Wstrzymujemy się przed wykrzyknikami, egzaltacją, trochę również dlatego, że wstydzimy się ujawnienia własnej wrażliwości. Przypuszczam, że pod tym względem niczym się nie różnię od większości kolegów. Chowam się w pancerzu profesjonalisty. Jest bezpieczny, wygodny, chroni przed szyderstwem czytających. Są jednak filmy, w przypadku których nie potrafię i nie chcę udawać zdystansowanego klerka. Oglądam je ze wzruszeniem. Należy do nich "Opiekun" Michela Franco. Nie byłem na festiwalu w Cannes, gdzie film otrzymał ważną nagrodę za scenariusz, nie czytałem niczego przed rozpoczęciem seansu. Być może dlatego z każdą minutą tego posępnego moralitetu prawdy, czułem się osobiście nim dotknięty, poruszony. Nawet nie jako widz, jako człowiek.

Gdy patrzyłem na "Opiekuna", wciąż przypominał mi się sędziwy Tadeusz Różewicz zadający w późnym okresie swojej twórczości coraz ostrzej formułowane pytania dotykające choroby, odchodzenia, rozpływania się we mgle. – Bełkot u odchodzącego to zanikanie, rozkład, rozpad słów prowadzący do milczenia ostatecznego. (Umierający) jest chorym małym dzieckiem – pisał Różewicz. A ja nie mogłem uwolnić się od tych słów wielkiego polskiego poety, oglądając skupionego Tima Rotha w tytułowej roli terminalnego opiekuna, anioła życia przynoszącego ukojenie zbliżającej się śmierci.

Film Franco ma dosyć konwencjonalną ramę fabularną, ale owa rama łącznie z niepotrzebnie radykalnym zakończeniem są stosunkowo najmniej ważne. Myślę, że za granym przez Rotha opiekunem trzeba podążać sercem, zapominając o przeszłości bohatera, jego prywatnych problemach, które zostały wkomponowane w strukturę filmu jednak dosyć siłowo. Trzeba o tym wszystkim zapomnieć, ponieważ jest On. Opiekun życia i jego pacjenci: dziewczyna bez ciała, skóra i kości, za chwilę pogrzeb, potem mężczyzna zdający sobie sprawę ze zbliżającego się końca, umiera w nim intelekt, ale nie biologia, nie zmysły. I wreszcie najtrudniejszy przypadek. Kobieta chora na raka, pierwsze stadium, drugie i trzecie. Na początku opiekun ma tylko podwozić ją do szpitala, z czasem stanie się nieodzowny. Ktoś, kto pomaga żyć, uzależnia się również od śmierci.

"Opiekun" prowokuje do wielu pytań, nie daje prostych odpowiedzi. Młody meksykański reżyser Michel Franco wiele zawdzięcza stylowi Hanekego, ale w "Opiekunie" widać także wyraźne wpływy "Jego brata" Patrice’a Chéreau i "Likwidatora" Atoma Egoyana. Ważne, że owe inspiracje rozwijają się w twórczy sposób. Uzależnienie od dobra sytuuje się blisko uzależnienia od zła. Tylko czy na pewno mamy właściwe wytłumaczenie, czym jest jedno, a czym drugie? Kulturowe kanony postępowania dobrze sprawdzają się na piśmie, ale życie nie daje się sprowadzić do paragrafu. Różewicz pisał: – Oczy patrzą po śmierci z tamtego świata. Co widzą?

Opiekun | Francja, Meksyk 2015 | reżyseria: Michel Franco | dystrybucja: Gutek Film | czas: 93 min