[MIDIUM SPOILER ALERT]

Film w kinach 13 stycznia 2017 roku.

Dyrektor Nowacki (Janusz Gajos jako czarny charakter sprawdza się zawsze) dzieli i rządzi. Zna prawo i procedury, ale swoje zdanie też ma. „Śmieci trzeba utylizować” – powtarzają za nim pracownicy. Co zrobią, kiedy okaże się, że przewozić z aresztu do szpitala psychiatrycznego mają więźnia Kuleszę, który jako nauczyciel miał na sumieniu przestępstwa na tle seksualnym, a także życie i zdrowie innych pracowników służby więziennej?

Do tytułowego konwoju odesłany jest Sierżant Zawada (Robert Więckiewicz jest stworzony do wcielania się w ludzi zagubionych, toczących wewnętrzną walkę). Kiedy Nowacki przychodzi po Zawadę (spokojnie, to pierwsza scena filmu), ten wygląda jak bohater „Pod mocnym aniołem” (za "Konwój" odpowiada producent tegoż) – leży pijany, nie potrafi dojść do siebie. Dlaczego taki człowiek ma dowodzić konwojem specjalnej troski? Obok niego do wozu wsiadają Sierżant Berg (jedna z najlepszych w ostatnich latach rola Przemysława Bluszcza), a także młody adept, który ma zostać prawnikiem, który chce bronić więźniów. Jest on zięciem Nowackiego, który był wyraźnie wściekły, że mąż jego córki ruszył na akcję. Berg z kolei był wściekły, że w akcji, która miał dowodzić nagle szefem jest Zawada, a oprócz tego pojawia się „czarny” (Łukasz Simlat), czyli uzbrojony żołnierz, który wcześniej służył „gdzieś daleko” i który nie ma oporów, by naciskać na spust.

Kiedy do bohaterów dochodzi, że Nowacki wszystko ukartował, bo losy więźnia są przesądzone, zaczyna się spektakl emocji.

Realizacja filmu jest modelowa – ma świetne zdjęcia Michała Sobocińskiego, w tle wyraziście i zawsze wtedy, kiedy trzeba pojawia się muzyka Antoniego Łazarkiewicza. Film kręcony jest w plenerach, które uciekają od Polski pięknej i wspaniałej, a bardziej wpisują się w to, co widzimy, kiedy tylko zjedziemy z autostrad i dróg szybkiego ruchu. Ale zarówno one, jak i montaż nie mają odciągnąć nas od meritum, od sedna filmu.

W zwiastunie filmu producent serwuje nam informacje, które mają dać do myślenia: „Co roku w Polsce kilkanaście tysięcy byłych więźniów popełnia kolejne przestępstwo po wyjściu na wolność” oraz „W 2014 roku na podstawie amnestii z polskich więzień wypuszczono ponad 100 wyjątkowo groźnych przestępców”. Nie trzeba mieć specjalnie wyczulonego ucha, by wiedzieć, jak tzw. opinia publiczna podchodzi do tego typu widomości. Nie trzeba czytać zbyt wielu wiadomości, by wiedzieć, że obecna władza chce kary zaostrzać, wszystkich bezwzględnie karać i pacyfikować. Pomiędzy nastrojami społeczno-politycznymi gubimy jednak to, co najważniejsze – pytania stare jak świat: o to, czym powinna być kara, kim jest osadzony w więzieniu człowiek, na czym polegać ma resocjalizacja. Mimo tak ostro zarysowanych w trailerze tez, Maciej Żak reżyser „Konwoju” bardziej na proponowaniu gotowych rozwiązań, skupia się na stawianiu pytań, a odpowiedzi na nie wcale nie są oczywiste.

Po wyjściu z kina znajdzie się zapewne taka sama grupa osób oburzonych, które będą protestować przeciw wyręczaniu wymiaru sprawiedliwości, choć nie wątpię, że postawa dyrektora Nowackiego znajdzie setki obrońców. Rozmów na te temat nie byłoby gdyby nie wyśmienite aktorstwo, skupienie się na tym, jak to, co na zewnątrz, wszystkie bodźce którymi jesteśmy bombardowani wpływają na to, jakie decyzje podejmujemy. Tego Maciej Żak w filmie nie pokazuje, ale łatwo zadać też sobie pytanie , jak łatwo radykalizm w naszych postawach może być zmanipulowany i wykorzystywany.

Spodziewać się można, że „Konwój” może spotkać się z delikatną krytyką za scenariusz – rzeczywiście, dwie zmiany akcji przeprowadzono zbyt gwałtownie, stosując być może zbyt wyrazisty skrót myślowy, co zaskakuje, jeśli spojrzymy, że obraz trwa niecałe 90 minut.

Nie zmieni to jednak faktu, że obroni się doskonałym aktorstwem, zdjęciami i muzyką. Wchodząc do kina ani przez chwilę nie będziemy żałować wydanych pieniędzy, akcja przykuje nas przez cały czas trwania obrazu.

Jeszcze dwa-trzy lata temu historię opowiedzianą w „Konwoju” potraktowalibyśmy jako być może zbyt grubymi nićmi szytą, zbyt momentami naiwną. Dziś jest ona przerażająco realistyczna.