie Sick Boy: "Nostalgia. To dlatego tu jesteś. Jesteś turystą we własnej młodości". To słowa kierowane zarówno do Rentona, jak i do widzów, z różnymi oczekiwaniami zasiadającymi przed kinowym ekranem. Tak, "T2" to wyprawa nostalgiczna, przeznaczona przede wszystkim dla tych, którzy widzieli oryginał, i to widzieli go dwadzieścia lat temu jako równolatkowie bohaterów. Seans przypomina wyprawę na stare śmieci, Boyle każe nam zaglądać w te same miejsca, spotykać tych samych ludzi, z brawurą powtarza te same ujęcia, podobnie układa przebojową ścieżkę dźwiękową. Tylko twarze bohaterów bardziej zniszczone. Bo choć czas mija, niewiele się u nich zmieniło. Są starsi, ale niekoniecznie mądrzejsi. Renton (Ewan McGregor) wraca do Szkocji, bo jego misternie poukładane życie właśnie się rozsypało. Kartofel Murphy (Ewen Bremner) nigdy nie przestał ćpać, choć chciałby wyjść z nałogu, żeby móc widywać się z dorastającym synem. Sick Boy (Jonny Lee Miller) napędzany koksem próbuje kolejnych przekrętów. A psychopatyczny Begbie (Robert Carlyle) odsiaduje wieloletni wyrok i właśnie po raz kolejny odmówiono mu warunkowego zwolnienia. Powrót Rentona jest katalizatorem zdarzeń. Odnawiają się dawne przyjaźnie i odżywają urazy, ale emocje trzeba odłożyć na bok, gdy jest kolejny interes do zrobienia.

Mała dygresja: przypomnijcie sobie inny przebój drugiej połowy lat 90. – podobnie jak "Trainspotting" brawurowo i sprawnie zrealizowany – "Biegnij, Lola, biegnij" Toma Tykwera. Niemiec, tak jak Boyle, chętnie korzystał z teledyskowego montażu, podkręcanego muzyką tempa, ekstrawaganckich ujęć, kinofilskich aluzji. Ale potem rozmienił swoją obiecującą karierę na drobne. Tymczasem Brytyjczyk konsekwentnie rozwijał swoją stylistykę i nawet jeśli nie ustrzegł się wpadek, stał się jednym z najciekawszych twórców europejskiego kina. I znowu dał popis reżyserskiej maestrii: wirtuozersko przestawia znajome elementy, jakby chciał udowodnić, jak bardzo rozwinął się przez minione dwie dekady. Świetne zdjęcia, dynamiczny montaż, doskonale dobrana muzyka, niewymuszony humor – dwie godziny spędzone w towarzystwie bohaterów "Trainspotting" to czysta frajda.

Jednak wbrew pozorom "T2" nie jest wyłącznie próbą powrotu do przeszłości. Boyle’owi udało się pod atrakcyjną wizualnie warstwą przemycić parę spostrzeżeń na temat współczesnego świat, relacji międzyludzkich, zmian, beznadziejnego braku wpływu na rzeczywistość. Monolog "Wybierz życie" we współczesnej wersji jest zaprawiony goryczą, staje się manifestem rozczarowanego sobą i światem człowieka. "Komu potrzebne powody, skoro mamy heroinę?" pytał Renton dwadzieścia lat temu, ale ostatecznie próbował zejść z drogi do zatracenia (nawet jeśli oznaczało to okradzenie najlepszych kumpli). Dziś nie ma ani powodów, ani heroiny, ani specjalnej nadziei na lepszą przyszłość. "T2" jest chwilami histerycznie śmieszny – scenę wizyty Rentona i Sick Boya na spotkaniu rojalistów będę wspominał długo – lecz jednocześnie bywa przejmująco smutny. W końcu wracamy nie tylko do kultowego filmu, ale niczym jego bohaterowie stajemy się "turystami we własnej młodości". Pewnie wielu widzom – podobnie jak mnie – "Trainspotting" kojarzy się z czasami względnej beztroski, studiów, mniej lub bardziej dziwacznych przeżyć. Zatem oglądając "T2" możemy tak jak Sick Boy zauważyć: "Nostalgia. To dlatego tu jesteś". Ale po seansie wielu z nas spojrzy w lustro i – niezależnie od różnicy doświadczeń i osiągnięć życiowych – powie słowami Rentona: "Mam 46 lat i jestem w dupie".

"T2 Trainspotting", Wielka Brytania 2017, reżyseria: Danny Boyle, dystrybucja: UIP, czas: 117 min, w kinach od 3 marca