W niespokojnych czasach przybywa katastroficznych wizji: kultura, zwłaszcza popularna, nieustannie atakuje wyobraźnię obrazami zagłady cywilizacji, upadku ludzkości, końca świata. Przetrwają najsilniejsi i najbardziej zdeterminowani albo nie przetrwa zgoła nikt. Koniec świata to zabawa dla twardzieli, zaś kobiety w postapokaliptycznej scenerii rzadko pełnią funkcję inną niż ozdobna: Furiosa w nowym "Mad Maksie" czy komiksowa Tank Girl to wyjątki (na dodatek i tak stworzone przez mężczyzn).

Mała apokalipsa

Amerykańska pisarka i dziennikarka Sloane Crosley w eseju "It’s the End of the World as She Knows It" opublikowanym na łamach "The New York Times" dowodziła, że postapokaliptyczne wizje tworzone przez mężczyzn i kobiety różnią się nie tylko poziomem przemocy, lecz przede wszystkim spojrzeniem na świat i na bohaterów. Także dlatego że kobiety wciąż muszą walczyć o swoje prawa i o równe traktowanie: "Margaret Atwood zauważyła, że kobiety ze strony mężczyzn najbardziej obawiają się przemocy, a mężczyźni ze strony kobiet – upokorzenia. Pisarki nie muszą niszczyć świata, by wyobrazić sobie, czym jest niebezpieczeństwo. Zagrożenie przemocą nie jest dla nich niczym nowym". Crosley w swoim tekście nie odwołuje się co prawda do literackiego pierwowzoru "Głuszy", czyli powieści Jean Hegland "Into the Forest", lecz zarówno książka, jak i wyreżyserowany na jej podstawie film wpisują się w ten schemat.

"Głusza" to mała apokalipsa: nie ma tu widowiskowych elementów, które zwykliśmy kojarzyć z kinem fantastycznym lub katastroficznym. Nic nie zmienia ludzi w zombi, tornada nie rujnują miast, brak nawet hord barbarzyńców plądrujących opuszczone domy i centra handlowe. Któregoś dnia po prostu znika prąd. Dla sióstr Nell (Ellen Page) i Evy (Evan Rachel Wood) mieszkających z ojcem w domu na odludziu i tak wydaje się to życiową katastrofą: jedna z dziewczyn uczy się do egzaminów, druga trenuje taniec, więc potrzebuje muzyki. Zresztą piekielnie trudno wyobrazić sobie życie bez elektryczności. Bez sztucznych źródeł światła, bez komputerów i internetu, bez bieżącej wody, bez wszelkich cywilizacyjnych udogodnień, do których przywykliśmy tak bardzo, że właściwie ich nie zauważamy. Blackout przedłuża się jednak w nieskończoność, zaczynają mnożyć się problemy, a gdy ojciec ginie w tragicznym wypadku, dziewczyny muszą same się nauczyć działania w niecodziennych warunkach.

Punkt wyjścia "Głuszy" nie jest specjalnie oryginalny: z wizją świata pozbawionego elektryczności francuski pisarz René Barjavel zmagał się w powieści "Ravage" już we wczesnych latach 40. ubiegłego wieku. Całkiem niedawno mogliśmy oglądać serial "Revolution", w którym brak prądu wywołuje globalne społeczne zmiany i oczywiście nieustającą wojnę tych dobrych z tymi złymi. Trzeba przy tym zauważyć, że powieść "Into the Forest" ukazała się pierwotnie w 1996 roku, czyli ponad 15 lat przed premierą "Revolution". Tutaj wojny ani rewolucji nie ma. Pozostawione same sobie siostry próbują radzić sobie z wyzwaniami codzienności. Przemoc jest marginesem ich świata, z niepokojem obserwowanym kątem oka, w ich życie wdziera się właściwie tylko raz, gdy jedna z dziewczyn zostaje napadnięta i zgwałcona.

My też damy radę

"Głusza" nie jest w pełni udanym filmem. Nie do końca wykorzystuje potencjał powieści Hegland – która bywa zdecydowanie na wyrost przyrównywana do "Opowieści podręcznej" Margaret Atwood czy "Przypowieści o siewcy" Octavii E. Butler – cały ciężar fabuły składając na barki doskonale obsadzonych aktorek. To zresztą Ellen Page zgłosiła się do Patricii Rozemy z pomysłem na ekranizację książki, została też współproducentką filmu. "Każdy dziś kręci filmy apokaliptyczne, ale nikt nie robi ich w taki sposób, a już z pewnością nie z kobietami w rolach głównych. Chciałam odnaleźć w tej historii coś nowego i pięknego" – mówiła reżyserka w jednym z wywiadów.

Rozema proponuje więc inne spojrzenie na świat po apokalipsie. Spojrzenie z perspektywy zwykłych dziewczyn – Evan Rachel Wood zwracała w wywiadach uwagę, że to nie są "silne" kobiety, ale po prostu kobiety – wyciszone, intymne. "Głusza" przywraca odpowiednie proporcje: to gwałt, brutalny i zaskakujący, jest dla dziewczyn większą traumą niż brak prądu. "Tysiące lat ludzie żyli bez elektryczności", mówi jedna z bohaterek, "my też damy radę". Początkowo nieznośną sytuację siostry próbują nie tylko przetrwać, lecz także oswoić i opanować. Jest w tym jakieś dalekie echo filozofii powrotu do natury Jeana-Jacques’a Rousseau, lecz przede wszystkim feministyczny manifest niezależności i zerwania z patriarchalnym porządkiem. Mężczyźni w tej opowieści umierają, odchodzą – jak chłopak Nell, goniący za mrzonką w stylu "podobno na Wschodzie jest prąd i cywilizacja" – albo swoją słabość maskują brutalną przemocą.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono sondę, jaki scenariusz na przyszłość wydaje się najbardziej przerażający. Odpowiedź brzmiała: "świat rządzony przez feministki". W ankiecie przeprowadzonej wśród naukowców i badaczy brali udział sami mężczyźni. Przykładów podobnego lęku nie musimy szukać daleko: wystarczy przypomnieć sobie stosunkowo przecież niewinną "Seksmisję" – nawet jeśli film Juliusza Machulskiego był satyrą wymierzoną przede wszystkim w system totalitarny, pozostaje jednocześnie reliktem czasów, w których feminizm był traktowany jako dziwactwo, a kobiety bez facetów wydawały się skazane na zagładę (i nie chodziło wyłącznie o reprodukcję). Popularność mizoginicznych polityków w Stanach Zjednoczonych, Polsce czy na Węgrzech dowodzi, że do dziś się niewiele w gruncie rzeczy zmieniło. "Skrajna prawica nie potrafi sobie wyobrazić świata, w którym prawa kobiet i prawa mężczyzn nie byłyby przeciwstawne, w którym zysk kobiet nie oznaczałby z definicji straty mężczyzn" – pisała na łamach magazynu "The Baffler" Laurie Penny. We wspomnianym eseju Sloane Crosley pisała zaś: "Trudno nie pomyśleć, że być może kobiety są lepiej przygotowane na koniec świata". Nie potrzebują napakowanych testosteronem brutali, owiniętych drutem kolczastym kijów bejsbolowych, karabinów maszynowych ani protekcjonalnej opieki. I być może dla mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, to właśnie ta świadomość jest bardziej przerażająca niż wizja świata pod rządami feministek.

Głusza | Kanada 2015 | reżyseria: Patricia Rozema | dystrybucja: Mayfly | czas: 101 min | w kinach od 30 grudnia