W nowym filmie twórcy "Pretty Woman" wszystko jest poprawne. Poprawnie swoje role odgrywają gwiazdy "Dnia Matki" na czele ze zdystansowaną Julią Roberts (po raz pierwszy jako babcia), zabawną Jennifer Aniston i blondynką Kate Hudson. Za wiele przy tym do pokazania nie mają, bo poprawna politycznie produkcja jest schematyczna niczym instrukcja obsługi pralki.

Losy bohaterów splatają się w tytułowym "Dniu Matki" (przez amerykański Kongres uznanym za święto narodowe), ale wszystkie te historie już kiedyś, gdzieś widzieliśmy. Matkę, która zrezygnowała z rodziny dla kariery. Adoptowane dziecko, które boi się w pełni zaangażować w związek ze swym kochającym partnerem. Żonę porzuconą dla młodszego modelu i amerykańskich rodziców, którzy nie chcą zaakceptować życiowych wyborów swych wcale nie takich postępowych córek (a tu żenująco wpleciony wątek rasistowski i homoseksualny). Wreszcie wdowca, co nie potrafi pogodzić się ze śmiercią żony i ruszyć do przodu…

Realizatorzy filmowego hołdu dla matczynej miłości nawet przez chwilę nie próbują nas zaskoczyć. Przeciwnie – postawili na wzruszenia, optymizm i humor. To właśnie dzięki świetnie napisanym dialogom ogląda się słodko-gorzką komedię obyczajową (i nie wierzcie reklamom – zdecydowanie nie romantyczną, choć wiele w niej miłości) bez większego bólu. Największe oklaski należą się przy tym Jennifer Aniston, która potrafi widzów rozbawić, jak przed laty w "Przyjaciołach".

Całe szczęście, że twórcy "Dnia Matki" nie próbują nas przekonać, że ten film to coś więcej, niż jest w rzeczywistości. Po autorze "Pretty Woman" można się było spodziewać jednak więcej. Tymczasem jego nowe dzieło z kultową Love Story łączy jedynie fryzura Julii Roberts, przypominająca "służbową" perukę prostytutki Vivian. A i w blondzie boskiej Julii było bardziej do twarzy. Dobrze, że wzięła te głośne 3 miliony (za 4 dni pracy).

Dzień Matki | USA 2016 | reżyseria: Garry Marshall | dystrybucja: Monolith Films | czas: 118 min