Daniel Mantovani jest jak wcielenie koszmarnych snów Adama Zagajewskiego: ma charyzmę, poczucie humoru i Nagrodę Nobla na koncie. W "Honorowym obywatelu" bywały w świecie pisarz wyrusza do rodzinnego miasteczka, by odebrać lokalne odznaczenie. Choć brzmi to całkiem niewinnie, historia brzemiennej w skutki wizyty nie ma w sobie ani trochę z pogodnie refleksyjnej atmosfery "Powrotu do Garden State". Brawurowy film Mariano Cohna i Gastóna Duprata znacznie bardziej przypomina za to czarne komedie Milosa Formana, a co najważniejsze, dorównuje im pod względem jakości. W tej sytuacji nie może dziwić, że "Honorowy obywatel" został okrzyknięty rewelacją ostatniego festiwalu w Wenecji, a przez wielu był upatrywany wręcz jako główny kandydat do Złotego Lwa.

W swoim filmie Cohn i Duprat nie zdecydowali się, by pójść na łatwiznę i wycelować swe ostrze satyry w aroganckiego Mantovaniego. W oczach reżyserów na wykpienie zdecydowanie bardziej zasługują ziomkowie pisarza. "Honorowy obywatel" przedstawia bezkompromisowy obraz prowincjonalnej rzeczywistości zdominowanej przez nepotyzm i korupcję, a na płaszczyźnie estetycznej określanej za sprawą kolejnych przaśnych festynów. Cohn i Duprat bez zbędnych złudzeń przekonują, że takie warunki życia produkują ludzi sfrustrowanych i naznaczonych zawiścią. Mantovani, jako swojak, który odniósł sukces także dzięki krytykowaniu rodzinnych stron, idealnie nadaje się na obiekt zbiorowej niechęci. W ten sposób staje się częścią wielkiego panteonu twórców oskarżanych o "kalanie własnego gniazda". Zamiast milcząco znosić takie traktowanie, Mantovani nie pozostaje jednak dłużny swoim oponentom i wikła się w konflikt, szybko zamieniający się w pasjonujące starcie dwóch systemów wartości.

Wyczuwalny w "Honorowym obywatelu" lęk przed tłumem, bylejakością i akceptowanym w przestrzeni publicznej chamstwem wydaje się skądś znajomy. Film Cohna i Duprata to idealna propozycja na czasy kryzysu autorytetów i rozkwitu – fałszywie utożsamianego z "troską o prostego człowieka" – populizmu. Krzepiąca, zrealizowana jakby na przekór powszechnemu pesymizmowi argentyńska komedia przekonuje, że w tej trudnej sytuacji inteligentna jednostka niekoniecznie stoi na straconej pozycji. Mantovani doskonale wie, że jest wart tyle, ile jego wyobraźnia, a prawdziwa sztuka często rodzi się z gniewu i poczucia dyskomfortu. Nade wszystko natomiast zdaje się mieć z tyłu głowy stary aforyzm Franka Sinatry głoszący, że "Najlepszą zemstą jest spektakularny sukces".

Choć "Honorowy obywatel" pozostaje dziełem uniwersalnym, poruszane w nim tematy powinny okazać się szczególnie bliskie polskiemu widzowi. Charakteryzująca wizję Cohna i Duprata skłonność do groteski pozwala dopatrzeć się w ich filmie duchowego pokrewieństwa z twórczością Witolda Gombrowicza. Polski pisarz chętnie korzystał przecież z wolności, którą zapewnia pozycja outsidera, a w swoich książkach bez wytchnienia piętnował wady rodaków. W tej sytuacji łatwo wyobrazić sobie, że autor "Ferdydurke" na widok Mantovaniego pękałby z dumy, a całego "Honorowego obywatela" skwitowałby szczerym, afirmatywnym uśmiechem. ??

Honorowy obywatel | Argentyna, Hiszpania 2016 | reżyseria: Gastón Duprat, Mariano Cohn | dystrybucja: Against Gravity | czas: 120 min